Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: bałkany

Irmina Stanković z wycieczką

Wycieczki po Serbii

Rozmawiam z Irminą Stanković, przewodniczką i pilotką wycieczek po krajach bałkańskich.

Krzysztof Matys: Oprowadziła Pani po Serbii wielu turystów z Polski. Co jest dla nich największym zaskoczeniem?

Serbia jest mało znanym krajem i w świadomości wielu Polaków pozostała, tak jak i całe Bałkany, związana z wojnami w latach 90-tych i bombardowaniem w 1999 roku. Ten smutny obraz poprawiają nieco filmy Kusturicy i muzyka Gorana Bregovića.

Dopiero w ostatnim okresie trochę więcej naszych rodaków odkrywa Serbię. Dzieje się to w czasie przejazdów tranzytowych do Grecji, Bułgarii i Czarnogóry lub podczas wycieczek objazdowych po tym rejonie Europy. (Zobacz przykładowy program wycieczki: Serbia – Bośnia i Hercegowina). Z powodu zbyt małej ilości dostępnych informacji, przeciętny turysta nie za bardzo wie czego może się spodziewać. Zazwyczaj ludzie są pozytywnie zaskoczeni otwartością mieszkańców oraz ich przychylnym stosunkiem do gości. Miejscowi, w przypadku jakichkolwiek problemów starają się bezinteresownie pomóc. Niejednokrotnie, szczególnie na prowincji, widząc zaparkowany na poboczu autokar, podchodzą i pytają czy nie potrzebujemy pomocy.

Zaskoczeniem bywa też przywiązanie do tradycji, które w Serbii zauważamy na co dzień. Są to zwyczaje przekazywane z pokolenia na pokolenie, często związane z religią, lokalnymi świętami, kalendarzem… Co ważne, jest to tradycja żywa, która łączy pokolenia.

Co turystom podoba się najbardziej?

Moich gości często zadziwia mieszanka kulturowa i etniczna jaką tam spotykamy. Na Bałkanach sztandarowym przykładem wielowiekowego współistnienia trzech wielkich religii: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu jest oczywiście Sarajewo, w którym co krok przypominają nam o tym zabytkowe budowle.

W samej Serbii żyje kilkanaście mniejszości narodowych, każda z nich pielęgnuje swój język, kulturę i tradycję. To niesamowicie wzbogaca wrażenia jakie wynoszą turyści.

Irmina Stanković z wycieczką

Irmina Stanković z wycieczką

Na dosyć małym terytorium mamy okazję oglądać dzieła słowackich twórców sztuki naiwnej we  wsi Kovačica, dowiedzieć się jak działają uroki, do dnia dzisiejszego rzucane przez Wołochów we wschodniej Serbii. We wsi Ostoićevo usłyszymy język polski, bo mieszkają tam potomkowie polskich emigrantów z początku XIX wieku. Jeśli w Belgradzie wybierzemy się do tradycyjnej piekarni lub cukierni to jest wielce prawdopodobne, że bozę – napój ze sfermentowanej mąki kukurydzianej – poda nam Goraniec, przedstawiciel małej grupy etnicznej z Kosowa, która z sukcesem zmonopolizowała belgradzki przemysł piekarsko-cukierniczy. W okolicy Nowego Pazaru zanurzymy się w zeuropeizowanym oriencie, na ulicach obok pań w mini spotkamy kobiety w tradycyjnych strojach muzułmańskich i pięć razy dziennie muezin ze szczytu strzelistego minaretu będzie wzywał na modlitwę. Jeżeli do tego dodamy jeszcze rozmaite obyczaje i tradycje, które różnią się nawet pomiędzy poszczególnymi wsiami, to mamy obraz przebogatej mozaiki kulturowej, która oczarowuje gości i nie pozwala na nudę.

Przybysze zachwyceni są bałkańską kuchnią. Pyszne są rozmaite mięsa z grilla, duszone i pieczone. Mamy też ogromny wybór potraw warzywnych. Ważna jest ekologia i wysoka jakość składników. Wszystko to charakteryzuje tę kuchnię i zapewnia jej popularność i spore grono wielbicieli.

Nie możemy zapomnieć o winach. Odpowiednie warunki klimatyczne i długa tradycja ich wytwarzania połączona ze współczesnymi metodami uprawy winogron, zapewniają wyśmienity smak. Ciekawa jest też tradycja picia kawy, która jest przyrządzana na wiele sposobów i dostępna w niezliczonych kawiarniach. Są one zapełnione gośćmi bez względu na porę dnia i pogodę.

Ma Pani duże doświadczenie. Czy są jakieś rzeczy, o których musimy koniecznie pamiętać? Jednym słowem, poproszę o praktyczne rady. Na przykład, kiedy warto wybrać się na wycieczkę?

Najlepszy czas na odwiedzenie Serbii to okres od maja do czerwca i od września do końca października. Wtedy panują tu umiarkowane temperatury sprzyjające zwiedzaniu. Należy jednakże wziąć pod uwagę to, że w rejonach górskich temperatura jest o kilka stopni niższa niż na nizinach i już w październiku można spotkać śnieg.

Dla amatorów wielkomiejskiej rozrywki polecam okres noworoczny, kiedy to w dużych miastach organizowane są liczne imprezy okolicznościowe i mamy możliwość uczestniczenia w  koncertach lokalnych gwiazd muzyki na głównych placach miast.

Na prowincji ciekawy i godny polecenia jest okres jesienny. Wtedy odbywają się liczne jarmarki, wystawy i festiwale kulinarne. Możemy spróbować dań lokalnej kuchni, kupić autentyczne pamiątki a wszystko to przy dźwiękach muzyki ludowej wykonywanej na żywo. Najbardziej znane festiwale gastronomiczne to Roštiljijada – święto grila, Leskovac, Fish fest Beograd – festiwal rybny,  Belgrad, Kupusijada – święto kapusty, Mrčajevci. Wszystkie wymienione odbywają się na początku września.

A czy są święta wina?

Tak, oczywiście. W regionach słynących z uprawy winorośli jesienią odbywają się festiwale. Źródeł tego obyczaju należy szukać w pogańskim kulcie boga wina. Dziś są okazją do świętowania i zabawy. Najbardziej znane mają miejsce w Aleksandrovcu, stolicy znanego regionu winnego Župa. Pod koniec września zbierają się tam najlepsi wytwórcy trunku. Wtedy to malutkie miasteczko jedną ze swoich ulic zmienia w ulicę wina. Goście i mieszkańcy mają okazję by przy dźwiękach muzyki i bogatym programie kulturalnym delektować się młodym trunkiem, a z miejskiej fontanny tryska najprawdziwsze wino.

Inną tego typu imprezą jest Oplenačka Berba w miejscowości Topola, która ma długą tradycję uprawy winorośli. Topola może się pochwalić królewskimi winnicami dynastii Karađorđević, które po latach zaniedbania są z sukcesem odnawiane i poszerzane. Tu według starej receptury wytwarza się wyborne alkohole. Festiwal wina w Topoli połączony jest z jarmarkiem ludowym, na którym twórcy z okolicy prezentują swoje wyroby rzemieślnicze, a zespoły pieśni i tańca umilają  czas odwiedzającym.

Święta wina są doskonałą okazją do spróbowania najlepszych trunków, które zostały wyprodukowane w ograniczonych ilościach i nigdy nie trafią na sklepowe półki. Mamy też szansę by uczestniczyć w autentycznych lokalnych wydarzeniach kulturalnych i bawić się z mieszkańcami.

O czym jeszcze należy pamiętać zwiedzając Serbię?

Serbowie chętnie mówią o sobie, tak więc temat wojen lat 90-tych czy bombardowania nie jest tematem tabu. Zazwyczaj ludzie mówią o tych wydarzeniach z należytym dystansem. Jedynym drażliwym tematem jest odłączenie Kosowa i tu polecam umiarkowane wyrażanie swoich poglądów, szczególnie gdy przebywamy na południu Serbii.

Jeżeli mamy w planach zwiedzanie zabytków sakralnych należy też pamiętać o odpowiednim stroju. Należy zwrócić uwagę na zakryte ramiona i długie spodnie u mężczyzn. W wielu prawosławnych klasztorach i cerkwiach znajdziemy chustki na głowę, które można wypożyczyć.

Jak Serbowie postrzegają Polaków?

Serbowie są pozytywnie nastawieni do obcokrajowców, szczególnie tych, którzy chcą poznać ich kraj bliżej. Polacy jako „słowiańscy bracia” mogą liczyć na jeszcze przychylniejsze przyjęcie. Entuzjazm wywołują goście znający choćby kilka słów w języku serbskim. Warto zapamiętać przykładowe: dobar dan – dzień dobry, hvala – dziękuję, izvolite – proszę.

Czy odczuwalny jest wzrost liczby przyjeżdżających?

Tak, ostatnie dwa lata to znaczny wzrost przypływu turystów. Można to zobaczyć na ulicach głównych miast, gdzie bez względu na porę roku słychać języki obce. Przyjeżdżają młodzi ludzie, dla których np. Belgrad czy Nowy Sad są sercem rozrywki. Osoby, które szukają aktywnych form wypoczynku odkrywają szalone spływy rzekami Ibar, Lim, Drina czy Uvac. Popularnością zagranicznych gości niezmienne cieszą się centra sportów zimowych zaopatrzone w niezbędną infrastrukturę do uprawiania narciarstwa (Kopaonik, Stara Planina). Smakosze i miłośnicy dobrego wina zawsze znajdą tu coś dla siebie, a gospodarze nie stronią od dobrej zabawy. Starsze pokolenia odwiedzają serbskie uzdrowiska ze źródłami leczniczymi i termalnymi wodami. Miłośnikom natury Serbia oferuje malownicze doliny rzek, przepiękne góry, parki narodowe i rezerwaty dzikiej przyrody.

Baza noclegowa jest stale rozwijana i obejmuje hotele, hostele, motele ale i małe gospodarstwa agroturystyczne, w których mamy okazję nawiązać bliższe znajomości z gospodarzami. Myślę, że właśnie ludzie są największą wartością Serbii. Bez nich zabytki, nawet te najstarsze, pochodzące z okresu imperium rzymskiego, nie byłyby w stanie zachęcić turystów do ponownego przyjazdu, a dzisiaj wygląda to tak, że duży procent turystów wraca do Serbii po raz kolejny.

Dziękuję za rozmowę!

Polecamy artykuł Irminy Stanković na temat turystycznych atrakcji Serbii oraz Bośni i Hercegowiny.

Biura podróży stawiają na Bałkany

W targowej edycji „Wiadomości Turystycznych” (listopad 2015 r.) Agnieszka Rodowicz napisała:

Bałkany to mocna mieszanka kulturowa, etniczna, religijna. Na jednej ulicy stoją obok siebie kościoły katolickie, prawosławne cerkwie i meczety, a słodycz baklawy przełamuje ostry smak papryki.

Krótki cytat trafnie oddaje klimat miejsca. Nie wyczerpuje tematu, to byłoby zbyt proste, wszak Bałkany obfitują w wiele kontekstów i znaczeń, ale pomyślałem, że to smakowe porównanie wygląda całkiem obiecująco. Sugeruje coś ciekawego i oryginalnego. A przecież w podróżach właśnie o to chodzi.

Biorąc pod uwagę kilka ważnych okoliczności, takich jak położenie regionu oraz jego turystyczne możliwości, śmiało można postawić tezę, że Bałkany są obszarem o niewykorzystanym potencjale. No może z wyjątkiem Chorwacji, od lat już bardzo popularnej. No i oczywiście Grecji, ale ta już od wielu lat funkcjonuje na odrębnych zasadach (dzięki długiej przynależności do świata zachodniego i Unii Europejskiej).

Albania, plaża w Durrës

Albania, plaża w Durrës

Bywa, że zapominamy jak duży jest to obszar. Rozciąga się od Rumunii po Chorwację. Od Morza Czarnego po Adriatyk. Region dysponuje długą i silnie rozwiniętą linią brzegową, obfitującą w półwyspy, mniejsze i większe wysepki. Ciepłe morze i plaże. Wiele turystycznych możliwości.

Gdybyśmy chcieli wyznaczyć prostą geograficzną granicę Półwyspu Bałkańskiego, to należałoby narysować linię w przybliżeniu od Odessy do Triestu (Bałkany kończą się na Słowenii). Tak więc znalazłby się tam i fragment czarnomorskiego wybrzeża Ukrainy (Budziak) oraz południe Mołdawii (Gagauzja). Swoją drogą tamte okolice to również bardzo ciekawy obszar i ciągle mało znany wśród turystów. Sama delta Dunaju jest już dużą trakcją. A przecież znajdziemy tam jeszcze Białogród nad Dniestrem, mickiewiczowskie stepy Akermanu, całkiem dobre winnice oraz fenomenalną społeczność staroobrzędowców w Wilkowie. Więcej o tym w artykule: Ukraina i Mołdawia.

W wielu tekstach znajdziemy sporo rzeczy oczywistych i szybko zmontowanych opisów typu: góry, piękne zabytki, różnorodność kultur oraz wyśmienita kuchnia. Jak chociażby w przewodniku Bezdroży (wydanie V, 2013 r.):

Bałkany to region, który ma moc przyciągania, wręcz uzależniania. Przyczyny bywają rozmaite: niezwykła przyroda – dzikie skaliste góry, sąsiadujące z ciepłym morzem, burzliwa historia, cenne zabytki wszystkich epok, a także eklektyczna kultura, w której przeplatają się wpływy wielu narodowości, chrześcijaństwa i islamu. Jeśli dodamy do tego wspaniałą kuchnię, aromatyczne alkohole, żywiołową muzykę, a nade wszystko spontaniczność mieszkańców, łatwiej będzie zrozumieć, dlaczego tak wielu uległo magii tego wyjątkowego zakątka Europy.

Ale też nie ma się czemu dziwić. Bo jak inaczej w kilku zdaniach przedstawić tak różnorodny, ciekawy i bogaty w atrakcje region. Pewnie, że lepiej pisać o rzeczach nieoczywistych. Dlatego też poświęciłem sporo uwagi Albanii, ale już nie powszechnie znanej i często odwiedzanej Chorwacji. Ta pierwsza, długo spychana na margines zainteresowania branży turystycznej, wciąż jest nieco egzotyczna i tajemnicza. Dzięki temu całkiem blisko mamy kraj, który może nas zaskoczyć, zaciekawić i zaoferować sporo atrakcji. Zobacz artykuł Albania to nie Afganistan.

I właśnie Albania jest jednym z kierunków, na które w stawiają biura podróży. Sezon letni w przyszłym roku zapewne będzie uboższy o Egipt i Tunezję. Krajów tych albo nie będzie w ofercie, albo nie będą cieszyć się dużym zainteresowaniem. Czym je zastąpić? Musi być w miarę blisko i niedrogo. Turcja i Grecja nie wystarczą do przejęcia całego ruchu. Trzeba szukać nowych możliwości. Uwaga branży w sposób naturalny wędruje w kierunku Bałkanów. Chorwacja jest oczywista, Czarnogóra też już została odkryta. Na swoją kolej czeka Albania. Obfitość plaż sprzyja rozwojowi letniej turystyki. Wybudowano sporo całkiem dobrych hoteli. Szczególnie polecam region na północy kraju (Durrës i Golem). Jest tam znacznie mniej ludzi niż w zatłoczonej Sarandzie, w której wypoczywa również wielu Greków z pobliskiego Korfu. Co ważne, w Albanii jest bezpiecznie, mamy śliczne góry i zabytki oraz ciekawą kuchnię, więc obok wypoczynku na plaży rozwijać można też wycieczki. Zobacz mój wcześniejszy artykuł: Turystyka w Albanii.

Objawieniem najbliższego sezonu może okazać się Rumunia, aż dziwne, że do tej pory tak słabo obecna w ofercie polskich biur podróży. Wieść niesie, że jeden z dużych touroperatorów przymierza się do tego kierunku. Najlepszym obszarem rumuńskiego wybrzeża jest odcinek na południe od Konstancy. Znacznie wcześniej doceniono Bułgarię, do której latem tego roku próbowano przerzucić część turystów do tej pory wybierających Egipt i Tunezję.

Plaża w Rumunii

Plaża w Rumunii

Wyzwaniem może być brak doświadczenia polskich biur podróży. Pracownicy nie znają tych kierunków, brakuje dobrych kontaktów i wiedzy o specyfice miejsca. Poza tym nowość zawsze może spotkać się z brakiem zainteresowania. Dobrym przykładem jest letni wypoczynek w Gruzji. Po kilku latach prób z czarterem do Batumi Itaka wycofała się z tego pomysłu. Plażowanie w Gruzji nie cieszyło się dużym powodzeniem. Powód? Poza pogodą (w Batumi często pada) znaczenie mogło mieć także niezrozumienie gruzińskiej specyfiki. Dużo o tym by mówić. Zainteresowanych odsyłam moich artykułów, np. tu: Gruzja nie jest kierunkiem dla każdego.

W sprzyjających okolicznościach turystyka powinna rozwijać się na całym północnym i zachodnim wybrzeżu Morza Czarnego. Z wiadomych powodów poza naszym zasięgiem jest Krym. Tam, podobnie jak w separatystycznej Abchazji, rozwijać się może turystyka rosyjska. Ale już całe wybrzeże od Odessy na południe, jest w naszym zasięgu. Wyłączyć trzeba tylko leżącą na pograniczu rumuńsko-ukraińskim deltę Dunaju, bo to obszar chroniony ze względu na unikalne walory przyrodnicze.

Wydaje się, że w nadchodzącym roku kierunki rozwoju będą determinowane nie tylko przez gusta turystów i plany organizatorów, ale też przez sytuację polityczną, dziś trudną do przewidzenia. Wydarzyć się może wiele. W tej sytuacji biura podróży muszą wkalkulować ryzyko, obstawiając takie a nie inne destynacje.

Z wiadomy względów największy nacisk położyłem na turystykę masową, związaną z wypoczynkiem na plaży. Warto jednak pamiętać o tym, że Bałkany są świetnym celem wycieczek objazdowych. Duży i zróżnicowany obszar stwarza warunki do organizacji wielu interesujących tras. Tu znajduje się artykuł omawiający najważniejsze turystyczne atuty Serbii, Bośni i Hercegowiny.

Wycieczka do Albanii i Kosowa

Turystyka w Albanii

Wstyd się przyznać, ale nigdy wcześniej tam nie byłem. Bardziej atrakcyjne wydawały się dalekie lądy. Pędziło się za egzotyką, kusiły odległe kontynenty. Podejście zmieniłem kilka lat temu. Przyszedł czas na Gruzję, Armenię, Mołdawię… Blisko i też ciekawie. W końcu dotarłem do Albanii. (Polecam wycieczkę Albania i Kosowo).

Tirana. Plac Skandenberga

Tirana. Plac Skanderbega

Pojechałem latem. Żałuję, że na krótko, że nie zobaczyłem więcej. Wiem, że wrócę. Kilka miesięcy temu napisałem o Tiranie. Turystyczne centrum stolicy, to dawna dzielnica komunistycznych dygnitarzy. Kiedyś zamknięta i pilnie strzeżona, dziś przyciąga ludzi z całego świata. Tu króluje życie, rozrywka i pieniądze. Najdroższe piwo wypiłem w modnym klubie sąsiadującym z willą Hodży, dyktatora, który przez dziesięciolecia idiotycznej polityki doprowadził kraj do ruiny. Kiedyś straszne miejsce, dziś z nową energią i wesołymi barwami. Podoba mi się podejście Albańczyków. Na turystyczną atrakcję zamieniają nawet chore dzieło Hodży – bunkry, które wrosły w krajobraz miast i wsi. Planował wybudować ich milion. Zdążył wznieść 700 tysięcy, każdy o wartości kilkupokojowego mieszkania.

Są na świecie miejsca, w których odzyskuję wiarę w sens przemian. Jednym z nich jest Albania. Wystarczyło pozwolić ludziom działać, ukrócić przestępczość i korupcję. Efekty? Gospodarka rozwija się błyskawicznie, a firmy przenoszą tu chociażby Włosi, zmęczeni biurokracją w swoim kraju.

Jedna z plaż

Jedna z plaż

Jest bezpiecznie, śmiało można jechać. Wiem, że kontrastuje to z powszechną opinią na temat Albanii, ale bać się naprawdę nie ma czego. Reformy ostatnich lat przyniosły zdumiewający efekt. Podobnie jak kilka lat wcześniej w Gruzji.

Rozmawiałem z Albańczykiem. Zaprosił dwóch młodych Brytyjczyków. Przygotowali się niemal jak na wojnę. Myśleli, że po powrocie do domu pochwalą się wyprawą do jednego z najniebezpieczniejszych miejsc na świecie. Jakież było ich zdumienie! Już pierwsze dwa dni w Tiranie całkowicie zmieniły opinię o Albanii. Więcej na ten temat w artykule Albania to nie Afganistan.

A turystyczne atrakcje? Jest ich trochę.

Najważniejsze jest morze. Albania ma długi pas wybrzeża, a na nim sporo pięknych, szerokich plaż. Część z nich jest już całkiem dobrze wykorzystana. To na południu kraju, w okolicach Sarandy – tu wypoczywają również Grecy (bo taniej niż na pobliskim Korfu). Na północy, bliżej Tirany, w okolicach Durrës jest mniej tłocznie. W czerwcu cieszyłem się pustymi plażami. Infrastruktura przygotowana, hotele, restauracje, leżaki i parasole. Tylko turystów mało. Ceny bardzo atrakcyjne. W hotelach o standardzie turystycznym, powiedzmy odpowiadającym 2 czy 3 gwiazdkom, pokój dwuosobowy ze śniadaniem kosztuje ok. 30-40 euro. Tłoczniej jest w lipcu i sierpniu. Więcej na ten temat: Plaże Albanii.

Kruja

Kruja

Góry. Tu zachowały się tradycje, kuchnia i klimat. Miejscowi mówią, że kto nie widział gór, ten nie zna Albanii. Najładniejsze są na północy, przy granicy z Czarnogórą, to Alpy Albańskie.

Zabytki. Albania to dawny teren świata antycznego. Z piękną i bogatą historią. Dla przykładu, Durrës, dziś drugie co do wielkości miasto Albanii, założone zostało już w 625 roku p.n.e. Nazwa pochodzi od greckiego Dyrrhachion. Świadectwem tego jest spory i dobrze zachowany amfiteatr.

Słabiej jest jeśli chodzi o okres średniowiecza. Wiele zabytków sakralnych zniszczyli komuniści w czasach Hodży. Równano z ziemią wszystko, co kojarzyło się z religią. W Tiranie pozostał tylko jeden obiekt, pochodzący z XVIII wieku meczet Ethem Beja. Niewiele też zachowało się z zamku w Kruji. Dla Albańczyków to niemal święte miejsce. Tu przez długie lata, Skanderbeg, ich bohater narodowy bronił Europy przed naporem Turków.

Mozaiki w amfiteatrze w Durres

Mozaiki w amfiteatrze w Durres

Specyficzne są muzea. Stare gmachy, budowane by kultywować w nich rewolucyjnych bohaterów. Ekspozycje oczywiście zmieniono, ale klimat pozostał. Zobacz artykuł Muzea Tirany. Mogą stanowić turystyczną atrakcję, ale musimy je odpowiednio potraktować. Nie szukajmy czegoś, co mogłoby się równać z najsłynniejszymi europejskimi obiektami.

Albania jest na początkowym etapie turystycznego biznesu. Niby coś się już zaczęło, ale klientów jeszcze niezbyt wielu. Dzięki temu jest ciekawie, oryginalnie i dość tanio. Możemy liczyć na autentyczną gościnność. Stan ten ma oczywiście i swoje gorsze strony. Dla mnie największym problemem były kwestie językowe. Albańczycy nie mówią po angielsku. Ani słowa po rosyjsku. Również w hotelach, restauracjach i taksówkach! Niektórzy znają włoski i trochę grecki. Stąd praktyczna rada. Warto mieć pod ręką kartkę i długopis. Często jedynym rozwiązaniem jest zapisywanie cen, godzin i kierunków jazdy. To pomoże w komunikacji. A porozumieć się warto, bo Albania to całkiem przyjemny kraj. Polecam nasz film o Albanii.

Zobacz także: Moja Armenia

Nasza wycieczka: Albania i Kosowo.

Albania. Tirana

Zacząć trzeba od tego, że główny plac miasta wcale nie jest najważniejszym miejscem w stolicy. Życie toczy się gdzieś indziej. Przede wszystkim w dawnej dzielnicy komunistycznych dygnitarzy. Kiedyś zamknięta dla zwykłych śmiertelników, chroniła funkcjonariuszy reżimu. Dziś rządzą tu pieniądze. (Zobacz program wycieczki do Albanii).

Plac Skanderbega, centrum tirany

Plac Skanderbega, centrum Tirany

Ulokowały się w niej prestiżowe banki, najlepsze sklepy i restauracje. Jest turystyczną mekką. Mnóstwo barów, kawiarni i klubów. Hotele i sklepy z pamiątkami. Miejsce żyje dniem i nocą. Gwarne, kolorowe, drogie… Piwo w barze „Tao” obok wilii Hodży – 300 leków (10 zł). Dla porównania, pyszny kebab z dodatkami i piwem, w restauracji dla miejscowych, obok placu Skanderbega – 150 leków.

Willa Hodży

Willa Hodży

Willa Hodży, komunistycznego satrapy, w absurdalny sposób rządzącego Albanią przez 41 lat, stoi dziś pusta. Obudowana niemal z każdej strony topowymi klubami. Jest w tym coś perwersyjnego – bawić się przy amerykańskiej muzyce, popijając zachodnie piwo, w ogródku czerwonego dyktatora. Chyba na tym właśnie opiera się komercyjny sukces tej dzielnicy.

Tirana próbuje wykorzystać to, co zostawili po sobie komuniści. W czasach Hodży zniszczono tak wiele zabytków, że dziś nie ma wyjścia, w turystyczne atrakcje trzeba zmienić najgłupsze dzieła dyktatora. Przy głównej alei miasta, na skraju parku eksponowany jest bunkier. Hodża chciał wybudować ich milion, zdążył 700 tys. (Jeden bunkier kosztował tyle, co dwupokojowe mieszkanie. Olbrzymie pieniądze i ludzka energia wyrzucone w błoto). Można wejść do środka. Malutki. Miejsca najwyżej  dla trzech osób, ale muszą siedzieć w kucki, jest tak nisko.

Piękny kraj miliona bunkrów. Czy takie hasło można wykorzystać w promocji turystyki?

Wróćmy do głównego placu Tirany. Od niego opowieść zaczynają wszystkie przewodniki. Kiedyś stał tu olbrzymi pomnik Hodży. Dziś pośrodku dużego trawnika wznosi się konny posąg Skanderbega, największego narodowego bohatera. W XV wieku przez kilkadziesiąt lat opierał się tureckiej nawale. Zyskał tym sławę w całej chrześcijańskiej Europie. I choć takie państwo jak Albania po raz pierwszy pojawiło się dopiero w 1912 roku, to dokonania jednego ze średniowiecznych książąt są tego kraju mitem założycielskim. Oto jeden z paradoksów Albanii.

Bunkier w Tiranie, jeden z 700 tysięcy.

Bunkier w Tiranie, jeden z 700 tysięcy.

Robię zdjęcie. W jednym kadrze mam pomnik Skanderbega, flagę Albanii, wspominaną w przewodnikach wieżę zegarową i oczywiście charakterystyczny minaret.

Meczet Ethem Beja wzniesiono w XVIII wieku.  Dziś jest najważniejszym zabytkiem Tirany. Tylko on przetrwał czas burzenia wszystkiego, co z religią związane. Dla niego Hodża zrobił wyjątek, oszczędził, mimo, że to przecież samo centrum, tuż obok budynków rządowych. Dlaczego? Trudno powiedzieć. Do czegoś był potrzebny. Coś chciał pokazać. Może to, że szanuje zabytki… Urządzano tu pokazówki. Wejść do meczetu mogli wyłącznie zagraniczni goście. Wszyscy Albańczycy byli obywatelami „pierwszego całkowicie ateistycznego państwa”.

Meczet Ethem Beja

Meczet Ethem Beja

Dziś meczet wrócił do swych religijnych funkcji. Przekonałem się o tym pierwszej godziny pobytu. Dobiegł mnie śpiew muezina, wezwanie do modlitwy. Turyści mogą wchodzić. W środku urzekają piękne zdobienia ścian. Jeśli poprosi się dozorcę, to włączy światło. Można fotografować. Na pewno warto tu zajrzeć.

Mauzoleum Hodży

Mauzoleum Hodży

Nie odmówiłem sobie przyjemności odwiedzenia piramidy Hodży. Budowla z betonu i szkła. Ani ładna, ani brzydka. Raczej nie te kategorie jej się należą. Absurdalna w swoim zadęciu. Hodża był najdłużej rządzącym europejskim dyktatorem (od 1944 r. aż do śmierci w 1985). W komunizmie prześcigał ZSRR i Chiny. Dziś dookoła jego mauzoleum hula kapitalizm. Tuż obok wyrosły okazałe biurowce, siedziby banków.

Po obaleniu komunizmu szczątki dyktatora przeniesiono na cmentarz. Opuszczona piramida niszczeje. Jest to jedyny zaniedbany obiekt w tej części miasta. Wszędzie dookoła ładnie, wesoło. Tylko tu jakoś tak, jakby komunizm dopiero upadł. Chyba nie ma pomysłu na jej zagospodarowanie. Zbyt ciężki temat, zbyt duży kaliber.

……

Uliczne obserwacje. Właśnie minąłem mężczyznę, który mógłby być sobowtórem Abdullaha, króla Jordanii. Jaką urodę mają Albańczycy? Skąd pochodzą, jakim językiem się posługują? To jeden z najstarszych europejskich ludów. Wywodzą się od starożytnych Ilirów, współczesnych Grekom i Rzymianom. Język? Skomplikowany, trudny. Stary, indoeuropejski.

Po kilku dniach w Tiranie czułem się jak u siebie. Kusiło żeby zostać dłużej. Tyle, że kolejne miejsca czekały. Ruszyłem nad morze, do Durres.

Zobacz artykuł: Albania to nie Afganistan!

 

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén