Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: podlasie (Strona 1 z 3)

Malownicze Podlasie

Gdzieś mi się wyświetlił, na Facebooku albo Instagramie. Polubiłem, a później kupiłem. Obraz przedstawiający cerkiew we wsi Puchły. Drewniana i zabytkowa architektura sama w sobie jest piękna, a tu zyskała jeszcze dodatkową wartość – oryginalne malarskie ujęcie. Puchły to jedna z trzech wsi Krainy Otwartych Okiennic.

Obraz autorstwa Katarzyny Krauze – Romejko, 2017 r.

Przy tej okazji przyszedł mi do głowy pomysł, żeby pójść za ciosem i zainspirować Autorkę do pracy nad kolejnym atrakcjami Podlasia. Tematy narzucają się same: Kruszyniany, Supraśl, Tykocin, Białowieża… Obrazy powstają, a ja liczę na coś w rodzaju kolekcji podlaskiej.

Tego typu malarstwo może mieć walor promocyjny. Nasz region potrzebuje reklamy. Mimo wielu unikatowych atrakcji ciągle pozostaje na uboczu masowego ruchu turystycznego. Trzeba by nad tym popracować. Może warto sięgnąć też po sztukę i na przykład zorganizować plener malarski zapraszając modnych dziś malarzy? Byłoby to ciekawe i nośne medialnie wydarzenie, a prace powstałe w jego trakcie mogłyby ozdobić jedno z regionalnych muzeów.

Meczet w Kruszynianach wg Katarzyny Krauze – Romejko, 2018 r.

Tak też sobie myślę, że malarstwo (roboczo nazwijmy je „turystycznym”) ma przed sobą dobry czas. Zdjęcia mocno się opatrzyły, jesteśmy nimi zarzuceni. Tak bardzo, że doszliśmy do podstawowej trudności: wydaje się, że wszystko już było. W tej sytuacji problem jest oczywisty: jak stworzyć jeszcze lepsze, jeszcze bardziej atrakcyjne zdjęcie?! Mam wrażenie, że dochodzimy do kresu możliwości. Tym bardziej, że fotografuje i publikuje niemal każdy. A skoro coś jest tak powszechne, to staje się również pospolite i mało warte. Traci na sile i znaczeniu. Dzieje się tak paradoksalnie, mimo tego, że weszliśmy w okres cywilizacji obrazkowej (Instagram, Pinterest).

Wojciech Brewka, Żubr, 2018 r.

Jeśli więc właśnie teraz następuje renesans malarstwa…? Jak zawsze, wygra ten, kto zareaguje w porę. Oczywiście, nie chodzi o malarstwo realistyczne, bo to już mamy za sobą. Chodzi raczej o twórczą i oryginalną interpretację. Potrzebujemy atrakcji turystycznych malowanych tak, jak Tadeusz Dominik przedstawiał ogród i pejzaż oraz przemyśleń podobnych do dzieł Leona Tarasewicza inspirowanych krajobrazem podlaskich pól. Czegoś świeżego, czegoś, co na nowo zwróciłoby naszą uwagę na dawno opatrzone motywy.

Edward Dwurnik, Białystok, 2015 r.

Może właśnie w tym tkwi rynkowy sukces Edwarda Dwurnika malującego jedno miasto za drugim? Może jest to chłonna, czekająca na zagospodarowanie nisza? Sponsorzy wydają się oczywiści: urzędy marszałkowskie, gminy, regionalne organizacje turystyczne, hotele…

Zacznijmy od Podlasia!

PS. Gdyby ktoś z Państwa zajmował się tego typu sztuką, to proszę o kontakt.

Fragment obrazu Katarzyny Krauze – Romejko, 2018 r.

Zobacz także: Turystyczna Polska Wschodnia oraz Suwalszczyzna.

Białystok. Podróże z łososiem (lub śledziem)

Przeglądam półki i witryny księgarskie. Ciągle i regularnie. Nie mogę pozbyć się tego nawyku. W Białymstoku, obok budynku uniwersytetu, w którym spędziłem kilka najlepszych lat (i dlatego wciąż jest to miejsce bliskie) znajduje się moja ulubiona księgarnia. Powstała dawno temu. Mieszkańcom miasta znana był kiedyś z wydawnictw o profilu rolniczym. Ale to dawne dzieje. Dziś króluje tam literatura, jest też spory dział reportażu. W czasie studiów, po skończonych zajęciach zachodziłem najpierw do niej, oglądałem i długo trzymałem w dłoniach książki, na które nie było mnie stać. Masę czasu spędziłem przy półkach z napisami historia, religia i filozofia.

Później szło się kilka kroków dalej, do księgarni Akcent przy Rynku Kościuszki, posiadającej wtedy największy asortyment z obszaru nauk humanistycznych. Z dawnej księgarni została już tylko nazwa. Zdaje się, że to miasto, będące właścicielem lokalu, wymusiło przerobienie sklepu z książkami na restaurację i pub (też z książkami!). Można więc zjeść tam sałatkę i napić się piwa, ale książek nie znajdzie się wiele. Są obecne połowicznie, stanowiąc tło, dyskretną dekorację i alibi dla kotleta.

Piłkarze Jagiellonii na spacerze przy księgarni (kawiarni) Akcent, 11.03.2017, przed meczem z Koroną Kielce.

Piłkarze Jagiellonii Białystok na spacerze przy księgarni (kawiarni) Akcent, 11.03.2017, przed meczem z Koroną Kielce

Obchód kończyliśmy w antykwariacie na ulicy Lipowej. Tam kupowaliśmy najwięcej. Zapomniane, nikomu niepotrzebne klasyczne pozycje z filozofii, sztuki, religioznawstwa i historii w cenie od pięciu do dwunastu złotych. Były akurat na kieszeń biednego studenta. Wychodząc stamtąd z tomem, na którym nam zależało, można było uznać dzień za udany. Czytanie zaczynało się już na pobliskim przystanku autobusowym, w drodze do domu. Ileż wtedy, w taki właśnie sposób, człowiek się nauczył! Ileż wiedzy zdobył! To były drugie, równoległe studia, a Alma Mater był antykwariat.

Tak więc, przeglądam półki księgarskie. Przechodząc przy placu Uniwersyteckim (łapię się na tym, że specjalnie tak parkuję) zaglądam w witrynę ulubionej księgarni. A nóż wypatrzę coś interesującego! Zwalniam kroku i omiatam wzrokiem wielkie okna. Dziś dostrzegłem książkę, o której parę tygodni temu słyszałem w radiu. Słyszałem i zapomniałem. Gdyby nie ta witryna, to pewnie zapomniałbym na dłużej. Umberto Eco, Podróże z łososiem*. Zainteresowałem się z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na autora, po drugie – z uwagi na „podróże”; słowo, na które mój umysł jest szczególnie wyczulony. Całość niesie nadzieję na przyjemną i inspirującą lekturę.

Wziąłem książkę do ręki, szybko stało jasne, że z podróżami ma niewiele wspólnego. Zachęcały tytuły ledwie kilku rozdziałów. Reszta obejmował mało atrakcyjny obszar tematyczny, od wyrabiania wtórnika prawa jazdy po tworzenie katalogów bibliotecznych. Co więcej, sporą część książki stanowiły teksty wydane już wcześniej w tomie Zapiski na pudełku od zapałek. Mimo to kupiłem. Pragnienie dobrej lektury jest wielkie. Na bezrybiu i rak ryba, a tonący brzytwy się chwyta. Może choć jedna strona, może choć jedna myśl stanie się inspiracją.

Siadłem do lektury. Przerzuciłem kilka pierwszych rozdziałów i szybko zapomniałem o czym były. Książkę uratował jeden tekst. Ten tytułowy. Oto znamienity autor wybiera się w podróż. W planie dwa kraje, w których odbędą się spotkania z czytelnikami. Najpierw jedzie do Szwecji. Tam kupuje dużą porcję wędzonego łososia. Ryba jest hermetycznie zapakowana, więc Umberto Eco ma nadzieję dowieźć ją do domu. Tyle, że po drodze musi spędzić jeszcze kilka dni w Wielkiej Brytanii. Wydawca zarezerwował mu dobry hotel w Londynie. Autor wie, że łososia trzeba przechowywać w lodówce, ale ta w jego pokoju jest zajęta na minibar. Pełno w nim buteleczek z alkoholem, soków i napojów wszelakich oraz orzeszków i innych przekąsek. Wyjmuje więc całą tę zawartość i umieszcza w wielkiej szufladzie jednego z mebli. Pakuje rybę do lodówki i zadowolony idzie spotkać się z czytelnikami. Wieczorem po powrocie do pokoju widzi, że obsługa hotelu wyjęła łososia i położyła na stole, a lodówkę napełnia nowymi buteleczkami. Pisarz nie daje za wygraną i robi to samo, co wczoraj, tym razem zapełniając kolejną szufladę. Ale hotelarze też są konsekwentni, więc następnego dnia historia się powtarza. I kolejnego również. W efekcie, wykwaterowując się z hotelu, Umberto Eco, sława światowej prozy, musi zapłacić astronomiczny rachunek za kilkakrotne wyczyszczenie minibaru i z zepsutą rybą wraca do Włoch. Zabawna historia, akurat dla pilota wycieczek. Do wykorzystania w pracy. Przez lata mogę ją opowiadać ku radości kolejnych grup turystów. W sumie wyszła więc z tego niezła inwestycja. Za jedyne 35 złotych.

* Wchodząc do sklepu poprosiłem panią o najnowszą książkę Umberto Eco, Podróże ze śledziem! Zupełnie nie wiem dlaczego. Skąd mi się wziął ten śledź?! Nie wiem. W każdym bądź razie mój mózg z sobie tylko znanych powodów podróże ze śledziem uznał za atrakcyjniejsze od tych z łososiem.

…..

Krzysztof Matys Travel. Autorskie biuro podróży. Wycieczki do Gruzji, Armenii, Mołdawii, Uzbekistanu, Iranu

 

Sylwester juliański

Na Podlasiu okresu świąteczno-noworocznego ciąg dalszy. Dziś wieczorem w regionie huczne świętowanie. Ponownie wystrzelą fajerwerki i korki od szampanów. Tu nowy rok wita się dwa razy. Wierni kościołów wschodnich święta obchodzą według kalendarza juliańskiego, a zgodnie z nim rachuba dat przesunięta jest o 13 dni.

Dzień ten można potraktować jak turystyczną atrakcję i zrobić z tego coś w rodzaju produktu regionalnego. Ściągnąć turystów. Pokazać w telewizji. Szkoda, że nie myślą o tym ani władze regionu, ani urzędnicy odpowiedzialni za promocję województwa podlaskiego. Robimy to sami, od kilku lat organizujemy imprezy w Supraślu. Przyjeżdżają na niego ludzie z całej Polski, dla wielu z nich jest to pierwsza wizyta w naszych stronach. Poza balem jest jeszcze kulig i zwiedzanie Szlaku Tatarskiego. Program znajduje się tu: Sylwester w Supraślu.

Supraśl zimą

Supraśl zimą

Popularnie nazywany jest juliańskim lub prawosławnym Sylwestrem. Ale to nazwa sztuczna, utworzona na podstawie kalendarza gregoriańskiego. W Kościele katolickim św. Sylwester wspominany jest 31 grudnia. Patronem ostatniego dnia roku w kalendarzu juliańskim jest św. Melania, stąd też noworoczne zabawy nazywane są „małanką” lub „mełanką”.

Wśród prawosławnych mieszkańców Podlasia funkcjonuje też jako „szczodry wieczór” – od obfitości potraw na stole. W tradycji ten aspekt ostatniego dnia roku był bardzo istotny. W niezbyt zamożnych domach, na ten jeden moment szerzej otwierano spiżarnie. Na stołach pojawiały się sycące i tłuste potrawy. Bywało nawet bardziej bogato niż w czasie świąt Bożego Narodzenia.

O tym jak był i jak teraz jest obchodzony przeczytacie tu: Sylwester 13 stycznia.

W niedzielę, 15 stycznia, mieszkańcy województwa podlaskiego będą musieli wrócić do rzeczywistości i wziąć udział w referendum. Pytanie jest jedno: czy chcemy mieć lotnisko? Kilka dni temu odbyła się debata na ten temat. Miałem przyjemność wziąć w niej udział. Zapis z organizowanego przez „Kurier Poranny” i „Gazetę Współczesną” wydarzenia można zobaczyć tu.

Kraina Otwartych Okiennic

Jest czymś takim, jak katowicki Nikiszowiec. Żyjącym zabytkiem i atrakcją w europejskiej skali.

Koniec maja, słoneczne popołudnie, zaraz będzie dobre światło, ciepłe, takie, które pomaga robić zdjęcia. Jadę więc. Z Białegostoku to ledwie 30 kilometrów. Na rondzie w Zabłudowie drogą w kierunku Białowieży (nie pomylić z trasą na Bielsk Podlaski!). Wąska, kręta szosa prowadzi przez las. Młody, sosnowy, wygląda jak zalesione grunty porolne. Pola tu biedne, piaski. Ludzi wyciągnął stąd Białystok. Dziś te wsie, to raczej domy na weekend, mieszkania i ogródki dziadków, którzy za nic nie chcą ich opuścić.

Cerkiew w Trześciance

Cerkiew w Trześciance

Jeżdżę tam od lat. Sam i w towarzystwie podróżników, co to wiele już widzieli. Trzymam tę krainę jak asa w rękawie. Słabo rozpropagowana, więc mało kto o niej wie. I kiedy z gośćmi mamy już zaliczoną Białowieżę, Szlak Tatarski i Tykocin, to mówię, że jest też taka niedoceniana perełka. Jedziemy i to zawsze robi wrażenie. Miejsce jest trochę jak z innego świata. Jakbyśmy po drodze przekroczyli granicę. Może to już Białoruś, a może Rosja?

Jeszcze  z piętnaście lat temu było tu trochę wstydu. Bo biednie, bo małe domki, bo drewniane. Stąd się wyjeżdżało. A kto wyjechał, chciał zapomnieć, oderwać się. W tamtych czasach poznałem kilka osób z tych wsi. Byli młodzi, mieszkali w mieście, dobrze zarabiali. Nie rozumieli co może zachwycać. Na początku nie dowierzali. Trzeba było przekonywać, że mówię serio. Zresztą ten schemat widzę w wielu innych miejscach. Dopiero gdy ktoś z zewnątrz dowartościuje, to miejscowi uwierzą. Najlepiej jakby to był ktoś z dużego miasta, super jeśli z Warszawy. A gdyby tak z zagranicy, to już w ogóle rewelacja. Zobacz np. Chińczycy na Podlasiu.

Jeszcze kilka lat przy wjeździe do wsi Soce stała taka tablica. Gdzieś zniknęła, już jej nie widzę.

Jeszcze kilka lat przy wjeździe do wsi Soce stała taka tablica. Ale gdzieś zniknęła, już jej nie widzę. Szkoda, była ładną wizytówką tego miejsca.

W tamtych czasach nie było tu żadnej turystyki. Kwater, pensjonatów, pokoi do wynajęcia. Nic. A dziś? Jest już lepiej. Jeżdżąc wczoraj zauważyłem, że pojawiły się miejsca, w których można się przespać. Spotkałem dwójkę rowerzystów. Przyjechali z daleka, odpoczywają, odkrywają nieznany kawałek Polski.

Sięgam po przewodniki sprzed kilkunastu lat. „Polska na weekend” wydawnictwa Pascal, z 1999 roku. O Krainie Otwartych Okiennic nie ma ani słowa. Nie pojawiają się też nazwy wsi, które ją tworzą. Nie ma ich na mapie. Choć autorzy przewodnika są całkiem blisko, omawiają obszar pomiędzy Białymstokiem a Białowieżą. Po prostu, wtedy nie było jeszcze tego tematu. Biała plama.

W dokładnym i szczegółowym przewodniku Tomasza Darmochwała „Północne Podlasie, Wschodnie Mazowsze”, wydanym w 2003 roku, nazwy wsi są już wymienione, ale omówione są skrótowo, po dwa zdania na każdą. Nie pojawia się jeszcze termin Kraina Otwartych Okiennic.

Początki turystyki wiążą się z działalnością Północnopodlaskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków. Kraina jest projektem zainicjowanym przez PTOP. Zaczęło się w 2001 roku, od odnowienia kilku domów. Obecnie przedsięwzięciu patronuje Stowarzyszenie Dziedzictwo Podlasia. Zrealizowano już wiele przedsięwzięć, konkursów i zamierzeń promujących Krainę. Działania te wywołały  dumę  mieszkańców. Stare domy, tradycja i lokalna gwara nabrały wartości.

Największa w okolicy jest Narew. Dziś to wieś, ale od 1514 do 1934 roku miała prawa miejskie. Zawdzięczała je królowi Zygmuntowi Staremu. W I Rzeczpospolitej Narew była ważnym ośrodkiem żeglugi rzecznej, na szlaku z Wilna i Grodna do Lublina i Krakowa. Każdy, kto choćby tylko przejechał przez Narew, musiał widzieć dwie piękne i zabytkowe świątynie. Obie drewniane, wpisują się w specyfikę architektoniczną regionu. To kościół katolicki z 1775 roku oraz prawosławna cerkiew z XIX wieku. Malownicze, zwracają uwagę tych, którzy robią zdjęcia.

Jeden z domów Krainy Otwartych Okiennic

Jeden z domów Krainy Otwartych Okiennic

W odległości kilku kilometrów od Narwi leżą trzy wsie tworzące Krainę Otwartych Okiennic. To Soce, Puchły i Trześcianka. Najbardziej znana jest ta ostatnia. Prowadzi przez nią asfaltowa trasa łącząca Białystok z Białowieżą. Klasyczna ulicówka z drewnianymi domkami ustawionymi szczytami do drogi. Piękna. Zachowało się sporo budynków. Ozdobiona dodatkowo śliczną cerkwią pw. św. Michała Archanioła (1867 r.). Tyle, że ruch tu spory, ciągną samochody.

Inny świat zaczyna się tuż obok. Soce i Puchły. Wsie bez asfaltu, na uboczu. Cicho tu i spokojnie. Na ławkach przed domami starsi ludzie. Kontemplują, czekają na przyjazd dzieci, wnuków i sąsiadów. Można podejść, zagadać. Miejscowi posługują się lokalną gwarą, będącą wypadkową kilku słowiańskich języków, zaliczaną do grupy północnoukraińskiej. Ale mówią oczywiście też po polsku. Kulturowo blisko im do tradycji białoruskiej.

Krzyż wotywny na granicy wsi Soce

Krzyż wotywny na granicy wsi Soce

Soce to wieś założona w XVI wieku, zasiedlona przez Rusinów wyznania prawosławnego. Nazwa pochodzi najprawdopodobniej od socenia czyli sączenia wody, w pobliskim strumyku. W 2012 r. decyzją podlaskiego konserwatora zabytków została wpisana do rejestru zabytków.

Jedną z wizytówek Krainy jest drewniana cerkiew pod wezwaniem Opieki Matki Bożej w Puchłach. Takich perełek w okolicy jest więcej. Przebiega tędy Szlak Świątyń Prawosławnych. Jak czytamy na stronie internetowej gminy Narew: Turysta przemierzający szlak może podziwiać zabytkowe, drewniane, różnorodne w stylu i wieku cerkwie i inne obiekty kultu religijnego Prawosławia, takie jak kapliczki oraz przydrożne krzyże wotywne.

Jest wiele domów bardziej kolorowych i zdobnych, ale ten zachwycił mnie w sposób szczególny

Jest wiele domów bardziej kolorowych i zdobnych, ale ten zachwycił mnie w sposób szczególny

Krainę przecina Podlaski Szlak Bociani (ciekawa przyrodniczo trasa z Białowieży przez Tykocin aż do Goniądza, zobacz więcej w artykule: Dzień bociana). W Socach gniazda na słupach jedno obok drugiego. Poletka tu niewielkie, podzielone miedzami i laskami. Sporo łąk. Nie ma jeszcze wielkopowierzchniowych monokultur, które nie sprzyjają bocianom. Dlatego na Podlasiu ptaków nie ubywa, w przeciwieństwie do innych regionów kraju.

Urok miejsca tworzy szczególna architektura. Drewniane domy i cerkwie. Bogate zdobienia snycerskie. Kolory. Niespotykana w innych regionach Polski ornamentyka nawiązuje do rosyjskiego budownictwa ludowego. Drugą wartością jest przyroda. Zielono tu i pięknie. Akurat na rower. Jeździ się nie wybetonowanym ścieżkami, a zwykłymi polnymi drogami. Warto pojechać dalej, wzdłuż doliny Narwi przez kolejne malownicze wsie: Ciełuszki, Kaniuki, Dawidowicze, Pawły i Ryboły. Lokalny  folklor i gwara stanowią kolejną atrakcję. Cieszę się gdy spotykam turystów. Do tej pory było to miejsce zupełnie nieskomercjalizowane. Dziś jest już agroturystyka. Od lipca w Puchłach będzie można kupić lokalne pamiątki. Niech się rozwija!

Zobacz też: Turystyczna Polska Wschodnia.

Wieś Soce, fot. Justyna Wasyluk

Wieś Soce, fot. Justyna Wasyluk

PS

W okolicy z powodzeniem organizuje się też spływy kajakowe. Z Narwi do Puchł jest około 3 godzin wiosłowania, z Puchł do Plosek około 5 godzin. Krainę Otwartych Okiennic można włączyć też w dłuższą trasę kajakową, rozpoczynając spływ w Narewce, na terenie Puszczy Białowieskiej. Trwa 3 lub 4 dni.

In English: Wooden architecture in Podlasie.

Zapisz

Wielkanoc w Gruzji i na Podlasiu

Poniedziałek wielkanocny. W tym roku późno, drugiego maja. Miesiąc po świętach katolickich. W Kachetii wiosna w pełni. Jak na warunki Gruzji to teren nizinny, ledwie sześćset metrów nad poziomem morza, dlatego ciepło. Nie to co w górach, gdzie jeszcze leży śnieg. W Kachetii trawa już wysoka, na drzewach kwiaty. Słońce opala twarze.

Cmentarz w Gruzji

Cmentarz w Gruzji

Cmentarze. Widzieliśmy ich kilka. Zlokalizowane przy drodze, więc wszystko widać z samochodu, nawet nie trzeba wysiadać z auta. Pikniki. Drugiego dnia Świąt Wielkanocnych Gruzini odwiedzają zmarłych. Idą na cmentarze. Zabierają ze sobą jedzenie i wino. Wspominają i ucztują. Jakiś czas temu niecierpliwi kaukascy górale szli na groby dzień wcześniej, ale zaprotestował patriarcha tutejszej Cerkwi. Ogłosił, że nie wolno, bo niedziela poświęcona jest żywym. A, że Gruzini słuchają Eliasza (cieszy się tu on wielkim autorytetem) to wstrzymali się. Pokornie czekają do poniedziałku. I wtedy masowo ruszają na cmentarze. Odchodząc zostawiają malowane jajka. Położone na grobach od razu rzucają się w oczy. Szczególnie nam, katolikom, u których nie ma takiego obyczaju. Razem z pisankami leżą babki wielkanocne.

Cmentarz w Białymstoku

Cmentarz na Podlasiu. Malowane jajka obok zniczy

Kilka lat temu obserwowałem podobny obyczaj w Mołdawii. Tyle, że tam, podobnie jak na sporym obszarze prawosławia, cmentarze odwiedza się w niedzielę przypadającą tydzień po Wielkanocy. Na groby bliskich schodzą się całe rodziny. Ucztują, piją alkohol. To bardzo ważny moment w roku. W Kiszyniowie miałem wrażenie, że ludzie żyją tylko tym. Trzeba było przekładać spotkania, bo wszyscy powyjeżdżali na wieś, na groby przodków.

We wtorek, trzeciego dnia Świąt, byliśmy już w zachodniej Gruzji. Tuż obok Kutaisi znajduje się monaster Gelati. Wzniesiony w XII wieku, słynie z pięknych średniowiecznych fresków. Tu pochowano też jednego z największych władców kraju – Dawida IV Wielkiego. Ładny poranek, jesteśmy sami. Ciszę przerywają tylko wiosenne śpiewy ptaków. Idziemy na pobliski cmentarz. Chcemy z bliska zobaczyć świadectwa wielkanocnego obyczaju. Na grobach leżą malowane jajka. Zostawiono je tu wczoraj, razem ze świątecznymi babkami. Na części mogił stoją też butelki z winem. Zobacz też: Wielkanoc w Jerozolimie.

Z Gruzji wróciłem do Białegostoku. Tydzień po prawosławnej Wielkanocy, w poniedziałek, poszedłem na duży prawosławny cmentarz. Chciałem sprawdzić na ile obyczaj ten utrzymuje się również u nas. Są pisanki! Na części grobów. Tradycyjne, bordowe, farbowane w wywarze z łupin cebuli. Ale widziałem też nowoczesne, wielokolorowe, oklejone wzorzystymi nalepkami. Są też znicze. Dużo zniczy, część pali się jeszcze. Niektóre od wczoraj, inne zapalone zostały dziś rano. Robię zdjęcia. Tak, żeby w jednym kadrze było malowane jajko i znicz. Kwiaty. Sporo sztucznych, ale z racji na to, że prawosławna Wielkanoc w tym roku wypadła późno, to widać też kwiatki naturalne. Wszystko razem komponuje się w ujmujący obraz. Jest coś szczególnego w takim zestawieniu. Nieodwracalność grobu, status zmarłego i ciała pogrzebanego na wieki wywołuje smutek. Ale w tym przypadku wrażenie to złamane zostaje symbolem jajka, które kryje w sobie życie. Zmartwychwstanie. Przedchrześcijański motyw pisanki w przypadku Wschodu nie ogranicza się tylko do żywych spotykających się przy świątecznym stole. Wychodzi dalej. Na cmentarze. By przypominać o odrodzeniu. A wiosna temu sprzyja. Przyroda budzi się do życia. Stąd wydaje się to bardzo naturalne, logiczne i wpisane w rytm świata.

W Białymstoku, 9 maja

W Białymstoku, 9 maja

A gdyby ktoś chciał zobaczyć coś tak szczególnego, to szansa będzie jeszcze w najbliższą niedzielę. Część osób, ze względów praktycznych, rozkłada wizyty na grobach na dwa tygodnie. Zapewne najbardziej ujmujące obrazy powstaną na wiejskich cmentarzach. Zapraszamy na Podlasie!

Zobacz też artykuł o prawosławnych obyczajach wielkanocnych: Orthodox Easter.

Białowieża według Lonely Planet

W rankingu Best in Travel opiniotwórcze wydawnictwo Lonely Planet opisało 10 państw, które warto odwiedzić w 2016 roku. W tej dziesiątce są tylko dwa państwa europejskie: Polska i Łotwa. Poza tym m.in. tak egzotyczne miejsce jak Republika Paulu. Ale są też Japonia, USA i Australia. Więcej informacji o tym rankingu znajduje się tu: Best in Travel 2016.

Rezerwat Pokazowy Żubrów

Rezerwat Pokazowy Żubrów

Znaleźliśmy się zatem w bardzo ciekawym gronie. I dobrze! Czas na polską turystykę przyjazdową. Ranking ten na pewno zainspiruje wielu turystów.

Na Podlasiu mamy szczególny powód do radości. Wśród miejsc wartych odwiedzenia wymieniona została Białowieża. Ze względu na pierwotną puszczę i żubry. Wspomniane są też rysie i wilki oraz… „słynna polska wódka Żubrówka”.

Lonely Planet zachęca także do odwiedzenia Wrocławia (Europejska Stolica Kultury), Wieliczki i Krakowa (wspomniane są Światowe Dni Młodzieży), Łodzi oraz Szczecina.

Dobrze, że ranking choć trochę wychodzi poza utarte schematy. Oczywiście jest też klasyka, czyli Kraków, bo trudno go pominąć, szczególnie kiedy zdobywa kolejne tytuły najlepszego turystycznego miasta Europy. Więcej na ten temat: Kraków best European city trip.

Najstarszy budynek w Białowieży, dawny dworek myśliwski (1845 r.)

Najstarszy budynek w Białowieży, dawny dworek myśliwski (1845 r.)

Ale wydawnictwo postawiło też na mniej popularne miejsca. Zauważona została m.in. Łódź, ze względu na zabytkową dziewiętnastowieczną architekturę. Z nazwy pojawia się też ulica Piotrkowska. Zaskoczeniem może być fakt, iż Lonely Planet wymienia pola golfowe nieopodal Szczecina (Binowo Park). Bo to, że pojawił się sam Szczecin jest już mniejszą niespodzianką. W ciągu ostatniego roku miasto zyskało piękną promocję dzięki nowemu budynkowi Filharmonii Szczecińskiej. Śmiała forma architektoniczna zachwyciła wielu znawców i zaowocowała nagrodą dla najpiękniejszego budynku Europy 2015 roku! Swoją drogą, to dobry przykład dla władz lokalnych z innych regionów Polski. W Białymstoku wydano duże pieniądze na budowę opery, a budynek architektonicznie jest zupełnie przeciętny. Z tego punktu widzenia miasto zmarnowało nadarzającą się okazję.

A wracając do Białowieży. Po raz kolejny przypomina o swoim znaczeniu. W zestawieniu Lonely Planet cała Polska Wschodnia, wielki region na wschód od Wisły reprezentowany jest tylko przez Białowieżę! Można powiedzieć, że dobre i to, ale z drugiej strony, chyba za mało robimy, żeby pokazać światu pozostałe atrakcje ściany wschodniej. A przecież jest ich sporo. I to na europejską skalę. Więcej o tym w artykule: Polska Wschodnia.

Białowieża Towarowa

Białowieża Towarowa

U nas w kraju chyba wszyscy kojarzymy Białowieżę. Od razu przychodzą na myśl żubry i jedyny w Europie pierwotny  las nizinny. Znamy ją z wycieczek szkolnych, weekendowych wypadów oraz często organizowanych tam konferencji i szkoleń. Piękne miejsce! W czerwcu zeszłego roku pojawiła się nowa atrakcja: możliwość bezwizowego przekroczenia granicy z Białorusią. Więcej o tym tu: Na Białoruś bez wiz.

Zobacz też: Chińczycy na Podlasiu.

Turystyczna Polska Wschodnia

Piękne miejsce, polska egzotyka. Główne atuty regionu, to wielokulturowość, bogactwo tradycji i wspaniała przyroda. Nie bez znaczenia jest także położenie, za miedzą mamy Litwę oraz Białoruś. Ta ostatnia ma opinię kraju mniej dostępnego, ale od nas, z Białegostoku, bez żadnego problemu organizujemy tam piękne wycieczki. Zobacz: Wycieczka na Białoruś.

Takie widoki tylko u nas! Żubr na ulicy w Białowieży. Fot. I. Smerczyński

Takie widoki tylko u nas! Żubr na ulicy w Białowieży. Fot. I. Smerczyński

Na blogu jest już trochę materiału na ten temat. Przez lata zamieściłem sporo wpisów o poszczególnych miejscowościach, od Sejn po Zamość. Pisałem też o interesujących faktach i zjawiskach z naszego regionu, m.in. o coraz słynniejszym duchu puszczy i prawosławnym sylwestrze, obchodzonym 13 stycznia.

Niestety, jest to też region niewykorzystanych możliwości turystycznych. Są oczywiście perełki, takie jak chociażby Białowieża, tyle, że to pojedyncze punkty, niczym wyspy na oceanie. Dlaczego tak jest? Brakuje promocji. W części wynika to z podejścia władz w Warszawie, które nasz region od lat traktują jako klasyczną Polskę B. Pamiętam jak dwa lata temu przekonywałem Polską Organizację Turystyczną do idei promocji naszego regionu wśród chińskiej branży turystycznej. Łatwo nie było. Sporo czasu zajęło zanim zdołałem wytłumaczyć centrali POT w Warszawie, że Polska Wschodnia jest atrakcyjna. Więcej o tym w artykule: Chińczycy na Podlasiu.

Na Białorusi, tuż za granicą. Siedziba Dziadka Mroza

Na Białorusi, tuż za granicą. Siedziba Dziadka Mroza

Próbuję jakoś temu zaradzić. Korzystam ze znajomości powstałych przez lata podróżowania i własnym sumptem przekonuję kogo mogę, że warto do nas przyjeżdżać. W tym celu stworzyłem anglojęzyczną stronę internetową: Eastern-Poland. Jest tam sporo zdjęć, informacji i krótkich filmów. Mam nadzieję, że z czasem przyniesie to efekt. Jeśli ktoś chciałby mi w tym pomóc, to zapraszam do współpracy. Udostępniajcie, polecajcie, niech cały świat się dowie jak u nas pięknie!

Mam też nadzieję, że już tej wiosny, wielu polskich turystów ruszy na wschód od Wisły. Oto kilka powodów:

Wielokulturowość

Tu spotyka się Wschód z Zachodem. Obok siebie wznoszą się neogotyckie kościoły i drewniane cerkwie. Krajobraz jest świadectwem dawnych czasów, kiedy na porośniętych lasami terenach osiedlali się Rusini ze wschodu (zobacz: Kraina Otwartych Okiennic) i Polacy z Mazowsza. Trochę później pojawili się również Tatarzy, wzbogacając krajobraz o orientalne akcenty.

Szlak Tatarski, meczet w Kruszynianach

Szlak Tatarski, meczet w Kruszynianach

W ciągu krótkiej wycieczki trafiamy na świadectwa funkcjonowania kilku wyznań i religii. Najpierw mocne spotkanie z prawosławiem. Zaczynamy od bardzo ciekawego Muzeum Ikon w Supraślu. Następnie położona tuż obok cerkiew Zaśnięcia Najświętszej Maryi Panny (wzniesiona na początku XVI wieku). To absolutny unikat, jedyna na terenie Polski świątynia łącząca cechy gotyku i architektury bizantyjskiej.

Z Supraśla wjeżdżamy na Szlak Tatarski, odwiedzamy Bohoniki i Kruszyniany, wsie znane z zabytkowych meczetów. Na obiad obowiązkowo oryginalna kuchnia tatarska.

W położonych tuż obok Krynkach wspomnimy dawnych mieszkańców miasteczka. Do II wojny światowej Żydzi stanowili 60 proc. mieszkańców. Zachowały się pozostałości synagog oraz kirkut. Miłośnicy judaiców konieczne odwiedzić powinni Tykocin, jedną z podlaskich perełek, w którym jakimś cudem straszne czasy II wojny światowej przetrwała Wielka Synagoga. Obiekt wzniesiony w 1642 roku jest atrakcją w skali Polski i Europy. Zajrzeć trzeba do jednej z tutejszych restauracji, serwujących kuchnię żydowską.

W północnej części regionu, na Suwalszczyźnie zobaczymy molennę Staroobrzędowców, bazylikę i synagogę w Sejnach oraz odwiedzimy Puńsk, wyjątkową gminę, w której litewska mniejszość jest większością (zobacz artykuł: Puńsk, Litwini w Polsce).

Po drodze z Białowieży do Białegostoku zatrzymamy się w kilku wsiach, żeby zrobić zdjęcia pięknym drewnianym cerkwiom na Szlaku Otwartych Okiennic. A w samej Białowieży zajrzymy do zbudowanej dla cara Aleksandra III, wyjątkowej bo murowanej cerkwi, skrywającej absolutny unikat – ikonostas z porcelany!

Przyroda

Wszystkie wspomniane wyżej miejsca otacza pełna uroku natura. Supraśl leży na terenie olbrzymiego kompleksu leśnego Puszczy Knyszyńskiej. Kruszyniany, Bohoniki i Krynki znajdują się na jej obrzeżach, dlatego właśnie w tamtych okolicach często można zobaczyć żubry, wychodzące z puszczy na okoliczne łąki i pola.

Takie o to znaki ostrzegawcze spotykamy w Puszczy Knyszyńskiej

Takie o to znaki ostrzegawcze spotykamy w Puszczy Knyszyńskiej

O Białowieży nie ma co się rozwodzić. Wszyscy przecież pamiętamy, że to jedyny w Europie nizinny las naturalny. Skarb absolutny, przyciągający przyrodników z całego świata. Od czerwca zeszłego roku dodatkowym atutem Białowieży jest bezwizowy ruch na Białoruś. Z udogodnienia tego skorzystać może każdy turysta. Więcej informacji znajdziecie tu: Na Białoruś bez wiz.

Koniecznie za to wspomnieć należy o Biebrzy i Narwi. Obszar ten sukcesywnie zyskuje na znaczeniu i cieszy się coraz większa popularnością wśród miłośników przyrody. To m.in. tu można odbywać pasjonujące widokowe loty balonem. Pozostając dalej w klimatach związanych z wodą przenosimy się nieco na północ i trafimy do Wigierskiego Parku Narodowego, który udanie łączy ochronę przyrody z rozwojem turystyki. Na południu warto zwrócić uwagę na dolinę Bugu oraz Roztoczański Park Narodowy. A dalej, to już oczywiście Bieszczady, wartość których dobrze znamy.

Wigry. W tle klasztor pokamedulski

Wigry. W tle klasztor pokamedulski

Turystyka aktywna

Mam takie wrażenie, że gusta polskich turystów zmieniają się i idą w dobrym kierunku. Po latach pogoni za hotelami all inclusive w Egipcie i Turcji, świadomie wybieramy coś ciekawszego. Rajdy piesze i konne, turystyka rowerowa, kajaki i żagle. Plus poszukiwania oryginalnych smaków, zdrowej i ciekawej kuchni regionalnej. Wschodnia Polska jest wymarzonym miejscem na tego typu wakacje. Sama tylko Suwalszczyzna wystarczy na dwutygodniowy, piękny urlop. A przy okazji można w łatwy sposób urządzić jedno lub dwudniową wycieczkę do Wilna.

Warto wspomnieć o Green Velo. Co prawda wielki projekt, który miał rozruszać tę część Polski, w praktyce na razie wygląda tak sobie, ale mam nadzieję, że zakrojona na szeroką skalę reklama szlaku przyniesie efekt w postaci większego zainteresowania turystów Wschodnią Polską.

Sioło Budy

Sioło Budy

Jesteśmy po drodze

Przed zaborami przez Podlasie przebiegała granica między Koroną a Litwą, czyli tu był środek Rzeczpospolitej! Dlaczego o tym piszę? Żeby pokazać, że za Białymstokiem i za Suwałkami świat się nie kończy. Wręcz przeciwnie, zaczyna się coś nowego i ciekawego. Jeśli zawitacie na Podlasie, na Szlak Tatarski, do Tykocina czy Białowieży, pomyślcie o chociażby krótkim wypadzie na Białoruś. Takie miejsca jak Grodno, Zaosie czy Nowogródek powinien odwiedzić każdy Polak. Jadąc do Augustowa lub Suwałk rozejrzyjcie się za możliwością zorganizowania wycieczki na Litwę. Da się to łatwo zrobić. Stąd to już i do Rygi jest blisko. I to jest kolejny atut naszego regionu.

Serdecznie zapraszamy!

Zdjęcie żubra w Białowieży: Irek Smerczyński. Pozostałe fotografie: Krzysztof Matys.

More information in English: Eastern-Poland.eu

Tykocin. Trzeba zobaczyć!

Miejsce oczywiste. Żelazny punkt turystycznych tras Podlasia. Mieści się w ścisłej czołówce atrakcji regionu. Położony stosunkowo blisko Warszawy, w otoczeniu pięknej przyrody, przyciąga prowincjonalnym urokiem. Ale to nie atmosfera sielskości napędza turystyczny ruch. Działa raczej sława dawnych czasów. Dzisiejszy Tykocin zawdzięcza swoją popularność historii.

Kościół św. Trójcy

Kościół św. Trójcy z XVIII wieku

Tykocin znamy z „Potopu” Henryka Sienkiewicza. Kojarzymy go też ze Stefanem Czarnieckim, bohaterem polskiego hymnu. Pomnik hetmana zdobi dziś główny plac miasta (jest to najprawdopodobniej drugi po Kolumnie Zygmunta najstarszy pomnik świecki w Polsce, ufundowany w 1763 roku). Kto sięgnie dalej, znajdzie ciekawostki z okresu rywalizacji Polski i Litwy. Leżący na granicy Tykocin pełnił ważną rolę i był łakomym kąskiem dla każdej ze stron. To akurat jest typowe dla naszego regionu. Połowa Podlasia ma taką historię. Pograniczem byliśmy chyba od zawsze. Nawet malutki dziś Korycin, kiedyś miał duże znaczenie, bo był pierwszym miastem w Wielkim Księstwie Litewskim, tuż za graniczną rzeką Brzozówką. Więcej o tym w artykule o Korycinie.

Granice się zmieniały, dziś są w zupełnie innym miejscu, ale pogranicze nam zostało. Z całą jego tradycją, kuchnią i obyczajami. Już chociażby z tego tylko powodu warto do nas przyjechać. Weźmy kulinaria. W jednym miejscu, na niewielkim terenie mamy potrawy tatarskie, litewskie, białoruskie, żydowskie… Znajdą się też wpływy karaimskie i rosyjskie, a we wspomnianym Korycinie, nawet szwajcarskie (słynne sery).

Odbudowany niedawno zamek

Odbudowany niedawno zamek

A wracając do Tykocina. Założony jako gród warowny nad Narwią, był jednym z punktów na trasie z Wilna do Krakowa. Długo należał do Mazowsza, okresowo przechodził w litewskie ręce, by w końcu znaleźć się w rękach Jagiellonów. Król Zygmunt August w Tykocinie umieścił skarbiec i swoją bibliotekę. Zniszczony w czasie potopu szwedzkiego odbudowany został przez hetmana Czarnieckiego, a później stał się własnością Branickich.

Pozostałości pierwszego grodu z okresu wczesnego średniowiecza, nazywane tu Zamczyskiem, znajdują się kilka kilometrów od dzisiejszego miasta, w okolicach wsi Sierki.

Budynek Wielkiej Synagogi

Budynek Wielkiej Synagogi

Nowy rozdział w historii Tykocina rozpoczął się w pierwszej połowie XVI wieku, wraz z pojawieniem się osadnictwa żydowskiego. Właściciel miasta, litewski magnat Olbracht Gasztołd w 1522 r. podarował osadnikom ziemię pod budowę i nadał pierwsze przywileje. W ciągu stu lat gmina żydowska stała się jedną z największych w całym państwie, rozwijając się nieprzerwanie aż do czasu II wojny światowej. W dwudziestoleciu międzywojennym Żydzi stanowili połowę mieszkańców miasta.

I to właśnie ten fakt przyciąga do Tykocina rzesze turystów. Niewielka, skupiona wokół dwóch ulic, żydowska dzielnica – Kaczorowo, cieszy się największym powodzeniem przyjezdnych. Tu znajduje się najsłynniejszy zabytek, Wielka Synagoga. Wzniesiona w 1642 roku, jest jednym z nielicznych żydowskich obiektów religijnych, które przetrwały czasy niemieckiej okupacji. Obecnie w budynku znajduje się muzeum. Wchodząc do niego zobaczymy piękne wnętrze synagogi z birmą i bogato zdobionym aron ha-kodesz (miejsce do przechowywania Tory). Ściany sali głównej pokrywają polichromie z tekstami modlitw. Placówka wystawia liczne judaica.

Przepływająca przez Tykocin Narew

Przepływająca przez Tykocin Narew

Wielka Synagoga otoczona jest zabytkowymi domami z XVIII i XIX wieku. Tuż obok znajduje się też dawny dom talmudyczny, w piwnicy którego ulokowana jest najstarsza tykocińska restauracja Tejsza, specjalizująca się w kuchni żydowskiej. Ma niewiele miejsca i dlatego w sezonie turystycznym bywa, że trzeba długo poczekać na wolny stolik. A co w menu? Karta nie jest zbyt rozbudowana, ale za to bardzo konkretna. Zjemy tu np. kugel, kreplech i cymes świąteczny. Ceny niewygórowane, mam wrażenie, że trochę gorzej z obsługą, która nie radzi sobie z dużym ruchem w restauracji. Kto nie znajdzie tu dla siebie miejsca, niech uda się do znajdującej się po drugiej stronie Wielkiej Synagogi restauracji Regent. Obiekt nowszy, również nastawiony na kuchnię żydowską, sprawiający wrażenie restauracji bardziej wykwintnej.

Przenieśmy się kilkaset metrów dalej, do innej części Tykocina, skupionej wokół Placu Czarnieckiego. Od strony rzeki zamyka go najbardziej charakterystyczny budynek w mieście – kościół św. Trójcy (połowa XVIII wieku). Przyległe uliczki telewidzowie z całej Polski znają z takich filmów jak „Biała sukienka” i „U Pana Boga w ogródku” W tym ostatnim często pojawiała się restauracja Alumnat.

Zabytkowy dom przy głównym palcu miasta

Zabytkowy dom przy głównym palcu miasta

Przejdźmy na drugą stronę rzeki i odwiedźmy wybudowany niedawno z wielką pompą zamek.  Poświęćmy też godzinę na spływ gondolą po Narwi. Co jeszcze? W okolicy na uwagę zasługuje Europejska Wieś Bociania w Pentowie oraz Kiermusy Dworek nad Łąkami, miejsce, w którym przeniesiemy się w sarmackie czasy. Tędy prowadzi Podlaski Szlak Bociani (ponad 400 km pięknej trasy z Białowieży do Stańczyk na Suwalszczyźnie).

Okolice Tykocina znane są z pięknej przyrody. Miasto jest urokliwie położone między Narwiańskim i Biebrzańskim Parkiem Narodowym. Warto zaglądać tu przez cały rok.

Zobacz więcej artykułów na temat turystycznych atrakcji Podlasia.

More info about Tykocin in English: Poland Tykocin.

Na Białoruś bez wiz

12 czerwca ruszył program umożliwiający przekroczenie granicy Białorusi bez obowiązku posiadania wizy. Pojechałem z pierwszą, próbną grupą. Znaleźli się w niej przedstawiciele kilku biur podróży i dziennikarze z Białegostoku. Chcieliśmy zobaczyć jak rzecz wygląda w praktyce. Wycieczka na Białoruś.

Przejście graniczne w Grudkach koło Białowieży

Przejście graniczne Pererow – Grudki koło Białowieży

Ze strony władz Białorusi to dobre posunięcie wizerunkowe. Temat ochoczo podchwyciły polskie media. Gazety pisały o tym już w marcu, kiedy Łukaszenka podpisał stosowne rozporządzenie. A wczoraj na przejście graniczne w Białowieży ściągnęły takie zastępy dziennikarzy, jakich w naszym regionie nie widuje się zbyt często.

Decyzja Mińska ma same plusy. Ociepla wizerunek Białorusi i przyciągnie turystów do Puszczy Białowieskiej po obu stronach granicy. Może być pierwszym krokiem w stronę zbliżenia sąsiadów. Jeśli nie rządów, to przynajmniej ludzi. Nam, mieszkańcom pogranicza jest to zwyczajnie potrzebne.

Prezent od Łukaszenki

Obserwuję Białowieżę od lat. Da się zauważyć, że dotychczasowa formuła wyczerpuje się. To, co długo napędzało turystyczną koniunkturę już przestaje wystarczać. Przydałby się nowy impuls. Bezwizowy ruch z Białorusią jest jak znalazł. Można założyć, że do Białowieży przyjadą turyści również ze względu na możliwość odbycia krótkiej wycieczki na Białoruś.

Białoruś na ludowo

Białoruś na ludowo

Program obejmuje teren Puszczy Białowieskiej. Bez wizy przekroczyć granicę można tylko na jednym przejściu (w Grudkach koło Białowieży). Ograniczony jest czasowo, przebywać na Białorusi można maksymalnie 3 doby. I nie wolno wyjść poza teren białoruskiego Parku Narodowego, granicą jest niewielka miejscowość Kamieniuki. Korzystać z niego mogą wszyscy, dlatego należy się spodziewać, że może to być to atrakcją również dla turystów zagranicznych przyjeżdżających do Białowieży.

Wiadomo, że zadecydują szczegóły. Na ile funkcjonalny będzie to program. Czy da się w piątek wieczorem przyjechać do Białowieży, a już w sobotę rano przekroczyć granicę i oglądać białoruską część Puszczy Białowieskiej? Jak w praktyce będzie działał mechanizm wystawiania przepustek? Bo, co prawda jest to ruch bezwizowy, ale trzeba wcześniej się zarejestrować (w biurze podróży lub w jednym z białowieskich hoteli, z czasem ma się również pojawić możliwość zgłoszenia online). Na tej podstawie pogranicznicy białoruscy sprawdzają czy daną osobę można wpuścić na teren kraju. Po czym przez stronę białoruską wystawiana jest przepustka.

Muzeum Przyrody pokazuje historię Puszczy Białowieskiej

Muzeum Przyrody pokazuje historię Puszczy Białowieskiej

Pewnym problemem może być kwestia transportu. Znajdujące się w odległości 4 km od Białowieży Grudki to przejście pieszo-rowerowe. Jak tam dotrzeć? Nie ma (jeszcze) żadnej stałej komunikacji. Na ma tam parkingu dla samochodów. Jak na razie, pozostaje tylko taka opcja, że na życzenie gości transport zapewni jeden z białowieskich hoteli. I co dalej, kiedy już się pokona granicę? Główne atrakcje po białoruskiej stronie są w Kamieniukach, a to prawie 20 kilometrów dalej. Jak tam dojechać? Na razie tamtejszy Park Narodowy, który jest partnerem projektu, ma podstawiać na przejście jeden autobus dziennie, o 10.00 rano czasu polskiego. Zobaczymy jak to wyjdzie w praktyce.

Mniej problemów powinni mieć za to rowerzyści. Trasa 4 km z Białowieży do przejścia granicznego to malownicza, wąska asfaltowa droga. A po białoruskiej stronie jest już wybór rowerowych tras.

W Kamieniukach znajduje się turystyczne centrum białoruskiej część Puszczy Białowieskiej (siedziba Parku, hotel, restauracja i kantor). Uwaga! Pieniądze na ruble można wymienić dopiero tu. Od granicy, aż do tego miejsca nie ma żadnego kantoru. Jedną z głównych atrakcji jest Muzeum Przyrody (podobne do tego w Białowieży). Niedaleko jest też słynna Siedziba Dziadka Mroza. W 2003 roku powstała tu duża wioska tematyczna, gdzie odwiedzający przenoszeni są w bajkowy świat. Najwięcej gości jest zimą (Dziadek Mróz jest lokalnym odpowiednikiem św. Mikołaja, to on przynosi prezenty).

Cerkiew w Kamieniukach

Cerkiew w Kamieniukach

Na terenie puszczy znajduje się jeszcze jedno bardzo ważne miejsce. To pałacyk Wiskule, gdzie w grudniu 1991 roku przywódcy Rosji, Ukrainy i Białorusi podpisali akt o rozwiązaniu ZSRR. Zwiedzać jednak go nie można, nadal jest tam zamknięty ośrodek rządowy.

Zupełnie niedawno otwarto nowe miejsce, dumnie zwane Muzeum Tradycji Ludowych i Dawnych Technologii. W drewnianej chacie pokazano dawne życie ludzi puszczy. Największą atrakcją jest… bimbrownia. Odwiedzający mogą zobaczyć jak gospodarskim sposobem wytwarza się ten mocny trunek, a następnie skosztować go, zagryzając słoninką i kiszonym ogórkiem. Jest to dobre miejsce do zorganizowania biesiady.

Dziadek Mróz przed swoim pałacykiem

Dziadek Mróz przed swoim domem

Program, który właśnie wszedł w życie na pewno jest dobrym pomysłem. Pomoże w rozwoju turystyki po obu stronach granicy. Jednak uczciwie trzeba powiedzieć, że na Białorusi, w obrębie tamtejszego Parku, nie ma zbyt wielu atrakcji. Zapewne największą będzie sama możliwość wjazdu na teren Białorusi. Szczególnie dla turystów, którzy przyjadą do Białowieży z daleka.

Więcej informacji na ten temat znajdziecie tu: Białoruś. Ruch bezwizowy.

More info in English: a visa-free cross the Polish-Belarusian border.

Zobacz też: Grodno, historia i zabytki.

Zapisz

Dzień Bociana, 31 maja

Święto obchodzimy od 2003 roku. Wprowadzono je z inicjatywy Polskiego Towarzystwa Przyjaciół Przyrody „pro Natura”.

Można powiedzieć, że w samą porę, ponieważ bocian biały wymaga dziś szczególnej uwagi. Przyzwyczailiśmy się, że te ptaki po prostu są. Wrosły w nasz krajobraz. Stały się symbolem kraju. Przynoszą szczęście, wiosnę i dzieci. Od lat powtarzamy, że co piąty bociek to Polak, że w Polsce gniazduje najwięcej bocianów na świecie. Próbujemy wykorzystywać ten fakt do promocji turystyki.

Bocian biały (Ciconia ciconia)

Bocian biały (Ciconia ciconia)

Tymczasem ostatnie dane są mocno niepokojące. Z przeprowadzonego właśnie spisu wynika, że w Polsce bocianów ubywa. W 2004 roku żyło u nas ok. 52 tys. par lęgowych, w tym roku już tylko nieco ponad 40 tys. Wygląda też na to, że Polska straciła palmę światowego pierwszeństwa. Więcej bocianów jest w… Hiszpanii.

Najgorzej jest na zachodzie kraju, gdzie ubytki sięgają nawet 40 procent! W niekorzystnej statystyce przoduje woj. dolnośląskie. Dalej jest opolskie, śląskie i wielkopolskie. Największym zaskoczeniem jest chyba woj. warmińsko-mazurskie. W regionie, który do tej pory uchodził za ostoję tych ptaków, zanotowano znaczący spadek (z 10 tys. par w 2004 roku, do 7 tys. w 2015).

Wygląda na to, że sytuację ratuje woj. podlaskie, gdzie według wstępnych danych, boćków nawet przybyło. Nie będę miał nic przeciwko, jeśli to właśnie Podlasiu przyjdzie nosić zaszczytny tytuł ostoi europejskiego bociana.

Prognozujemy, że w Hiszpanii, która właśnie wyszła na prowadzenie, sytuacja może ulec zmianie. Tamtejsze boćki przestawiły się na śmieciowe jedzenie. Żerują na śmietnikach, trzymają się bardziej miast, niż wsi. Przestały też migrować, zimują na Półwyspie Iberyjskim. Ale do 2020 roku Hiszpania zobowiązana jest zamknąć znaczącą część śmietnisk. Podobna sytuacja jest w Portugalii. Zabraknie łatwego jedzenia (również zimą) i w efekcie zmniejszy się populacja bocianów.

Województwo podlaskie próbuje sprostać wyzwaniu. Mamy tu Europejską Wieś Bocianią w Pentowie koło Tykocina.  W 2002 roku utworzono Podlaski Szlak Bociani. Prowadzi przez najcenniejsze przyrodniczo tereny w skali całej Europy. Łączy aż cztery parki narodowe: Białowieski – najstarszy park narodowy w Polsce, Narwiański – zwany polską Amazonią, Biebrzański – największy nasz park oraz znany z pięknych jezior i rzek – Wigierski Park Narodowy. Licząca 412 km trasa wiedzie z Białowieży, przez Narew, Suraż, Tykocin i Goniądz, aż po Stańczyki na Suwalszczyźnie.

Część podlaskiego krajobrazu

Część podlaskiego krajobrazu

Dlaczego w Polsce ubywa bocianów? W opinii specjalistów winna jest zmiana charakteru rolnictwa. Przewidywano to zresztą już 10 lat temu. Wiadomo było, że po wejściu Polski do Unii Europejskiej nastąpią zmiany w infrastrukturze. W niektórych regionach kraju pola zostały zajęte przez wielkopowierzchniowe monokultury. Osuszono to i owo, uregulowano cieki wodne. Bociany lubią mokre łąki, niewielkie poletka i miedze. Lubią też pasące się na łąkach krowy (zwierzęta kopytami płoszą bocianie ofiary: gryzonie, owady i płazy). Ptaki znikają z obszarów, w których pojawiły się wielohektarowe uprawy kukurydzy i rzepaku, ponieważ bociany nie są w stanie tam żerować. W suche lato nie odchowają potomstwa tam, gdzie zlikwidowano mokradła, starorzecza i sadzawki.

Bocian jest szczególnym towarzyszem człowieka. Jego populacja rozwinęła się w wyniku przekształcenia części bezkresnych puszcz w łąki i pola. Na nich, a nie w lesie, mógł znaleźć pożywienie. Stworzyliśmy bocianom dobre warunki, zżyliśmy się z nimi, wpisaliśmy w naszą kulturę i krajobraz. I właśnie rozpoczęliśmy proces zmiany. Żegnamy się z tymi sympatycznymi ptakami. Rozwijamy wsie w kierunku, który bocianom się nie spodoba.

Jeszcze jeden niepokojący fakt. W wielu miejscach Polski nie ma już prawie jaskółek. Wychowałem się na podlaskiej wsi. W czasie mojego dzieciństwa te ptaki występowały powszechnie, były czymś oczywistym. Tuż przed deszczem latały nisko jedna obok drugiej. Wiejskie budynki, chlewy i chlewiki oblepione były ich gniazdami. A dziś? Rażąco ograniczono, niemal wyeliminowano tradycyjną hodowlę zwierząt. Wybudowano nowoczesne farmy, hermetyczne fabryki mięsa, jaj i mleka. Zniknęły więc i muchy. A z nimi również jaskółki. Grozi nam, że za kilka lat dzieci nie będą rozumiały przysłowia, że pierwsza jaskółka wiosny nie czyni.

Przełom maja i czerwca to dobry moment na bocianie święto. Akurat wykluwają się młode. Oby było ich jak najwięcej! Za kilka tygodni będziemy oglądać ich pierwsze loty.

Strona 1 z 3

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén