Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: uzbekistan

Pieniądze. Białoruś, Kuba, Egipt, Uzbekistan…

Banknoty i monety. Różne. Mimo postępującej globalizacji. Pomimo łączenia rynków i znoszenia granic. Wie to każdy, kto jeździ po świecie. A dowiaduje się o tym jeszcze przed wyjazdem. Przygotowania do wycieczki pociągają za sobą konkretne pytania. Jaką walutę zabrać? Lepsze dolary czy euro? Niezmiennie, od lat wyraźna jest przewaga USD. No, może z wyjątkiem Kuby, gdzie od dolarów pobierany jest ekstra podatek. Kraj ten zresztą jest nie lada ciekawostką, funkcjonują tam obok siebie dwie równoległe waluty: peso kubańskie (CUP) i peso wymienialne (CUC) – dla turystów i bogatszych mieszkańców wyspy. Więcej na ten temat tu: Kubańska waluta.

A jeśli dolary, to jakie roczniki wchodzą w grę? W części krajów te starsze nie cieszą się powodzeniem i mogą być trudności z ich wymianą. Czy można liczyć na płatności kartą i na bankomaty? Gdzie wymienić pieniądze, jaki kurs? Na co trzeba uważać? Pytań jest mnóstwo.

Kuba. Peso wymienialne

Kubańskie peso wymienialne, banknot z pomnikiem Che Guevary

Turysta wybierający się na zorganizowaną wycieczkę otrzymuje takie informacje z biura podróży. Naszym klientom przygotowujemy więc pakiet tego, co niezbędne i przydatne w procesie planowania podróży. Ważne, żeby z rozpędu nie powtórzyć informacji, które w międzyczasie zdążyły się zdezaktualizować. Właśnie po raz kolejny sprawdzam czy w Uzbekistanie nie zaszły jakieś zmiany. Na pytanie o to, jaką walutę zabrać, od znajomego z Taszkentu otrzymuję informację, że „better USD, but EUR is okay too”. Czyli jak zwykle.

Banknotów i monet z różnych krajów mam całą szufladę. To znaczy pewnie zapełniłyby szufladę, gdybym zrobił z nimi porządek. Bo póki co, to zalegają w różnych miejscach. Na półkach w biurze i w szafkach w domu. Pomiędzy książkami i pamiątkami. Co nieco znajdzie się też w torbach i plecakach, które zabieram na wyjazdy. A także w szkatułce, w której lądują drobiazgi cechujące się brakiem ściśle określonego przeznaczenia.

Mam je wcale nie dlatego, że zbieram. Nie jestem kolekcjonerem. Po prostu zawsze coś zostaje. Kończę wycieczkę i wracam z drobnymi. Nie przejmuję się tym i nie wydaję na siłę, bo przecież wiem, że wrócę. To jedna z cech mojego podróżowania. Wracam, bywa, że wielokrotnie. Zdarza się, że w ciągu roku jestem w danym kraju nawet kilka razy.

Często znajduję banknoty w książkach. Niektóre po kilku latach, dawno już zapomniane. Książki jeżdżą ze mną w świat i jeśli trafię na ładny, nowy banknot, to wykorzystuję go jako zakładkę. Z pełną świadomości, że zostanie tam na lata. Rzecz jasna los taki spotyka banknoty niezbyt cenne, warte co najwyżej kilka złotych. Odkładając je na lata (lub po prostu na zawsze), rezygnuję z ich siły nabywczej. Można by uznać to za oczywistą stratę, ale mam jakieś nieodparte wrażenie, że banknot przechodzący do historii nie całkiem umiera i nie traci pełnej wartości. Nie potrafię tego udowodnić, ale upierałbym się, że coś zostaje. I to coś cennego.

Pieniądze różnych krajów. Ileż to historii! Ile przeżytych emocji. Problemów, pomyłek, stresów i niespodziewanych pozytywnych zakończeń. Ile nauki i lekcji pokory.

Złote czasy egipskiej turystyki. Jakieś piętnaście lat temu. Byłem wtedy pilotem i przewodnikiem na rejsach po Nilu. Piękna, choć męcząca praca. Każdego tygodnia nowa wycieczka. Każdy z turystów musiał wymienić pieniądze z dolarów na miejscowe funty. Przez jakiś czas na rynku były dwa kursy, oficjalny – obowiązujący w kantorach i bankach oraz czarnorynkowy – podobnie jak w Polsce kilkadziesiąt lat temu. Ten drugi oczywiście wyższy, ale trudno dostępny dla turystów. Nielegalny, funkcjonujący w konspiracji. Kogoś, kto wymieni nie było łatwo znaleźć, a do tego wiązało się to z ryzykiem oszustwa. W rolę pośredników doraźnie wcieliliśmy się my, piloci, rezydenci i przewodnicy. Dorabialiśmy sobie trochę. Przestałem się w to bawić, kiedy aresztowano miejscowego cinkciarza, odbierającego od nas dolary w hurtowych ilościach. Ech młodość, szumna i durna. Więcej o Egipcie z tamtych czasów m.in. w artykule: Egipt po raz pierwszy.

Nowe białoruskie ruble. Porównanie do euro. Zdjęcie pochodzi stąd.

Nowe białoruskie ruble. Porównanie do euro. Zdjęcie pochodzi stąd.

Dziś podobny mechanizm spotykamy w Uzbekistanie. Państwo próbuje tam regulować różne rzeczy, również kursy walut. W efekcie, poza oficjalnym jest również czarnorynkowy. Ten państwowy jest oczywiście dużo niższy. Dlatego wszyscy, również turyści, wymieniają na ulicy, najczęściej w okolicach bazarów. I choć formalnie jest to zabronione i wysoko karane (kilkuletnia zsyłka do obozu pracy) to powszechna praktyka zdaje się sugerować, że dzieje się to za cichym przyzwoleniem władz. Jak wygląda to w praktyce opisałem wcześniej w artykule: Uzbekistan – tu zostaniesz milionerem.

Białoruś. Jeszcze niedawno nie potrafiłem liczyć tamtejszych banknotów, ani szybko zorientować się w ich wartości. Było ich za dużo i były do siebie zbyt podobne. Wielkie nominały, kwoty liczone w setkach tysięcy i milionach. Miałem z tym kłopot mimo tego, że jeździłem tam całkiem często i wydawało się, że powinienem się oswoić. Dobrze, że w zeszłym roku przeprowadzono denominację ucinając aż cztery zera.  Jest znacznie prościej. Dolar, który kosztował aż 20 tys. rubli, teraz wart jest 2 ruble. Co ciekawe, po raz pierwszy w historii Białorusi w obiegu pojawiły się również monety. Wcześniej były tylko banknoty.

To zresztą nie pierwsza denominacja na Białorusi. I w związku z tym nie pierwsza zmiana oznaczenia według standardu ISO. Do 2000 r. rubel białoruski miał skrót BYB, później BYR, a od lipca 2016 r. oznaczony jest symbolem BYN.

Przy okazji okazało się, że nowe monety nie wcale takie nowe. Na części z nich zauważono ciemne plamki przypominające rdzę. Przedstawiciele banku centralnego tłumaczyli to tym, że pieniądze zostały wyprodukowane osiem lat wcześniej. Przez  ten czas leżały spokojnie w sejfach i czekały na polityczną decyzję o denominacji. Tak długo, że niektóre z nich uległy częściowemu utlenieniu.

Popatrzcie na nowe białoruskie banknoty i monety. Przypominają euro. Białorusinom nie omieszkali wytknąć tego Rosjanie. Od razu pojawiły się komentarze, że to może zapowiedź epokowych zmian. Tym bardziej, że podobno nowe białoruskie banknoty były drukowane w kilku państwach należących do Unii Europejskiej. Białoruś – poradnik turysty.

W części drugiej artykułu pojawią się informacje o pieniądzach w Japonii, Etiopii i Naddniestrzu.

Zobacz też: Kuba. Relacja osobista.

Kirgistan. Od Biszkeku po Issyk-kul

Wróciłem z Kirgistanu. Pojechałem zobaczyć góry, słynne jezioro i miejsce, gdzie zmarł Przewalski – podróżnik, odkrywca i naukowiec, podejrzewany o to, że był biologicznym ojcem Stalina. No, i oczywiście, chciałem zobaczyć Kirgiza na koniu. To obowiązkowo!

Podróżowałem sam, więc było dużo czasu na kontakt z miejscowymi. Kirgistan od ponad dwudziestu lat jest niepodległym krajem, z wszystkich państw Azji Centralnej najbardziej otwartym i demokratycznym. Ludzie mówią to, co myślą, bez obaw o konsekwencje. Nie ma wiz, co w porównaniu z pozostałymi krajami regionu jest czymś absolutnie wyjątkowym. Zobacz Krótki przewodnik po Kirgistanie.

Polowanie z sokołami należy do kirgiskiej tradycji

Polowanie z ptakami drapieżnymi należy do kirgiskiej tradycji

Gdziekolwiek pojadę, rozmawiam z taksówkarzami. Zagaduję o życie i politykę. Byłem przygotowany na prorosyjskie opowieści, ale to, co usłyszałem od taksówkarza w Biszkeku przerosło moje wyobrażenia. Jego zdaniem agresorami na Ukrainie są Polacy, którzy do spółki z Ukraińcami chcą wymordować mieszkających tam Rosjan. Jesteśmy faszystami i Putin da nam nauczkę! Zanim wysiadłem udało m się jeszcze dowiedzieć, że w Polsce jest bieda, a Rosja ma tak mocną gospodarkę, że Unia Europejska nie ma szans. Mówił to bez żadnej złości i emocji. Ot tak, po prostu, nawet z życzliwością w głosie, jakby mi współczuł. Ciepło się przy tym uśmiechał. Siła rosyjskiej telewizji jest wielka!

Po tym doświadczeniu przestałem rozmawiać o polityce. Kirgizi są mili i gościnni, w kraju bezpiecznie, widoki śliczne. Jest się czym cieszyć.

Issyk-kul

Szybko pożegnałem stołeczny Biszkek. Miasto nie ma zbyt wielu turystycznych atrakcji. W towarzystwie znajomego Kirgiza ruszyłem wokół jeziora Issyk-kul. Leży na wysokości 1 600 m n.p.m. Duże, 180 km długości! Otoczone ośnieżonymi górami.

Na targu w Biszkeku

Na targu w Biszkeku

Północny brzeg jeziora to piaszczyste, szerokie plaże i całkiem przyzwoite hotele. Odpoczynek jak nad morzem. Przyjeżdżają wakacjusze z Kazachstanu i Syberii. Są tu całkiem dobre warunki, hotele położone w pięknych sosnowych lasach, tuż nad brzegiem jeziora.

Południowy brzeg jest bardziej naturalny. Nie ma hoteli. Znajdziemy tylko pojedyncze wsie. Jeśli chcemy nocować, to w jurtach.

Podróżnicy i globtroterzy z całego świata ciągnął do miasteczka Karakoł (dawniej Przewalsk). Położone na wschodnim brzegu jeziora stanowi bazę wypadową dla wszystkich miłośników górskich wycieczek. Stąd do granicy z Chinami jest już zaledwie 150 km. Tu znajduje się grób i muzeum Przewalskiego. Słynny podróżnik zmarł w 1888 r. w trakcie jednej z wypraw na wschód.

Piknik po kirgisku

Kolega chce pokazać jurty. Prawdziwe, zrobione tak jak trzeba, z grubego wojłoku, tradycyjnymi metodami. Wszystko ma być naturalne, jak przed laty. Zjeżdżamy z drogi. Nad brzegiem jeziora stoi kilka jurt. Pięknie!

Plaża nad jeziorem Issyk-kul

Plaża nad jeziorem Issyk-kul

Wysiadam z samochodu i uszom nie wierzę. Z dwóch dużych kolumn ustawionych na trawie płynie przez step piosenka Modern Talking. To nauczyciele z tutejszej szkoły zrobili sobie piknik. Integracja przed rozpoczęciem roku szkolnego. Muzyka zachodnia, ale potrawy miejscowe.

Wielki kocioł. Ustawiony na kilku niedużych kamieniach. Ogień z suszonego łajna, drzew przecież prawie tu nie ma. Co w kotle? Wszystkie wnętrzności barana. Całkiem oryginalny widok.

Witają nas serdecznie. Okazało się, że jeden z nauczycieli dobrze zna mojego kirgiskiego towarzysza. W dzieciństwie chodzili do tej samej klasy. Dawno się nie widzieli. Przypadkowe spotkanie bardzo ich ucieszyło. Od poczęstunku nie da się wykręcić!

Dostaję miseczkę rosołu z kotła. Jest tłusty, pachnie baraniną i jelitami. Zapach znam z podlaskiej wsi. Kiedy byłem dzieckiem pomagałem babci myć świńskie wnętrzności. Później były z tego kiełbasy i nasz wschodni specjał: kiszka ziemniaczana. Tego zapachu nie zapomnę. Teraz wrócił. Intensywny, mocny, kręci w nosie. Ale okoliczności nie sprzyjają wybrzydzaniu. Próbuję więc. Pijemy z miseczek tak, jak się tu pije zieloną herbatę. Widzę, że mojemu koledze też jakoś nie idzie. Choć Kirgiz, to już inny, zmodernizowany, biznesmen ze stolicy. Smak łoju trochę mdli. Zastanawiam się co będzie, jak do tych miseczek włożą nam pływające w kotle jelito lub kawałek żołądka.

Piknikowe danie

Piknikowe danie

Wrażenia

Dobrze wspominam Kirgistan. Oczywiście nie ma tam zabytków takich jak w Uzbekistanie. Za to jest piękna przyroda! I folklor, niszczony w czasach ZSRR teraz się odradza. Z uznaniem odnoszę się do starań ludzi zaangażowanych w rozwój turystyki ekologicznej i przyjaznej miejscowym społecznościom. Odwiedziłem kilka rewelacyjnych miejsc, np. kameralny hotel ulokowany w środku wsi. Pyszne jedzenie. Co tylko można hotelowa kuchnia kupuje u sąsiadów! Warzywa, owoce, mięso, chleb, dżemy… Zarobionymi pieniędzmi wspiera miejscową szkołę. Polecam świadomym turystom! (Film: Uzbekistan – Kirgistan)

Kirgistan – informacje dla turysty.

PS. Kilka dni w Kirgistanie może być ciekawym dopełnieniem wycieczki po Uzbekistanie. A jeśli wybrać się na dłużej, to na trekking w góry. Można zrobić też ciekawą trasę konno. Z noclegami w jurtach oczywiście.

Zobacz też: Uzbekistan – tu zostaniesz milionerem!

Uzbekistan – tu zostaniesz milionerem!

Ciekawy i tajemniczy kraj. Kuszący aurą egzotyki i wspaniałymi zabytkami. Sława Samarkandy, Chiwy i Buchary przyciąga turystów z całego świata. Piękne miejsca. Tak olbrzymie i sprawiające niesamowite wrażenie budowle jak Registan i meczet Bibi Chanum w Samarkandzie porównać mogę tylko z architekturą dynastii indyjskich Mogołów. Chcecie zobaczyć coś, co rozmachem dorównuje Tadź Mahal, to wybierzcie się do Uzbekistanu!

Samarkanda, Registan

Samarkanda, Registan

Znajdziemy też ciekawą lokalną kuchnię. Szczęśliwi będą miłośnicy baraniny i zielonej herbaty. Uzbeckie manty, czyli gotowane na parze pierożki mogą stanąć w szranki ze słynnymi gruzińskimi chinkali.

Buchara, Czor Minor

Buchara, Czor Minor

Długo można by o tym wszystkim pisać. Ale teraz będzie o czymś zupełnie innym. Jedną z pierwszych turystycznych atrakcji na jaką natrafiają przyjeżdżający do Uzbekistanu cudzoziemcy są tutejsze pieniądze. Ich nominały i sposób wymiany.

Są dwa kursy. Oficjalny i czarnorynkowy. Ten państwowy jest oczywiście dużo niższy. Dlatego wszyscy, również turyści, wymieniają na ulicy, najczęściej w okolicach bazarów. I choć formalnie jest to zabronione i wysoko karane (kilkuletnia zsyłka do obozu pracy) to powszechna praktyka wskazywałaby, że dzieje się to za cichym przyzwoleniem władzy.

Wygląda to tak: samochód zatrzymuje się w pobliżu jednego ze stołecznych bazarów. Komunikacja na migi. Widać, że wszyscy uczestnicy procederu doskonale wiedzą co i jak. Kierowca pokazuje dwa palce. Znaczy to, że wymienić chce dwie setki. Do auto podchodzi starsza pani. Typowa „babuszka” z postradzieckich republik, ubrana ciepło mimo szalejącego dookoła upału. Na stopach obowiązkowe grube skarpety i klapki. Przed otwartą szybę wrzuca do samochodu sześć pokaźnych paczek. W zamian dostaje 200 dolarów. Kierowca wyłącza awaryjne i rusza.

Jeden dolar to 3 tys. uzbeckich sumów. Tak więc, żeby zostać milionerem wystarczy 340 dolarów.

Samarkanda, Gur i Mir

Samarkanda, Gur i Mir

Atrakcją są również nominały. Największy banknot (pojawił się niedawno) to 5 000 sumów. Jest ich jeszcze niewiele, najczęściej spotykane są tysiące. Dlatego po wymianie 200 USD otrzymujemy całą kupę pieniędzy. I to dosłownie, 600 banknotów! Żeby je schować potrzebna torba. Portfel nie nada się tu na nic. Przy wymianie nikt ich nie liczy, całkowite zaufanie. Popakowane są w paczki. Wszyscy wiedzą, że w jednej jest 100 banknotów. Rozmawiam ze znajomym Uzbekiem, konsultujemy ceny na różne rzeczy. Ustaliliśmy, że nie podajemy ich w setkach tysięcy czy milionach. Mówimy o paczkach. Za to trzeba zapłacić jedną paczkę, a za to trzy, itd.

Równowartość 100 dolarów

Równowartość 100 dolarów

A ceny wcale nie są niskie. Tylko odrobinę taniej niż w Polsce.  Skromny obiad w restauracji dla turystów to coś ok. 10 USD. Tak więc istotnie operować trzeba całymi paczkami.

Chyba nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie dlaczego nie przeprowadzono denominacji. To przecież nic szczególnego, pamiętamy ją z naszej historii. Różne teorie, różne opowieści. Pytałem o to kilku Uzbeków, każdy wzruszał ramionami powtarzając , że od lat o tym mówią i nie wiadomo dlaczego nie robią.

Mnie to oczywiście nie przeszkadza. Niech będzie. Dzięki temu jest dodatkowa atrakcja. Coś szczególnego, coś co zapada w pamięć. Rozmawiałem z przyjaciółmi z różnych krajów. Po powrocie z  Uzbekistanu każdy z nich opowiadał o tych pieniądzach i pokazywał zdjęcia na swoim smartfonie. Ja też się nie oparłem i zrobiłem zdjęcie. Trzy pokaźne paczki banknotów. Efekt wymiany 100 dolarów.

Buchara

Buchara

Zjeździłem Uzbekistan, byłem w różnych miejscach, również w Kotlinie Fergańskiej. Jest bezpiecznie. Także nocą. Spokojnie można cieszyć się długimi i ciepłymi wieczorami, np. w przepięknej Bucharze. Z hotelu wchodzę wprost w plątaninę średniowiecznych budowli. Meczety, tradycyjne targowiska i medresy. Pomiędzy nimi restauracyjki i herbaciarnie. Dużo w nich ludzi mimo późnej pory. Rodziny z dziećmi. Muzyka. Przyjazny i gościnny Orient. Polecam!                                                   Wycieczka do Uzbekistanu


Więcej w artykule:
Uzbekistan. Samarkanda, Buchara…

Zobacz film: Uzbekistan – Kirgistan.

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén