Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: rezydent biur podróży (Strona 1 z 2)

Pilot, rezydent i pracownik biura podróży

Artykuł ten, przynajmniej w pewnym sensie, jest kontynuacją poprzedniego (Jesień w turystyce). W listopadzie i grudniu mam trochę więcej czasu, nie podróżuję tak intensywnie, więc mogę zająć się szkoleniami. Prowadzę je w ramach Akademii Turystyki.

Od dawna było wiadomo, że brakuje młodych kadr. Z potrzeby narodziły się kolejne kursy przygotowujące do pracy w biurach podróży. Chodziło o różne stanowiska, od pracownika biurowego, po pilota wycieczek egzotycznych. Na blogu znajdziecie sporo artykułów na ten temat. Wystarczy kliknąć tag: Szkolenia w turystyce.

Od lat największym powodzeniem cieszy się kurs rezydentów biur podróży. W dość prosty sposób można zdobyć podstawy umożliwiające atrakcyjną pracę na typowo wakacyjnych kierunkach, między innymi takich jak Turcja, Hiszpania i Grecja. Więcej na ten temat opowiadam w programie TVP2. Zobacz.

Ze względu na to, że najwięcej pracy dla rezydentów jest w sezonie letnim, to jest praca, którą chętnie wykonują studenci, ale w zawodzie tym możemy spotkać również osoby znacznie starsze. To jest zresztą temat, o który dość często pytają zainteresowani. Na tyle istotny, że poświęciłem mu osobny artykuł: Wiek rezydentów biur podróży.

Praca pilota to okazja do poznania świata i wielu ciekawych ludzi.

Praca pilota to okazja do poznania świata i wielu ciekawych ludzi.

Osobnym zagadnieniem jest kwestia szkolenia pilotów wycieczek. Po deregulacji, to zupełnie nowy temat. Od 1 stycznia 2014 roku nie ma już regulowanych przez ministerstwo kursów i państwowych egzaminów. Nie ma licencji. Pracować może każdy. Musi tylko przekonać pracodawcę, że potrafi. Tyle i aż tyle! Sama praca też nie jest łatwa, wymaga sporej wiedzy i konkretnych umiejętności. Niezależnie więc od politycznych i urzędniczych zmian, szkolić nowych adeptów trzeba. Ważny jest sposób kształcenia. Ustalony przez ministra program kursu mało miał wspólnego z praktyką i słabo przygotowywał do pracy. Od 2 lat mamy wolną rękę. Możemy uczyć po swojemu. Mam nadzieję, że udaje nam się to jak najlepiej.

Jaki kurs wybrać, pilota wycieczek czy rezydenta? To zależy od tego, co lubimy robić i gdzie chcemy pracować. Obie funkcje mają ze sobą coś wspólnego, ale też wiele różnic. Rezydent jest pracownikiem biura podróży, który na stałe, przynajmniej przez kilka miesięcy, przebywa w kurorcie, gdzie wypoczywają turyści. Najczęściej jest to basen Morza Śródziemnego, od Portugalii i Hiszpanii, po Egipt i Turcję. Mniej pracy dla rezydentów jest na kierunkach egzotycznych, np. w Tajlandii czy na Kubie. Praca rezydenta wiąże się z dłuższym pobytem w jednym miejscu i najczęściej dotyczy masowych, najbardziej popularnych wakacyjnych kierunków (słońce i plaża). Zupełnie odwrotnie jest w przypadku pilota. Tu mamy do czynienia z ustawicznym przemieszczaniem się. Piloci pracują na wycieczkach objazdowych. Można jeździć z wycieczkami w Polsce, w Europie, ale też w bardzo egzotycznych krajach. Jeśli ktoś chce pracować z turystami w Iranie czy Etiopii, to w grę wchodzi funkcja pilota. Rezydent zajęcia tam nie znajdzie, ponieważ nie są to destynacje masowej turystyki opartej o plażę i wypoczynek.

Rezydent i pilot zajmują się obsługą grup turystycznych. Ale wcześniej ktoś musi to przygotować i sprzedać. Biura podróży potrzebują wykwalifikowanych pracowników zajmujących się tworzeniem produktu i jego dystrybucją. Najczęściej nazywamy ich specjalistami ds. turystyki. I w tym przypadku również są różnice w oczekiwaniach pracodawców. Innych kompetencje wymaga się od osoby ubiegającej się o pracę w biurze agencyjnym, a zupełnie innych od kandydata na stanowisko specjalisty w biurze organizującym imprezy turystyczne (touroperator). Pojęcie „biuro podróży” jest hasłem zbiorczym, opisującym przedsiębiorstwa zajmujące się różnymi działalnościami z obszaru turystyki. Połowa z nich to po prostu sklepy, które sprzedają wczas i wycieczki organizowane przez inne podmioty. Takie firmy nazywamy agencjami turystycznymi lub biurami agencyjnymi. Co trzeba umieć, żeby w nich pracować? Przede wszystkim wymagana jest znajomość systemów rezerwacyjnych, z których najważniejszy jest MerlinX. Kolejnym obszarem jest wiedza o produkcie, czyli płynne poruszanie się w bardzo bogatej ofercie wielu touroperatorów, zaczynając od Itaki, TUI i Rainbowa. To olbrzymia ilość hoteli, kurortów i atrakcji turystycznych. Do tego dochodzi jeszcze umiejętność sprzedaży i dobrego kontaktu z klientem. Są to zatem konkretne i łatwo weryfikowalne rzeczy. Pracodawca szybko może sprawdzić potencjał kandydata. Proste zadanie może wyglądać tak: Proszę porównać ofertę największych biur i wybrać trzy najkorzystniejsze dla rodziny 2 + 2. Grecja, tydzień, all inclusive, w następującym terminie… I 10 minut na wykonanie zadania. Tak się pracuje w biurze agencyjnym, więc takimi umiejętnościami trzeba się wykazać.

Inaczej u touroperatora, czyli w biurze, które organizuje wczasy i wycieczki. Tu już nie jest potrzebny MerlinX, ani biegła znajomość oferty TUI, Neckermanna czy Eximu. Wymagane za to są umiejętności niezbędne przy tworzeniu produktu turystycznego. Jakie? Znajomość rynku, zasad pracy organizatora i tworzenia pakietów. Zdolność komunikacji z kontrahentami oraz szczegółowa wiedza na temat konkretnych kierunków turystycznych. Więcej na ten temat w artykule: Praca w biurze podróży – informacje zawodowe.

O ile praca w biurze agencyjnym wydaje się dość jednostajna i schematyczna (wyszukiwanie ze zbioru gotowych ofert) o tyle tworzenie imprez turystycznych otwiera możliwości kreacji i odkrywania nowych lądów. Mile widziane są tu osoby twórcze i kreatywne, potrafiące przewidywać rynkowe tendencje. Rewelacyjnie jeśli mają doświadczenie wyniesione z innych krajów. Dlatego bywa, że w tej pracy dobrze sprawdzają się osoby, które wcześniej pracowały w roli pilota lub rezydenta. Pomocna będzie autentyczna pasja i chęć ustawicznego kształcenia się.

Wcale nie jest łatwo o takich pracowników. Szukam do mojego biura już od jakiegoś czasu. Fakt, wymagania są spore, ale taka jest specyfika tego zawodu. Jesteście zainteresowani? Piszcie, może dołączycie do naszego zespołu.

Wiek rezydentów biur podróży

Nie wiem dlaczego, ale coraz częściej zdarza mi się słyszeć to pytanie: Myślę o podjęciu pracy rezydenta. Mam 40 lat. Czy w tym wieku mam szansę na taką pracę?

Dziś do południa zdążyłem odebrać dwa telefony z takimi pytaniami. Obiecałem, że napiszę coś więcej na temat wieku rezydentów. Niniejszym to czynię.

W poprzednim artykule znalazła się taka wzmianka:

Kim są rezydenci?

To najczęściej ludzi młodzi, studenci – ponieważ szczyt sezonu pokrywa się z akademickimi wakacjami. Wcale nie wyklucza to z tej pracy osób starszych. Znam rezydentów, którzy spokojnie mogliby być rodzicami swoich młodszych kolegów po fachu. Zbyt młody wiek niekoniecznie musi być zaletą. Turyści chcą mieć zaufanie do swojego opiekuna.

W całości to potwierdzam. Moim zdaniem biura podróży zatrudniające osoby starsze, z doświadczeniem życiowym i praktyką w jakiejkolwiek pracy, ryzykują mniej. W tym przypadku większe jest prawdopodobieństwo, że kandydaci lepiej rozumieją na czym polega zawodowa sumienność. Gwarancji oczywiście nie ma, ale przesłanka jest całkiem spora.

praca_rezydenta_biur_podrozy

Praca rezydenta to coś więcej niż słońce i przygoda

Kilka lat temu jedno z dużych biur podróży miało plan, żeby zatrudniać wyłącznie osoby powyżej 25 lat. Mieli trochę niedobrych doświadczeń ze zbyt rozrywkową młodzieżą. Plany trzeba było zmienić, ponieważ chętnych do pracy wyłącznie na okres 3 miesięcy w roku (szczyt sezonu – od końca czerwca do końca września) najłatwiej znaleźć wśród studentów. Dlatego w lipcu i sierpniu turyści spotykają młodych rezydentów. Nie wynika to jednak z żadnego obowiązku zatrudniania młodzieży!

Cóż mogę doradzić biurom podróży? Patrzcie życzliwie na starszych kandydatów. Nie przekreślajcie nikogo tylko dlatego, że ma 40, 50 czy 60 lat! Wśród nich zdarzają się prawdziwe perełki. Sumienni i życzliwi, poważnie traktujący swoje obowiązki. Uprzejmi, potrafiący utrzymać właściwe relacje z klientami. Wiem, ponieważ spotykam ich na naszych kursach.

A co poradzić osobom, które w wieku 50 lat próbują spełnić swoje marzenie i chcą rozpocząć pracę w turystyce? Żeby mieli świadomość swojej wartości. I żeby pomogli potencjalnemu pracodawcy to dostrzec. Część osób odpowiedzialnych za rekrutację jest zafiksowana, wydaje im się, że pracownicy muszą być młodzi. Trzeba pamiętać, że nie ma to żadnego racjonalnego uzasadnienia. Osoby starsze będą dobrymi rezydentami z wielu powodów. O części z nich już wspomniałem. Tu dodam kolejne.

Z doświadczenia wiem, że bardzo młodzi rezydenci miewają trudności w kontaktach z pewnymi grupami turystów. Głównie chodzi o rodziny z dziećmi i emerytów. Czują jakiś dystans. A ponadto, te osoby zwyczajnie ich mniej interesują. I jeśli nie są dość profesjonalni, to w naturalny sposób poświęcą tym grupom mniej uwagi. Skupią się na rówieśnikach. Na tych, z którymi można pójść na piwo albo do dyskoteki. To poważny błąd. A wynika z oczywistych uwarunkowań oraz nie dość profesjonalnego szkolenia.

Turyści często skarżą się na jakość pracy rezydentów. Mają różne opinie. Więcej na ten temat w dwóch artykułach: Uśmiechnij się do rezydenta! i Rezydenci biur podróży. Po ich lekturze łatwo odpowiedzieć jakich rezydentów potrzebują biura. Najprostsza rada: zaoferujcie touroperatorom taką usługę, jakiej oni potrzebują!

Starasz się o pracę? Pomóż przyszłemu pracodawcy podjąć właściwą decyzję! Na naszych szkoleniach mówimy jak to zrobić. Podpowiadamy, uczymy, poddajemy sposoby. W interesie pracodawców! Dzięki temu będą mieli lepszych rezydentów!

Dobrych pracowników znajdziemy wśród młodych i wśród starszych. Jakość pracy i nastawienie do obowiązków zależą od różnych czynników. Z całą pewnością wiek niczego tu nie przesądza.

Rezydent biur podróży. Opis zawodu

O różnych aspektach pracy rezydentów pisałem już na tym blogu (zobacz tag: rezydent). Do tematu wracam ponieważ  nadal dostaję sporo pytań na ten temat. O to, kto może być rezydentem, o warunki zatrudnienia, wiek, itd. Często mylony jest rezydent z pilotem wycieczek. Kilka podstawowych zagadnień spróbuję omówić w tym tekście.

Polecam również program TVP, w którym opowiadamy o zawodzie rezydenta: media.

Rezydent czy pilot?

Rezydent to pracownik biura podróży, który przebywa w miejscowości do której przyjeżdżają turyści. Jest tam przynajmniej przez kilka miesięcy. Najczęściej biura podróży wymagają by były to minimum 3 miesiące. Szczyt sezonu letniego przypada od czerwca do końca września, dlatego do pracy rezydenta dość często angażowani są studenci. Ale lato w turystyce rozpoczyna się już w kwietniu i trwa do października, więc jeśli ktoś chce, to może pracować przez cały ten czas. Z mojego doświadczenia wynika, że łatwiej podpisać umowę na dłuższy okres. Taki wariant jest wygodniejszy dla pracodawcy. Są też kierunki gdzie rezydenci pracują cały rok, tak jest np. w Egipcie, Maroku czy Tunezji.

rezydent

W pracy rezydenta jest też czas na przyjemności

Rezydent nie jest pilotem wycieczek. Pilot jedzie z grupą i z nią wraca, a czasie wycieczki towarzyszy turystom niemal na każdym kroku. Zawsze jest pod ręką. Turyści witają się z pilotem przy śniadaniu, a żegnają dopiero po kolacji. I tak każdego dnia. Specyfika pracy rezydenta jest inna. Może być tak, że turyści w czasie czternastu dni wakacji zobaczą rezydenta tylko dwa razy. Gdy ich odbierze z lotniska i zakwateruje w hotelu, a następnie dopiero, gdy będzie się z nimi żegnał odwożąc na lotnisko. Wszystko to jest odbiciem różnych stylów turystyki. Pilot pracuje tam, gdzie dominują formy aktywne – najczęściej są to wycieczki objazdowe. Rezydent potrzebny jest w czasie wypoczynku pobytowego – tam, gdzie turyści leniwie spędzają czas na hotelowych plażach.

Nie o samą terminologie tu chodzi. Standardowy kurs pilota wycieczek nie przygotowuje do pracy rezydenta! Błąd popełniają biura, które od kandydatów na rezydentów wymagają legitymacji pilota!  (od 1 stycznia tego roku nie ma już państwowych egzaminów dla pilotów, a osoby pełniące funkcje pilota nie muszą mieć państwowych licencji, ponieważ takowe zostały zniesione).

Obowiązki rezydenta

Do zadań rezydenta należy opieka nad turystami. Odbiera turystów z lotniska, kwateruje w hotelu, udziela informacji na temat pobytu. Bywa, że sprzedaje też wycieczki fakultatywne. Szczególnie ważną rolę ma do spełnienie w sytuacjach awaryjnych. Rozwiązuje i łagodzi problemy, udziela pomocy, np. w kontaktach z miejscową służbą zdrowia. On odwozi klientów na lotnisko i żegna ich w imieniu biura podróży. W międzyczasie pełni dyżury w hotelach oraz jest w gotowości, pod telefonem, na wezwanie jeśli turyści potrzebują pomocy.

Kim są rezydenci?

To najczęściej ludzi młodzi, studenci – ponieważ szczyt sezonu pokrywa się z akademickimi wakacjami. Wcale nie wyklucza to z tej pracy osób starszych. Znam rezydentów, którzy spokojnie mogliby być rodzicami swoich młodszych kolegów po fachu. Zbyt młody wiek niekoniecznie musi być zaletą. Turyści chcą mieć zaufanie do swojego opiekuna.

Rezydent powinien cechować się odpornością na stres. To praca z ludźmi, a ci czasami są niezadowoleni, roszczeniowi, kłótliwi… Czasami maja rację. Potrzebna jest spora doza empatii. Dobrze sprawdzają się w tej pracy osoby łatwo nawiązujące kontakty, towarzyskie i sympatyczne. Trzeba być gotowym na pracę o różnych porach doby, często bez oczekiwanej możliwości wypoczynku. Bywa, że trzeba pracować dzień i noc, a przespać się można przez godzinę w fotelu na lotnisku czekając na nową grupę turystów. Nie można liczyć tu na nudę, zawsze coś się dzieje.

Przyda się wiedza z historii, geografii, polityki… Rezydent powinien nauczyć się danego kraju, jeszcze zanim do niego wyjedzie.  Turyści cenią rezydentów, którzy dużo wiedzą i potrafią opowiedzieć o tym w interesujący sposób. Trzeba ćwiczyć umiejętność wystąpień publicznych.

Zarobki

Zależą od umiejętności i doświadczenia rezydenta, kraju w którym pracuje oraz biura podróży. Różnice mogą być spore. Bezpiecznie można przyjąć, że to około 1 tys. euro miesięcznie, choć znam takich rezydentów, którzy zarabiają nawet dwa lub trzy razy tyle. Co ważne, pracodawca zapewnia również przelot, ubezpieczenie i zakwaterowanie.

Kurs przygotowujący do pracy rezydenta.

Rezydent to nie hiena

Na Onecie artykuł o turystyce w Egipcie. O tym, że kraj znowu robi się popularny. Szczerze powiedziawszy to nigdy nie przestał. Z prostego powodu. Nie ma konkurencji! Jest jedynym, blisko położonym, tanim, kierunkiem całorocznym.

 

Ale inna rzecz skłoniła mnie do napisania tego tekstu. Chodzi o wypowiedź internauty w jednym z komentarzy. Zacytuje niemal w całości:

 

Najbardziej na tym zarabiają tzw. „rezydenci” którzy obsługują polskie wycieczki. Szczególnie pierwszego dnia po przyjeździe do hotelu. Takich naiwną Polską wycieczkę, zanim cokolwiek zrozumie, łapie cwaniaczka Polka i wyciąga od nich zawyżone kwoty na wycieczkę do Kairu, Górę Synaj, objazd po Sharm el Sheik…. W ciągu roku taka rezydentka wyciąga od Polaczków wartość 3 – pokojowego mieszkania w Warszawie!!! Bez odprowadzenia podatku!!! Jednodniowa, ubezpieczona wycieczka do Kairu kosztuje około 40 – 50 $. Te polskie hieny biorą 80$. Czyli 30 – 40$ idzie do jej prywatnej kieszeni (od osoby). Objazd TAXI po Sharm el Sheik w 4 osoby kosztuje 3$ na osobę, ONA bierze po 10$ od osoby, czyli ma 7$ dla siebie !!!! Góra Synaj Kosztuje 15-35$ ona czyli rezydentka bierze 45$ różnica do jej kieszeni. I co jeszcze ciekawe – spróbujcie rozliczyć opiekunkę wycieczki z pobranej wpłaty dolarowej (około 150$) W życiu nie rozliczy. I tak się ten dla naiwnych biznes kręci….

 

Nie ma to, jak liczyć cudze pieniądze. Takie to proste. Tyle, że w tym przypadku, te wyliczenia są zupełnie oderwane od rzeczywistości. Nieprawdziwe. Zdumiewające, jak łatwo wydaje jednoznaczne opinie ktoś, kto nie ma zielonego pojęcia o temacie.

  

 

Szkoleniami rezydentów zajmuję się od lat. Moi absolwenci pracują chyba dla wszystkich większych polskich biur podróży. Bywa, że pomagam uzyskać im tę pracę. Znam warunki zatrudnienia i płace.

 

Ile tak naprawdę zarabiają rezydenci?

 

Ich pensja składa się z dwóch części. Pierwsza to stałe, miesięczne wynagrodzenie. W różnej kwocie, w zależności od kraju i biura podróży. Kwota wyjściowa to najczęściej około 500 USD. Bywa odrobinę mniej. Bywa sporo więcej. Druga część to prowizje od sprzedanych wycieczek fakultatywnych. I jak rozumiem, właśnie to najbardziej boli autora powyższego komentarza.

 

Żeby nie było żadnych niedomówień i dwuznaczności, turystom należy się jasna informacja. Uważam, że nie ma co udawać, że rezydenci takiej prowizji nie otrzymują. Oczywiście otrzymują, ale:

 

  • To nie jest ich prywatna inicjatywa! Obowiązek taki maja zapisany w umowie. Nawet jeśliby nie chcieli, to muszą. Wycieczki fakultatywne organizuje miejscowe biuro podróży. To ono, na zlecenie polskiego organizatora, obsługuje turystów. Odbiera ich z lotniska, rezerwuje hotele, zapewnia co trzeba. W zamian zarabia na wycieczkach fakultatywnych. Taki biznes. Rezydent jest tylko jednym z trybików systemu i nie ma prawa sprzedawać turystom czegokolwiek na własna rękę. Wszystko idzie przez biuro.
  • Prowizja płacona rezydentowi wynosi od 3 do 5 proc. Tylko w sporadycznych sytuacjach jest wyższa (maksymalna jaką znam to 8 proc). Zatem, np. wycieczka kosztuje 80 USD, to rezydent ma z tego 4 USD, a nie jak sądzi internauta 40! Każdy rezydent chciałby takie pieniądze, ale może o nich tylko pomarzyć.

 

Ile to w sumie daje? Szkoląc przyszłych rezydentów, mówię im, żeby nastawiali się na pensję około tysiąca euro miesięcznie. Bywa, że jest więcej. Trochę to zależy od klasy, doświadczenia, umiejętności. Trochę od szczęścia. Najlepsi wyciągają 2 tys. euro. Znany mi rekord, to 12 tys. złotych! Ale to wyjątki. Standard to około 4 tys. zł miesięcznie. Nieźle, ponieważ biuro zapewnia przelot w obie strony, ubezpieczenie i zakwaterowanie.

 

I co jeszcze ciekawe – jak pisze internauta –  spróbujcie rozliczyć opiekunkę wycieczki z pobranej wpłaty dolarowej (około 150$) W życiu nie rozliczy.


No cóż. Proszę być pewnym, że rezydenta czy pilota wycieczki, nazywanego tu „opiekunką”, z pieniędzy tych rozliczy biuro podróży. Są dwie metody postępowania. W pierwszej, całą kwotę dewizową, po zebraniu od turystów, pracownik przekazuje do biura. W drugiej, z pieniędzy tych płaci jakieś rachunki związane z wycieczką, np. bilety wstępów, napiwki według taryfikatora, wizy… Na wszystko musi mieć rachunki. Jeśli czegoś nie wyda, oddaje do biura. Mowy nie ma o tym, żeby były to pieniądze rezydenta (pilota)! No chyba, że internauta miał do czynienia z jakimś szemranym biurem, gdzie wszystko jest nielegalne i wątpliwe, od działania firmy, po pracę rezydenta.

Więcej na tym blogu:
Uśmiechnij się do rezydenta
Rezydent – opis zawodu

Jak zostać rezydentem biura podróży?

 

Odpowiedzialność ministerstwa

Temat uwolnienia zawodu pilota wycieczek pojawiał się już na moim blogu. Pisałem o tym np. tu Pilot bez licencji
 

Dla nas, aktywnych uczestników branży turystycznej, to istotne zagadnienie. Dziś chciałbym poruszyć kilka kontrowersyjnych kwestii.

 

Odpowiedzialność za zeszłoroczne zmiany

 

W ośrodku, który prowadzę właśnie kończymy kurs. Zaczęliśmy jesienią zeszłego roku. Nikt wtedy nie przypuszczał, że rząd tak szybko zajmie się deregulacją. Wręcz odwrotnie. Ministerstwo Sportu i Turystyki ledwie co (w marcu) zaostrzyło kryteria i wydłużyło kurs ze 120 na 150 godzin. Pod nadzorem urzędu marszałkowskiego musieliśmy zmienić wiele rzeczy, sporo papierkowej roboty. Nie byliśmy z tego zadowoleni. Ani my, ani kursanci, którzy musieli więcej zapłacić za szkolenie. Ale wszyscy musieliśmy to zaakceptować. Wydawało się, że to nowe rozwiązanie potrwa przynajmniej kilka lat. A tu cyk. Ni z gruszki, ni z pietruszki, obrót o 180 stopni. Od tak, pomysł Gowina, przekreśla całą cudowną twórczość ministerstwa sprzed roku!

 

Nie ma zmiłuj, będziemy konsekwentnie domagać się informacji kto w ministerstwie, rok temu, podjął decyzję o wydłużeniu kursu i kto za tym lobbował? Jak to uzasadniano? Albo żyjemy w państwie absurdu i można bezkarnie wyczyniać takie wariacje, albo jest to jednak kraj porządku legislacyjnego i za tak przedziwne decyzje trzeba ponosić odpowiedzialność. Do tablicy wzywam urzędników Ministerstwa Sportu i Turystyki. Niech się wytłumaczą kto im wmówił, że kurs 120-godzinny to za mało. Niech wyjaśnią, kto lobbował za przedziwnymi zmianami w ustawie i w idącym za nią rozporządzeniu. Na pierwszy rzut oka wygląda to na rozbój w biały dzień. Tak, jakby ministerstwo tworzyło porządek prawny pod dyktando konkretnego lobby. Wszystkie zmiany wprowadzone w 2011 r. były na korzyść bardzo wpływowego środowiska pilotów i przewodników, reprezentowanego np. przez Polską Federację Pilotażu i Przewodnictwa. Organizacja ta stanowczo występuje przeciwko deregulacji >>> 

 

Rezydent biur podróży

 

Z moich informacji wynika, że to pod wpływem tego lobby, z projektu ustawy wypadł bardzo rozsądny zapis określający funkcję rezydenta. By definicję rezydenta stworzyć, była i jest wyraźna potrzeba. Już chyba w tysiącach można liczyć osoby, które podejmują pracę w tym charakterze. Ale w polskim prawie turystycznym nie ma takiej funkcji! Ani słowa! Dlaczego? Ponieważ wspomnianemu lobby zależało, żeby rezydenta traktować tak samo jak pilota. Żeby było mętnie i niejasno. Dzięki temu udało się wmówić wielu biurom podróży, że od każdej osoby chcącej podjąć pracę rezydenta, trzeba wymagać licencji pilota!!! Dzięki temu pan Zygmunt Kruczek (czołowy obrońca licencji) ma większy ruch na kursach pilota i sprzedaje więcej egzemplarzy swojego „Kompendium pilota wycieczek”. Nie przesadzam nic a nic. Podręcznik ten jest lekturą obowiązkową na kursach oraz podstawą dla komisji w egzekwowaniu wiedzy  egzaminacyjnej! Chcesz zostać pilotem, musisz wkuć na pamięć „Kompendium”. Tak jest od lat (publikacja ma już 11 wydań). Dlaczego? Ponieważ to bardzo wygodne rozwiązanie. Dla wszystkich, dla organizatorów szkoleń, dla wykładowców, dla kursantów i dla komisji egzaminacyjnych.

 

Tyle, że w ten sposób, licencje pilota otrzymują osoby słabo do wykonywania tej roli przygotowane!

 

Szczegółową analiza książki znajduje się tu: „Kruczek na pilotów”.  Podręcznik ten zawiera wiele błędów. Bardzo poważnych, wręcz dyskwalifikujących. Co samo w sobie, w dużym stopniu, świadczy o jakości argumentu, podnoszonego przez część środowisk pilockich, iż tylko ukończony kurs i zdany egzamin, są gwarancją właściwego przygotowania do pracy.

 

Niestety nie ma racji autor bloga „akcja wolne przewodnictwo”,  pisząc, że rezydent jest zawodem wolnym. Ci, którym na tym zależało, postarali się żeby nie był.

 

Właśnie dlatego popieram pomysł deregulacji. Mimo, że mam uwagi i obiekcje. Mimo, że mam świadomość, iż propozycja ministra Gowina w pewnym stopniu jest kolejną polityczną zagrywką. Popieram, ponieważ dotychczasowy wspólny twór urzędników od turystyki i żerującego na nim loby, jest mocno przeregulowany. Zaszli zbyt daleko. W takiej sytuacji nie zostaje nic innego, jak to uciąć.

 

Tu znajdziecie moją wypowiedź dla najnowszego numeru „Rynku Turystycznego” >>>. Jest tam też opinia Marka Śliwki, właściciela znanego biura podróży.

To jest właściwy kierunek! O konsekwencje zmian należy pytać touroperatorów. To oni zatrudniają pilotów i to oni odpowiadają przed turystami za jakość usług. Tak naprawdę liczy się ich zdanie, a nie histeryczne wynurzenia pilotów oraz zagrożonych utratą dochodów właścicieli firm prowadzących szkolenia i wydawnictw publikujących podręczniki.

Dlatego też z satysfakcją odnotowałem stanowisko Polskiej Izby Turystyki, która w komunikacie zamieszczonym na swojej stronie ogłasza, m.in., że „w gospodarce wolnorynkowej to przedsiębiorca winien decydować kogo zatrudnić do obsługi swoich klientów …” >>>

Czy rezydent też zbankrutował?

Rzecz dotyczy plajty biura podróży. Na jednym z forów internetowych znalazłem taką oto wypowiedź poszkodowanego turysty:

 

Pani (podkreślam REZYDENTKA – nasza rodaczka) nie pofatygowała się również udzielić nam jakichkolwiek informacji dot. zaistniałej sytuacji jak również możliwości powrotu do kraju – jak tchórz podrzuciła pod drzwi kartki z informacją o bankructwie Selectoursa a dzwoniącym do niej turystom mówiła że skoro biuro upadło ona nie jest już jego pracownikiem! >>>

 

Rozumiem rozgoryczenie turysty. Również tym, że rezydentce nie wystarczyło odwagi by osobiście poinformować klientów o tym, co się stało. Ale popatrzmy też na to z innej strony.

 

·  Możliwe, że rezydent znalazł się w takiej samej sytuacji jak turyści. Zostanie wyrzucony (a może już został) ze służbowego mieszkania. Biuro nie zapłaci za jego powrót do kraju. Co więcej, nie zapłaci też za ostatni okres pracy!

·  Biuro przestało funkcjonować, więc rzeczywiście rezydent nie jest już jego pracownikiem, i tak na dobrą, sprawę nie musi już nic robić. To już jego dobrą wolą jest czy pomoże w czymkolwiek turystom. Dobrze by było aby tę wolę miał. Mimo niewesołej sytuacji, w jakiej sam się znalazł.

 

Bezcenna może okazać się pomoc rezydenta udzielona polskiej ambasadzie i Urzędowi Marszałkowskiemu pośpiesznie organizującemu powrót turystów do kraju. W przypadku Selectoursa właściciele biura współpracowali z urzędem informując o liczbie i miejscu przebywania ich klientów. Ale już w zeszłym roku, po upadku biura podróży Kopernik nic nie było wiadomo. Urząd Marszałkowski nie wiedział gdzie są klienci biura i ilu ich jest. W takim przypadku jedynym źródłem wiarygodnych informacji mogą być rezydenci. Mogą też być pierwszymi osobami, które zajmą się koordynowaniem działań na miejscu. Przynajmniej do czasu kiedy dojedzie ktoś z ambasady. Ale to polskie władze (konsulat czy organizujący wszystko Urząd Marszałkowski) powinny zwrócić się z taką prośbą do rezydentów. Jeśli mają coś robić, to w imieniu podmiotów działających, a nie biura, które upadło i którego już po prostu nie ma!

Więcej artykułów na temat rezydentów biur podróży.

Zakazane pamiątki z wakacji

Poproszono mnie o wypowiedź dla TVP na temat niedozwolonych pamiątek z wakacji. Sprawa zrobiła się medialna po nagłośnieniu jej przez Beatę Pawlikowską. Portale internetowe donosiły, że znana podróżniczka została „zatrzymana” na lotnisku. Zdjęcia pokazywały ją w otoczeniu celników. To taka mała inscenizacja, zrobiona po to by zwrócić uwagę na trwającą właśnie akcję organizacji ekologicznej WWF „Pamiątka, która nie krzywdzi”. Pawlikowska prezentowała zarekwirowane turystom przedmioty, zniechęcając do ich kupowania i przywożenia.

 

Czy jest to rzeczywisty problem? Oczywiście tak! Według WWF aż 30 tys. gatunków roślin i zwierząt, zagrożonych jest wymarciem właśnie z powodu nielegalnego handlu pamiątkami!

 

Dalekie, egzotyczne podróże to okazja by przywieźć wiele kuszących rzeczy. Głównie są to wyroby z kości słoniowej, skór węży i krokodyli, ptasich piór oraz skorupy żółwi. Zdarzają się też żywe okazy, roślin i zwierząt. Pamiętam jak kiedyś Wojciech Cejrowski oburzał się na prawo zakazujące wwozu na teren Europy takich pamiątek. Na pierwszy rzut oka jego argumentacja wyglądała nawet rozsądnie. Przecież jeśli w Amazonii upoluje żółwia i go zje (rzecz tam powszednia i legalna), to dlaczego nie można skorupy przywieźć do Polski? Absurdalne? Nie, ponieważ siła nabywcza turystów z bogatszej części świata jest tak duża, że mieszkańcy biednych rejonów wyłapaliby wszystko co się tylko rusza by zarobić. Siła życia i chęć bogacenia się zawsze zwyciężą z hasłem ochrony (zagrożonych gatunków, zabytków, czy czegokolwiek innego). Uboższe kraje, często nie są w stanie tego kontrolować. Jedynym skutecznym sposobem jest zlikwidowanie popytu. Stąd kontrole na granicach i wysokie kary.

 

Znacznie bliżej problem nielegalnych pamiątek również występuje. I to na skalę masową. Mam na myśli Egipt i kwestię koralowców oraz muszli. Egipskie prawo zakazuje ich wywozu, ale różnie jest egzekwowane. W Hurghadzie słabiej (dlatego rafy tam są bardziej zniszczone) w Sharmie mocniej – tu na lotnisku rzeczywiście sprawdzają bagaże pod tym kątem. Jak to wygląda w praktyce? Rezydent odwozi turystów na lotnisko. W trakcie drogi przypomina o zakazie wywożenia raf i informuje, że średni mandat wynosi 500 USD, ale bywają też kary znacznie bardziej dotkliwe. Podpowiada, że ostatni moment by się pozbyć problemu to parking przed lotniskiem. Co się wtedy dzieje? Niemal w każdym autokarze ktoś z turystów otwiera walizkę i szuka dobrze ukrytego w ubraniach kawałka rafy czy muszli, a następnie wyrzuca go do kosza. W ten sposób kończy ogromna ilość zakazanych pamiątek. W ostateczności, do niczego się nie przydają i lądują na śmietniku. A szkody odwrócić się już nie da. Z powrotem tego kawałka do rafy nikt już nie przyklei.

 

Dlatego tak ważna jest informacja. Po to, by turyści wyjeżdżając na wakacje wiedzieli jak sprawy wyglądają. Aby nie kupowali od miejscowych pamiątek niedozwolonych. Żeby nie napędzali popytu na takie rzeczy. No i po to, by sami uniknęli kłopotów. 500 USD kary na lotnisku w Egipcie to nic w porównaniu z problemami jakie można mieć w Polsce. Tego lata na lotnisku w Rzeszowie zatrzymano panią, która w bagażu miała koralowce. Tłumaczyła, że nie wiedziała iż jest to zabronione. Sprawę przekazano policji. Grozi jej 5 lat pozbawienia wolności.
……………………………

Dużą rolę mogą tu odegrać rezydenci oraz piloci wycieczek. To oni, od pierwszego spotkania z turystami powinni informować o zakazach. Na samym początku wycieczki, żeby nikt nie miał pokusy kupowania takich pamiątek.


Autorskie biuro podróży Krzysztof Matys Travel

Uśmiechnij się do rezydenta!

Sezon w pełni. Jak co roku, wielu z nas wybiera słoneczny wypoczynek w którymś z ciepłych krajów. Osobą, która przywita nas na lotnisku i będzie dbała o cały nasz pobyt jest rezydent. Od niego, w dużym stopniu, zależy czy będą to udane wakacje.

   

Prawdy i mity

 

Niejeden turysta, po powrocie, skarży się na jakość pracy rezydentów. Oczywiście, bywa różnie, są lepsi i gorsi rezydenci. W tekście tym, w żadnym wypadku nie chcę brać w obronę wszystkich pracujących w tym zawodzie. Od czasu kiedy zajmuję się szkoleniem rezydentów, otrzymuję wiele opinii na temat ich pracy (i zachowania po pracy – ale o tym opowiem przy innej okazji). Bywa, że sam jeżdżę i oceniam. Do tego dochodzą jeszcze opinie klientów naszego biura. Stąd wiem, że bywa różnie.

 

Niemniej uważam, że obiegowa opinia na temat rezydentów jest krzywdząca. Skąd się to bierze? Myślę, że przyczyn jest kilka. Być może niektórzy zazdroszczą rezydentom. Bo to przecież taka super praca! A właściwie coś jakby praca. Raczej wakacje. Mieszkają w ciepłych krajach, w dobrych hotelach, miło spędzają czas i jeszcze im za to płacą. Żyć nie umierać! Zgadzam się! Tak właśnie jest. Ale z jednym zastrzeżeniem. Jest to PRACA. Trudna i wymagająca profesjonalnych umiejętności. I na pewno, nie dla każdego!

 

Jeśli ktoś potrafi ja wykonywać, to nie tylko da sobie radę i zarobi całkiem przyzwoite pieniądze, ale też miło spędzi czas i rzeczywiście skorzysta z atrakcji kurortu, w którym przebywa. Jeśli nie ma profesjonalnych umiejętności (a to się niestety zdarza), zyska tylko nienawiść turystów i obciążenie ogromnym stresem. Pisałem już o tym na blogu: Rezydenci biur podróży.

 

Drugim powodem, dla którego niektórzy klienci źle oceniają pracę rezydentów, jest – tak naprawdę – nieznajomość specyfiki tego zawodu. Turysta widzi rezydenta tylko przez chwilę i na tej podstawie wyciąga wniosek, że rezydent pracuje właśnie taką chwilę. Zapomina, że rezydent ma pod opieką nawet kilkuset klientów w kilkunastu hotelach. Do tego transfery, lotniska, wycieczki i sytuacje awaryjne typu lekarz, szpital, zgubiony paszport, itd. Bywa, że całymi tygodniami nie ma ani jednego dnia wolnego. Śpi po parę godzin na dobę, często w autokarze albo na krześle na lotnisku.

 

Trzeci to sprzedaż wycieczek fakultatywnych. Ileż razy to słyszałem od osób wracających z wakacji. „Wiesz, ale ten rezydent to kombinator. Sprzedawał wycieczki po 50 dolarów, a w biurze na ulicy ta sama wycieczka była za 35 dolarów. Zobacz ile zarabiał na jednej osobie. A na całym autokarze? I tak parę razy w tygodniu”. A jak jest naprawdę? Rezydent ma obowiązek sprzedawać wycieczki, które oferuje zatrudniające go biuro. Nie ma wyboru, musi to robić. Biuro płaci mu za to. Ile? Najczęściej 5 proc. choć bywa, że mniej. Przy dużej sprzedaży są to wymierne pieniądze, ale nie takie, o jakich często myślą turyści.

 

Kiedy ktoś jest złym rezydentem

 

Poza wspominanym wyżej brakiem profesjonalnych umiejętności koniecznie trzeba powiedzieć o znużeniu. Praca jest wymagająca i psychicznie obciążająca. Jeśli nie ma potrzebnego odpoczynku i odskoczni, to pojawia się zmęczenie. Rezydent zaczyna unikać turystów, izoluje się i ucieka. Zmusza się do pracy. W bezpośrednim kontakcie z ludźmi, w takiej specyficznej branży, to nie może przynieść pozytywnych efektów. Sam miałem taki moment. Po dwóch latach pracy niemal non stop, doszedłem do etapu kiedy klienci przestali mnie interesować, kiedy nie miałem z tego już żadnej przyjemności. Nie pozostało nic innego jak zrezygnować. I zostawiłem tę pracę na ponad pół roku. Odpocząłem i mogłem wrócić.

 

Znam rezydentów (ale też pilotów i przewodników), którzy stojąc przed turystami i mówiąc do nich, wkładają okulary przeciwsłoneczne i zamykają oczy! Przewodnik opowiada, gestykuluje, ale ma zamknięte oczy! Dlaczego? Bo nie da rady już patrzeć na turystów. Straszne? Oczywiście. Zanim zacznie mówić już jest wściekły i spięty bo wie, że pojawią się te same, co zawsze pytania. Znużony przewodnik nazwie je „głupimi”.

 

Ale zanim gremialnie potępimy takie zachowanie, zastanówmy się czy sami nie mamy podobnych stanów w swojej pracy. Czy nam nigdy nie zdarzyło się coś takiego. Jeśli tak o tym pomyślimy, to może dojdziemy do wniosku, że lepiej uśmiechnąć się do rezydenta. Do czego uprzejmie namawiam.

Więcej artykułów na temat zawodu rezydenta biur podróży.

PS

Wdzięczny też będę za wszystkie opinie i uwagi na ten temat. Cenne będą głosy turystów i rezydentów.

Kurs rezydentów biur podróży

 

Rezydenci, cz. 2

Dziękuję za wszystkie komentarze do poprzedniego postu o rezydentach biur podróży. Otrzymałem też sporo maili. Postaram się w tym tekście odpowiedzieć na Wasze uwagi i pytania. No może z wyjątkiem tych obraźliwych. Te sobie daruję.

 

Fakty i mity

 

Absolwenci prowadzonego przeze mnie kursu rezydentów wiedzą jaki mam stosunek do tego zawodu. Uważam, że jest to praca ciężka i bardzo wymagająca. Paradoksalnie, dość często, turyści mają zupełnie inne wrażenie. Wydaje im się, że rezydent jest na wakacjach i dobrze się bawi. Włoski na żel i lanserskie okularki. Miły tylko wtedy, kiedy chce sprzedać wycieczki fakultatywne. Poza tym wybiera tych turystów, którzy go interesują, z nimi spędza czas, pozostałych ignoruje. W ogóle go nie widać. Pokazał się tylko na pierwszym spotkaniu. Skąd takie opinie?

 

To kluczowe pytanie. Wiem, że bardzo często winni są sami rezydenci. Również ci, którzy starają się pracować jak najlepiej. Dlaczego? Zawodzi komunikacja. Turyści nie do końca wiedzą na czym polega praca rezydentów. Rezydenci natomiast nie chcą, nie mogą, bądź nie potrafią, o tym powiedzieć. Dlatego postaram się zrobić to teraz.

 

  1. Ciężka praca. Oczywiście, taka bywa. Mój rekord to siedem tygodni bez chociażby jednego dnia przerwy! Siedem tygodni niemal non stop. Pracowałem wtedy na wycieczkach objazdowych. Z grupą od śniadania do kolacji. Przez cały dzień zwiedzanie, opowiadanie, spotkania i rozmowy. Do tego nocne transfery, przejazdy. I nieważne, czy to drugi, czwarty czy siódmy taki tydzień. Każda grupa ma prawo czuć się jak ta pierwsza, jedyna, wyjątkowa.
  2. Zdarza się, że rezydenci nie mają czasu dla wszystkich. Po prostu biuro zatrudniło za mało osób. Nie są w stanie być wszędzie tam, gdzie powinni. Dlatego trafiają się takie niedopuszczalne sytuacje, jak brak rezydenta na lotnisku, gdzie turystów odbiera i wiezie do hotelu mówiący po angielsku pracownik miejscowego biura lub nawet tylko kierowca!
  3. Trudne sytuacje. Powstają z wielu powodów, niektóre z nich prowokują swoim niewłaściwym zachowaniem sami rezydenci. Ale są też takie, których w żadnej mierze nie możemy im przypisać. Zmiany hoteli, standard obiektu dużo niższy niż wynikałoby to z opisu w katalogu, zmiany programowe, odwołany samolot…. Kto obrywa od niezadowolonych turystów? Oczywiście rezydent. Przez lata obserwowałem różnice w zachowaniu. Część osób piekli się i atakuje rezydenta. Zamieniają urlop w małą wojenkę. Część natomiast stara się uratować z wakacji tyle, ile można. Próbuje nie psuć sobie humoru. Ci nie krzyczą, nie atakują. Korzystają z urlopu, a ewentualne reklamacje zgłaszają do organizatora po powrocie do Polski. Po prostu potrafią być turystami. To też jest sztuka.
  4. No i oczywiście słynne prowizje. Temat tabu w rozmowach między rezydentami, a ich klientami. Trochę zamieciony pod dywan, ukrywany w oficjalnych rozmowach. Turyści oczywiście wiedzą, że sprzedający wycieczki na tym zarabiają. Ale gdyby wiedzieli całą prawdę, może nie byłoby problemu? Zatem:

a)      Prowizja wynosi najczęściej od 3 do 5 proc., a nie 15, 20 czy 30, jak to wielokrotnie słyszałem. Po prostu pytałem turystów o to. Jak sądzą, ile na tym rezydent zarabia. Chyba ani razu nie padła odpowiedź, że poniżej 10 proc. Może właśnie to wyobrażenie o „łatwych i dużych” pieniądzach, u części turystów wywołuje coś w rodzaju zawiści i niechęci do rezydenta.

b)      Z moich rozmów z turystami wynika, że niektórzy mają następujące wyobrażenie: Rezydent to taki handlarz, sam organizuje albo kupuje w jakimś biurze wycieczki, a nam sprzedaje znacznie drożej. Nic podobnego! W ramach umowy o pracę, rezydent ma obowiązek sprzedawać wycieczki, organizowane przez jego biuro i po cenach ustalonych przez biuro. Nic na własną rękę!

 

W mailach było wiele pytań o to jak zostać rezydentem. Piszą osoby początkujące, ale również posiadający legitymację pilota, którzy mimo licencji, nigdy nie mieli żadnej oferty pracy. No cóż, sam kurs pilota raczej nie wystarczy. Trzeba mieć jeszcze inne atuty. Na przykład znajomość kraju albo znajomości w biurze. Taka jest brutalna rzeczywistość. Dlatego na naszym kursie pilota robimy więcej niż wymaga tego ustawa, na przykład są spotkania z pracodawcami. Dlatego kilka lat temu stworzyłem kurs rezydentów biur podróży. Dzięki temu szkoleniu wiele początkujących osób weszło w ten zawód. Na te i inne pytania (ile zarabia rezydent, co dokładnie należy do jego obowiązków, itd.) znajdziecie odpowiedź tutaj.


Jak zawsze czekam na Wasze opinie i komentarze.

 

Polecam też: Pilot, rezydent i pracownik biura podróży.

Rezydenci biur podróży

Choć w Polsce jeszcze śnieg, to w biurach podróży prace nad sezonem „lato 2010” już w pełni. Obejmują również kompletowanie kadry. Trwa rekrutacja na stanowiska rezydentów. Branża turystyczna już zapomniała o kryzysie, oferty sprzedają się na pniu, więc i zapotrzebowanie na pracę rezydentów jest duże.

   

Rezydent to osoba, która przywita nas na lotnisku, zawiezie i zakwateruje w hotelu oraz będzie dbała o cały nasz pobyt. To właśnie od niego, w dużym stopniu, zależy czy wakacyjny wyjazd uznamy za udany. A właściwie to powinienem napisać, że „od niej”, ponieważ jest to profesja sfeminizowana jak mało która.

 

Rezydent na cenzurowanym

 

Wielu turystów, po powrocie, skarży się właśnie na rezydentów. Że rezydent nie zadbał tak jak trzeba, że nie pomógł, że w ogóle się nie pokazał, że był niemiły, itd. Standardem jest już obiegowa opinia, że interesuje ich wyłącznie sprzedaż wycieczek fakultatywnych.

 

Sporo można by powiedzieć o jakości pracy. Rzeczywiście jest tak, że niektóre osoby nigdy nie powinny zajmować się tym zawodem. Nie pasują tu z powodu cech charakteru, niewłaściwego nastawienia do pracy czy elementarnych braków w wykształceniu ogólnym. Uważam, że to ostatnie jest bardzo ważne. To niezwykłe, ale zdarza się, że rezydenci mają nikłe pojęcie o kraju, w którym pracują! Są tacy, którzy przeczytali tylko turystyczny przewodnik, i to, zapewne, nie w całości.

 

Studenci, pracujący jako rezydenci przynoszą czasami niewygórowane standardy językowe właściwym młodym ludziom. Śmialiśmy się ze sformułowań typu: „Chajtać się”. Używając takiego języka rezydentka opowiadała turystom o zwyczajach małżeńskich w Turcji.

 

Zobacz też: Uśmiechnij się do rezydenta.

 

Decydująca jest umiejętność wykonywania konkretnych czynności i zadań rezydenta. A nawet z tym, a może przede wszystkim z tym, często bywa krucho. Dlaczego? Ponieważ do niedawna nikt rezydentów nie uczył! Nie było takich kursów, zajęć przygotowujących. Wszyscy, dziś doświadczeni, pracujący od lat specjaliści, to samoucy! Teraz są już fachowcami. Ale jak zaczynali, ile było błędów, wpadek, niezadowolonych turystów? W niektórych biurach panowało przekonanie, że to prosta praca i nie ma czego uczyć. Rozmawiałem o tym wielokrotnie z odpowiadającymi za rezydentów menadżerami.

 

Kolejnym powodem jest mityczna wiara w wartość licencji pilota wycieczek. Kursy pilotów robione są zgodnie z wymogami ustawy, a ta nie przewiduje w ogóle funkcji rezydenta! W szkoleniu pilotów najwięcej jest o Polsce, nieco o krajach sąsiedzkich, troszeczkę o Europie (zabytki stolic europejskich). Tymczasem rezydenci pracują głównie w Turcji, Tunezji i Egipcie! A w Europie w kurortach, a nie w stolicach. W efekcie tego wszystkiego, osoba tylko z legitymacją pilota, najczęściej nie ma zielonego pojęcia o pracy rezydenta. Skutki są łatwe do przewidzenia.

 

Mam za sobą lata doświadczeń w tym zawodzie. Setki przeszkolonych osób, które dzięki temu otrzymały pracę. Bogatszy jestem teraz o analizy jakości pracy „moich” Absolwentów.

 

A teraz, może nieco żartobliwie, o tym, co przytrafia się rezydentom:

 

  1. Dziewczynom problemy sercowe. Zakochują się w Turkach, Grekach, Egipcjanach, etc. Stąd dylematy tupu wracać czy nie wracać. Zdarzało mi się, że dzwoniły do mnie mamy z prośbą o poradę, o pomoc. No cóż, dla rodziców to może być spore wyzwanie.
  2. Rozleniwienie i przyzwyczajenie do łatwego, nienormowanego godzinami, czasu pracy i rytmu życia. Bywa, że można spać do południa, opalać się, pływać, bawić, a pracować gdzieś między tymi atrakcyjnymi wydarzeniami. Niektórym ciężko później wrócić do szarej polskiej rzeczywistości.
  3. Na tej samej zasadzie, przyzwyczajenie do łatwo zarabianych pieniędzy. Znam osoby, które kilka razy bez powodzenia próbowały zerwać z tym zawodem i zacząć jakąś „normalną” pracę w kraju.
  4. Alkoholizm. Ale to tym pracującym całymi latami (może zbyt długo). Tym, którzy nie potrafią inaczej radzić sobie ze stresem, rozłąką, samotnością. Tym, którzy nie potrafią odmawiać miłym i gościnnym turystom. Na wakacjach, jak to na wakacjach, wielu chce coś wypić z rezydentem; jedni kawę, inni coś innego. Moja rada: trzeba uważać, wszystko co przyjemne łatwo wciąga.
  5. Rutyna. Jak w każdym zawodzie. Ale tu szczególnie uwierająca. O dziwo, największymi rutyniarzami często są początkujący rezydenci. Po kilku tygodniach, góra miesiącu pracy uważają, iż wiedzą już tak dużo, że mogą sobie pozwolić na pouczanie turystów czy komentowanie ich wypowiedzi.
  6. Znużenie. Kilka dni temu opowiadał mi kolega wrażenia ze spotkania z koleżankami. Niezadowolone z pracy, sfrustrowane, ziejące niechęcią do miejsca w którym pracują. No cóż, każdy z nas jako turysta chciałby trafić na takich właśnie rezydentów.

Macie własne doświadczenia, uwagi, opinie? Zapraszam do wypowiedzi. Zobacz też: Rezydent to nie hiena oraz Pilot, rezydent i pracownik biura podróży.

 

Strona 1 z 2

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén