Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: etiopia (Strona 1 z 2)

Pieniądze, cz.2: Etiopia, Mołdawia, Japonia, Naddniestrze…

Wyjątkowymi pieniędzmi posługujemy się w Naddniestrzu. Plastikowe monety. Wprowadzono je niedawno. W obiegu są jeszcze poprzednie, metalowe, bardziej cenione przez miejscowych. Do tych z plastiku jakoś nie mają zbyt dużego zaufania. Tyraspol, stolica nieuznawanej republiki. Kupujemy owoce i kwas chlebowy. Sprzedawczyni na straganie z chęcią wymienia wszystkie plastiki jakie ma na dźwięczące blaszki. Mówi, że tych nowych nie lubi, że pieniądze nie powinny tak wyglądać. Podobne są do żetonów. Różne kształty. Jedynka jest okrągła, trzy ruble to kwadrat z zaokrąglonymi rogami, piątka to pięciokąt. Moneta dziesięciorublowa ma aż sześć boków. Bardziej przypominają zabawki czy też może elementy gry planszowej. Nawet przedstawione na nich postacie jakoś tracą na powadze. A przecież to twarze, które kojarzą się serio, nawet bardzo. Potiomkin, Suworow, Katarzyna II. Rosjanie, zaadaptowani na miejscowych bohaterów. W drugiej połowie osiemnastego wieku kładli podwaliny pod to, co dziś nazywamy Naddniestrzem. Przyłączyli ten obszar do imperium carów, przesądzając już wtedy o jego dalszych losach.

Naddniestrzańskie plastikowe monety

Naddniestrzańskie plastikowe monety

Przy okazji przypomina mi się historia z 2004 roku, kiedy to ukraińscy celnicy zatrzymali ciężarówkę, którą przewożono naddniestrzańskie monety wybite przez Mennicę Polską. Wybuchł mały skandal, bowiem separatystyczne Naddniestrze formalnie nie istnieje, a terytorium to zgodnie z prawem międzynarodowym należy do Mołdawii. Takie organizmy nazywa się pseudo lub parapaństwami i obkłada całym systemem obostrzeń – wśród nich są również te natury gospodarczej. Było więc wstyd przed rządem w Kiszyniowie, któremu ukraińscy celnicy przekazali nielegalny transport. Zarząd Mennicy Polskiej tłumaczył się wtedy, że nie produkował pieniędzy, ale właśnie „żetony”, mimo tego, że były to zupełnie normalne, metalowe monety.

Teren Naddniestrza jest jednym z tych obszarów, gdzie nie przydadzą się nam karty, ani płatnicze, ani kredytowe. Nie działają tam. Żaden polski, niemiecki, francuski czy amerykański bank nie może współpracować z partnerami z nieuznawanego kraju. Tak więc tylko gotówka. Choć w tym szczególnym przypadku może być plastikowa.

Wycieczka Mołdawia i Naddniestrze

Etiopia. Kiedyś jeździłem tam z wycieczkami. Były to czasy, gdy do Addis Abeby docierały nieliczne grupy turystów. W podróży na południe ważne były niskie nominały. Każdy chciał mieć ich pokaźny pakiet. Przynajmniej sto, a jeszcze lepiej dwieście lub trzysta banknotów. Był to niezbędny składnik wyprawy w okolice doliny Omo. Jeździło się tam, żeby zobaczyć ostatnie naturalnie żyjące plemiona Afryki. Najmocniej przyciągali Mursi, słynni z glinianych krążków zdobiących usta kobiet. Odwiedzaliśmy też wsie zamieszkałe przez plemiona Hamer, Konso, Ari i Banna.

Etiopia. 1 birr

Etiopia. 1 birr

Najwięcej pieniędzy wydawaliśmy wśród Mursich. Tam każdy chciał, by go fotografować. Byli natarczywi, wręcz żądali, by robić im zdjęcia. Odpłatnie oczywiście. Kosztowało to 2 birry za zdjęcie. Każdej osobie. Jeśli więc przypadkowo w kadr weszło pięć osób, to trzeba było wypłacić 10. Tyle, że jeden banknot o nominale 10 birrów nie rozwiązywał sprawy. Trzeba było podzielić sprawiedliwie, każdemu po 2 pieniążki. Nie sposób było tego unikać! Jeśli już się tam przyjechało, to trzeba było wziąć udział  w tym szaleństwie. W trakcie spotkań z turystami Mursi nauczyli się sprawdzać jaka fotografia została zrobiona! Mężczyźni są tam wielcy i silni. Bez ceregieli brali nasze aparaty i na monitorach oglądali fotografie. Nie próbowaliśmy się opierać. Co drugi na ramieniu miał kałasznikowa, a przy pasku nóż. Nad porządkiem w rachunkach czuwała staruszka siedząca na dachu jednej z chatek. Z góry wszystko widziała i skrupulatnie liczyła. Efekt był taki, że po godzinnym pobycie zostawaliśmy bez grosza. Z fotograficznego szału wyrywała nas nie kończąca się właśnie klisza fotograficzna czy rozładowane baterie, ale brak pieniędzy o niskich nominałach. Jednym z obowiązkowych punktów podróży po południowej Etiopii były więc banki. Nieduże, lokalne, w małych miasteczkach. Raz zdarzyło się nam pobrać z takiej placówki wszystkie banknoty o nominale jednego birra. Żartowaliśmy wtedy, że rozbiliśmy bank.

Na wszystkich banknotach mołdawskich jest Stefan Wielki

Na wszystkich banknotach mołdawskich jest Stefan Wielki

Jedna z największych niespodzianek? Japonia. A dokładniej fakt, że ciężko wymienić tam dolary na jeny, że można dokonać tego tylko w nielicznych punktach, że trzeba wypisywać kwity podając pełne dane paszportowe, i że jest limit wymiany na jedną osobę. Czegoś takiego prędzej spodziewałbym się w Iranie czy Rosji, ale nie tam! Wybrałem się do Japonii zupełnie nieprzygotowany, jako turysta, bez choćby elementarnej wiedzy. Głupio, ale dzięki temu przekonałem się na własnej skórze, jak bardzo wyobrażenie może rozmijać się z rzeczywistością.

Świat jest różnorodny. W przypadku pieniędzy rzecz dotyczy nie tylko w kwestii nazewnictwa i form graficznych. Zaskoczyć może nas znacznie więcej. Coś, do czego przywykliśmy w krajach dotychczas odwiedzanych wcale nie musi potwierdzić się w kolejnym. Na podstawie doświadczeń z podróży za oczywiste uznajemy rady, by na lotnisku nie wymieniać, że kurs tam jest bardzo niekorzystny. Tymczasem, są miejsca, gdzie reguła ta nie ma zastosowania. Na przykład w Gruzji. Po przylocie do Tbilisi zamieniam dolary na miejscową walutę. Kurs jest taki, jak w każdym innym miejscu.

Nepalskie rupie z nosorożcem

Nepalskie rupie z nosorożcem

W pieniądzach kryje się wiele znaczeń. Można je analizować na różnych płaszczyznach. Istotne jest choćby to, co na nich przedstawiono. Kraje dają to, co mają najlepszego. Zasłużone postaci i wyjątkowe zabytki. Zdarza się, że krajobrazy, a nawet zwierzęta. Na nepalskich rupiach są nosorożce, jaki, słonie i tygrysy. Zresztą zwierzęta często pojawiają się na banknotach różnych krajów. Nosorożce zdobią papierowe pieniądze również w Indiach, RPA, Mozambiku, Tanzanii, Sudanie, Indonezji i zapewne jeszcze w kilku innych krajach, których nie odnotowałem.

Na białoruskich rublach nie ma postaci. Kraj jest młody, bez większych państwowych tradycji, brakuje więc bohaterów, władców, wielkich i znanych na świecie artystów. Na pierwszych banknotach, obowiązujących w latach 1992 – 1999, były zwierzęta, od zająca po żubra, stąd powszechnie zwane były zajczykami. Po denominacji w 2000 r. pojawiły się nowe ruble, przedstawiające budynki, współczesne i zabytkowe, wśród nich zamki w Mirze i Nieświeżu. Aktualnie obowiązujące banknoty (te podobne do euro) wykorzystują te same motywy, zobacz poprzedni artykuł: Pieniądze. Białoruś, Kuba, Uzbekistan…

Białoruskie "zajczyki"

Białoruskie „zajczyki”

Za to na banknotach mołdawskich króluje Stefan Wielki. Na wszystkich! Od jednego do tysiąca lei (skrót międzynarodowy: MDL). W sumie na dziesięciu nominałach. Na każdym ta sama postać. Jest taki mołdawski dowcip opowiadany turystom. Jak sprawdzić czy nie wciśnięto nam podrobionych pieniędzy? Trzeba chwycić banknot za koniuszek i mocno potrząsnąć. Jeśli Stefanowi korona z głowy nie spadnie, to pieniądz jest prawdziwy.

Myślę, że w szczególnych przypadkach, w sposobie traktowania banknotów odzwierciedla się stosunek do materii jako takiej. W niektórych krajach, np. w Indiach czy Egipcie, na porządku dziennym są pieniądze zniszczone, pomięte, naderwane, a przede wszystkim niemiłosiernie brudne. Z trudnością dostrzegamy w nich jakąkolwiek wartość. Wschód – powiemy i pomyślimy od razu, że to wiele wyjaśnia. Ale na tym samym Wschodzie jest przecież Japonia, w której brudne i zniszczone banknoty są nie do pomyślenia. Tak, pieniądze to coś znacznie więcej, niż prosty środek płatniczy. W papierkach tych, i w stosunku do nich, odbija się lokalna tradycja, kultura, uwarunkowania społeczne i polityczne. Podróżujący, którzy chcą poznać kraj bardziej, niż jest to przewidziane założeniami standardowej wycieczki, mają tu spory obszar do eksploatacji.

Wycieczki dla koneserów

Etiopia. Największe atrakcje

Listopad i grudzień to miesiące, który kojarzą się z Etiopią. Kilka lat z rzędu o tej porze roku jeździłem właśnie tam. Jesień to najlepszy moment. Skończyła się pora deszczowa i na drogach jest sucho, co w przypadku tego kraju ma olbrzymie znaczenie. Letnie i nieznośne upały już minęły, ale ciągle jest wystarczająco ciepło, żeby cieszyć się urokami Afryki. Poza tym wielu turystów właśnie późną jesienią chce uciec z Polski, najchętniej tam, gdzie świeci słońce, a tego akurat Etiopia ma pod dostatkiem.

Południowa Etiopia. Dziecko z plemienia Hamer

Południowa Etiopia. Dziecko z plemienia Hamer

Relacje z wyjazdów do Etiopii pojawiały się na tym blogu już wielokrotnie. Swego czasu założyłem też serwis poświęcony wyłącznie temu krajowi. Zainteresowani znajda tam sporo informacji o Etiopii.

Ludność tego kraju do niedawna niemal zupełnie odizolowana od reszty świata pozostała przy swoich tradycyjnych wierzeniach, zwyczajach i sposobach definiowania rzeczywistości. Kolejne reformy i innowacje wprowadzane w Europie do Etiopii już nie docierały. W ten sposób kalendarz rodem ze starożytnego Egiptu przetrwał tu do dziś. Nowy rok zaczyna się we wrześniu i liczy sobie aż 13 miesięcy! Datacja młodsza jest o 7 lub 8 lat – to zależy od tego, który miesiąc bierzemy pod uwagę. Byłem w Addis Abebie kiedy świętowano rok 2000. W Polsce był wtedy już rok 2008.

Etiopia zachwyca. To jeden z najciekawszych krajów świata. Składa się z dwóch całkowicie różnych części. Północ i południe są jak dwa osobne byty.

Na północy mamy relikty starożytnej cywilizacji, z zupełnie niesamowitym fenomenem miejscowego chrześcijaństwa. Etiopia była trzecim krajem na świecie, które uczyniło je religią państwową (po Armenii i Gruzji). Przyciągają nas wykute w skale świątynie Lalibeli, z wszystkimi tajemnicami dotyczącymi ich powstania. Uwagę zwraca wyjątkowa architektura okrągłych kościołów oraz wykorzystywane w czasie mszy bębny i grzechotki (starożytne sistrum). Na północy dużą atrakcją są przepiękne góry Siemen i zamieszkujące je dżelady, wyjątkowe małpy, w których doszukujemy się bocznego odgałęzienia ewolucji człowieka. Każdy chce odwiedzić Aksum, miasto w którym zgodnie z wierzeniami Etiopczyków przechowywana jest Arka Przymierza. (Więcej na ten temat w artykule: Etiopia, niezwykły kraj Arki Przymierza). Jeśli mamy więcej czasu, to warto zobaczyć zamki w Gonderze oraz wodospad Tis Issat (Tys Ysat) na Nilu Błękitnym. Ale uwaga! Jesienią i zimą wody jest mniej i wodospad nie robi piorunującego wrażenia. Wiele wycieczek ma też w programie jezioro Tana. Atrakcją mają być klasztory znajdujące się na tutejszych wyspach. Byłem tam kilka razy. Szczerze powiedziawszy nie wyróżniają się niczym szczególnym. Podobne obiekty można zobaczyć i w innych miejscach.

Wodospad Tis Issat

Wodospad Tis Issat

Południe Etiopii przenosi nas w czasie. Cofamy się o tysiące lat. Region ten jest absolutnym cywilizacyjnym fenomenem. Zwany jest skansenem pierwotnych plemion. Trafimy tu na fantastyczną mozaikę kultur.

Największe wrażenie wywiera plemię Mursi. Wszyscy turyści chcą odwiedzić jedną z ich wsi. Zdjęcia tutejszych kobiet znane są na całym świecie. Wszystko dzięki glinianym krążkom zdobiącym ich usta. Dziewczynie, która wchodzi w wiek dorosły nacina się dolną wargę, w którą następnie wkładany jest krążek. Stopniowo zmienia się je na coraz większe. Najbardziej okazałe mają średnicę ok. 30 cm. Im większy krążek, tym bardziej atrakcyjna kobieta. Nie znamy rzeczywistych powodów tak przedziwnego obyczaju. Są różne teorie, wśród nich i taka, że krążki miały znaczenie magiczne – zabezpieczały kobiety przed wniknięciem w ich ciała złych duchów. Część badaczy jest zdania, że mógł się on narodzić jako zabezpieczenie przed łowcami niewolników. Dziewczęta z plemienia Mursi celowo oszpecały się, żeby uniknąć losu innych etiopskich kobiet, które ze względu na wyjątkową urodę porywane były do haremów. W ten sposób to, co kiedyś mogło szpecić, dziś stało się kanonem piękna.

Kobieta z plemienia Mursi

Kobieta z plemienia Mursi

Niezwykły obyczaj obserwujemy też wśród Hamerów. Plemię to znane jest z rytuału skoków przez byki. Co roku, od października do stycznia, w każdej wsi odbywają się najważniejsze dla nich święta. Skoki maja charakter inicjacji wprowadzającej chłopca w świat dorosłych. Właściwy rytuał poprzedzają huczne przygotowania, które gromadzą wielu gości; są uczty i tańce. Zaczyna się od biczowania. Mężczyźni, którzy przeszli już inicjację, długimi rózgami, uderzają w gołe plecy kobiet. Krew płynie, wygląda to okropnie, ale dla tych ludzi nie ma w tym nic strasznego. Bliskie mężczyźnie kobiety, w ten sposób wyrażają podziw dla jego odwagi i zręczności okazanej w trakcie skoków. Cóż cenniejszego mogą ofiarować niż swoją krew? Efekt tych zabiegów widać na ciele. Plecy kobiet pokryte są zgrubiałymi bliznami. Po biczowaniu zaczynają się ostateczne przygotowania do skoków. Mężczyźni ustawiają byki w rzędzie, jeden obok drugiego. Tworzą w ten sposób pomost złożony z bydlęcych grzbietów. Zadaniem inicjowanego młodzieńca, który w trakcie tych uroczystości jest zupełnie nagi, jest wskoczyć na grzbiet pierwszego w rzędzie byka, przebiec po wszystkich i zeskoczyć po drugiej stronie. Trasę należy pokonać trzykrotnie w każdą stronę. Jeśli się uda wszyscy wiwatują, gratuluję i rzeczywiście cieszą się razem z najbliższą rodziną. Teraz już można udać się do wsi na ucztę.

Więcej o tym fenomenie w artykule: Etiopia. Plemiona południa.

Specjalnością Etiopii jest kawa. Nigdzie nie piłem tak wyśmienitego espresso, jak w Addis Abebie. Na północy kraju kawa rośnie tak, jak u nas pokrzywa. W każdym miejscu, gdzie tylko się jej na to pozwoli. Roślina ta stąd właśnie pochodzi i tutejszy klimat najbardziej jej odpowiada. W etiopskiej tradycji kawa zajmuje wyjątkowe miejsce. Obowiązkowo weźcie udział w ceremonii jej przygotowania. Cały proces ma świąteczną otoczkę. Trawą dekoruje się podłogę i zapala kadzidło. Najpierw obserwujemy mycie ziaren, później ich palenie, tłuczenie w drewnianym moździerzu i w końcu parzenie. Na koniec raczymy się wybornym trunkiem. W takim otoczeniu smakuje jeszcze lepiej.

Harer, karmienie hien

Harer, karmienie hien

Etiopskie kulinaria to osobny temat. Jest o czym opowiadać. Naczelne miejsce zajmuje indżera (yndżera, injera), czyli tutejszy chleb. Ma formę dużego placka, przypomina gruby naleśnik i jest lekko kwaśna. Jemy ją z dodatkami w postaci warzywnych sosów, kawałków mięsa i jajek. W etiopskim domu jest elementem każdego posiłku. Wypiekana jest ze sfermentowanego ciasta zrobionego z lokalnego zboża o nazwie teff (Eragrostis abyssinica). Nazwa polska to trawa abisyńska. Rzeczywiście, roślina ta bardziej przypomina trawę niż zboże. Wąskie, trawiaste łodyżki, a samo ziarno drobniutkie jak nasionka maku. Jest gatunkiem endemicznym, rośnie tylko w Etiopii i Sudanie.

Kwaskowaty placek nie smakuje zbyt rewelacyjnie. Trzeba się przyzwyczaić. Za to towarzyszące indżerze sosy są bardzo smaczne. Danie wygląda apetycznie. Pewną trudność stanowić może jedynie fakt, że jeść trzeba rękoma, bez żadnych sztućców. Koniecznie prawą dłonią (lewa służy do załatwiania potrzeb fizjologicznych) odrywamy kawałek placka, formujemy z niego coś w rodzaju łyżki i czymś takim łowimy gęsty sos, razem z kawałkami mięsa, warzyw i jajek.

Sprzedawcy kawy

Sprzedawcy kawy

Teff króluje w środkowej i północnej części kraju. Na południu uprawia się sorgo. Roślina ta wyglądem przypomina kukurydzę. Jej uprawę rozpoczęto około 5 tys. lat temu właśnie na terenie dzisiejszej Etiopii, a stąd rozprzestrzeniła się na resztę świata. Sorgo jest bardzo wydajne, a ponadto niezmiernie bogate w składniki odżywcze. Nie dziwi więc fakt, że na gorących, zagrożonych suszą terenach, sorgo żywi całe populacje. Na południu Etiopii, w wielu wsiach, głównym składnikiem diety są rozgotowane ziarna tego zboża. Z nich wytwarza się też piwo. Zalana wodą mąka z ziaren sorgo fermentuje kilka dni. Aby przyspieszyć proces dodaje się liście miejscowych roślin, które spełniają rolę naszego chmielu. W efekcie otrzymujemy coś w rodzaju rzadkiej kaszki o niewielkiej zawartości alkoholu. Najprostsze i najstarsze piwo na świecie. Podobne pili starożytni Egipcjanie. Nadal bardzo popularne wśród pierwotnych plemion południowej Etiopii. Widzieliśmy, dotykaliśmy i wąchaliśmy. Nie wystarczyło mi odwagi, żeby wypić.

Trunkiem bardziej zamożnych ludzi jest tedż, czyli miód pitny. Napój ma ładny żółty kolor. Warto spróbować. Jest smaczny i bezpieczny, ale pod warunkiem, że kupiony z pewnego źródła. Polecam raczej na północy Etiopii, gdzie łatwiej o tedż dobrej jakości. Na południu kraju dominują raczej bardzo tanie podróbki. Barwiony na żółto samogon. A propos tego ostatniego, to piłem tu najpodlejszy bimber świata. Zrobiony z czosnku. Efekt smakowy po prostu przerażający. Taki wynalazek znajdziemy we wsi Dorze, położonej niedaleko popularnego Arba Minch. Miejscowi słyną też z uprawy fałszywego bananowca, rośliny, która nie daje owoców, ale jest podstawą wyżywienia miejscowych. Je się rosnące pod ziemią bulwy, a ze sfermentowanego miąższu łodyg wypieka się kocio – grube placki o dziwnym smaku.

Turyści wśród dżelad

Turyści wśród dżelad

Oryginalnym napojem pasterzy jest mleko zmieszane z krwią. To bardzo odżywcza mieszanka. A w czasie, gdy mleka jest mniej, pije się czystą krew. Upuszcza się ją średnio raz na miesiąc, z tętnicy szyjnej. W ten sposób, nie zabijając cennych krów, w pełni korzysta się z ich dobrodziejstwa. Więcej na ten temat w artykule: Etiopia od kuchni.

Etiopia ma tak wiele turystycznych atrakcji, że nie sposób omówić je w jednym artykule. Zainteresowani tematem znajdą je w innych moich tekstach, również na tym blogu (zobacz tag: Etiopia). O niektórych, z braku miejsca, tylko pokrótce wspominam, inne omówione są dokładniej. Zapraszam do lektury.

Etiopia. Informacje. Nowy blog

W Etiopii właśnie dobiega końca trzydniowe święto Timkat. Jego centralnym punktem jest uroczysta procesja z udziałem kopii Arki Przymierza. To wyjątkowy rytuał, niespotykany w żadnej innej części świata. Wart uwagi.

etiopia, mursi

Etiopia. Mursi

Wszystkich zainteresowanych tym niezwykłym krajem zapraszam do odwiedzenia serwisu etiopia-wycieczki.blog.pl

Znajdziemy tam m.in.

  • Odpowiedź na pytanie kiedy jechać do Etiopii. Jaką porę roku wybrać. Kiedy pada deszcz i w jakim miesiącu jest największe zagrożenie malarią.
  • Informacje o kalendarzu etiopskim. Jest wyjątkowy! Na całym świecie mamy rok 2014, a w Etiopii dopiero 2006. Oficjalne, we wszystkich dokumentach! Do tego rok składa się z 13 miesięcy, a godziny w ciągu doby liczone są zupełnie inaczej niż u nas.
  • Wyjaśnienie dlaczego na Boże Narodzenie grają tam w hokeja i co to ma wspólnego z pasterzami z Betlejem.
etiopia lalibel

Lalibela, wykuty w skale kościół

  • Opis etiopskiego chrześcijaństwa z jego oryginalnymi praktykami zaczerpniętymi z różnych tradycji, w tym ze starożytnego Egiptu. W trakcie mszy grają tam na bębnach i grzechotkach przypominających starożytne sistrum. Nie jedzą wieprzowiny i praktykują obrzezanie. Wierzą, że największą relikwią ich Kościoła jest Arka Przymierza. Miała przywędrować tu z Jerozolimy.
  • Co nieco na temat indżery, czyli etiopskiego „chleba”, który niezbyt dobrze kojarzy się większości podróżników. Przypomina wywrócony na lewą stronę krowi żołądek.
  • Próbę rozstrzygnięcia, która część Etiopii jest ciekawsza. Pełna niezwykłych zabytków północ czy południe, będące największym w Afryce skansenem ludów pierwotnych.
  • Opis plemienia Mursi, znanego z wyjątkowego kanonu piękna. Kobiecie wchodzącej w wiek dorosły nacina się dolną wargę, w którą następnie wkładany jest gliniany krążek. Stopniowo zmienia się krążki na coraz większe. Najbardziej okazałe mają średnicę ok. 30 cm. Nas to szokuje, ale dla miejscowych, im większy krążek, tym bardziej atrakcyjna kobieta.

Blog o Etiopii.

Etiopia, niezwykły kraj Arki Przymierza

Etiopia jest krajem wyjątkowym. Bardzo atrakcyjnym. Ale raczej dla podróżników niż masowego turysty. Wyprawę do Etiopii można potraktować jak podróż życia.

Etiopia, mnich

Etiopski mnich

Wszystko jest tu oryginalne, ciekawe i wprawiające w zdumienie. Nawet tak podstawowe rzeczy jak kalendarz. Kiedy na całym świecie jest rok 2013, w Etiopii mamy dopiero rok 2006. Tamtejszy kalendarz młodszy jest o 7 lub 8 lat – to zależy od tego, który miesiąc bierzemy pod uwagę. Nowy rok zaczyna się we wrześniu, a nie w styczniu jak u nas. Co więcej, rok w Etiopii ma 13 miesięcy! Ludność tego kraju do niedawna niemal zupełnie odizolowana od reszty świata pozostała przy swoich tradycyjnych wierzeniach, zwyczajach i sposobach definiowania rzeczywistości. W ten sposób kalendarz rodem ze starożytnego Egiptu przetrwał do dnia dzisiejszego. Kolejne reformy i innowacje wprowadzane w Europie, do Etiopii już nie docierały. Było zbyt daleko i nie bardzo po drodze. Dotyczy to zresztą wielu innych rzeczy. Na przykład niewolnictwo zlikwidowano tu ostatecznie dopiero w latach 60. XX wieku.

Historia państwa rozpoczęła się około III w. p.n.e. w mieście Aksum. Szczyt potęgi osiągnęło w pierwszych wiekach naszej ery. Pozostałością tego okresu są robiące ogromne wrażenie kamienne obeliski. Jeden z nich wznosi się majestatycznie w centrum miasta. Wycięty z kawałka granitu sięga na wysokość 23 metrów. Drugi, dotrwał do naszych czasów w kilku kawałkach. Gdyby zachował się w całości, byłby najwyższym, mierzącym 33 metry, kamiennym monumentem na świecie; przewyższającym słynne egipskie obeliski! Jego waga oceniana jest na 500 ton. W jaki sposób, prawie 2 tysiące lat temu, mieszkańcy Aksum byli w stanie wyciąć taki blok, przetransportować go z kamieniołomów oraz ustawić pionowo na kamiennym fundamencie? Dla Etiopczyków odpowiedź jest prosta. Pomogła w tym Arka Przymierza!

Opis Arki znajdujemy w Starym Testamencie. Miała to być skrzynia z drewna akacjowego pokryta złotem. W niej Mojżesz umieścił kamienne tablice z dziesięciorgiem przykazań. Była nośnikiem mocy Boga. Dzięki niej Izraelici podbili Ziemię Obiecaną. Jej potęga pomagała im wygrywać bitwy i burzyć mury opornych miast. Dla niej król Salomon wybudował Świątynię Jerozolimską. Przechowywana była tam w jej najbardziej sekretnej i najmniej dostępnej części. Spełniała rolę łącznika z Bogiem. Była też gwarancją potęgi państwa izraelskiego. Do czasu kiedy w tajemniczych okolicznościach nie zniknęła. Starożytna Jerozolima była dwukrotnie burzona, zdobywcy wywieźli obfite łupy, ale źródła nie mówią nic o Arce. Stary Testament po prostu przestaje o niej wspominać. Izrael stracił największą relikwię. W jaki sposób, kiedy i gdzie?

Etiopia, Lalibela

Lalibela, miasto skalnych kościołów

Wie to każdy Etiopczyk. Co więcej, wiadomo gdzie dziś znajduje się Arka. Przechowywana jest na terenie katedry św. Marii z Syjonu w Aksum. To niewielkie, ospałe miasteczko, położone wśród gór na północno-wschodnim krańcu Etiopii. Najważniejsze zabytki, będące świadectwem dawnej potęgi znajdują się w samym centrum, leżą tuż obok siebie. Po jednej stronie ulicy wspomniane już obeliski, po drugiej kościół św. Marii i stojący tuż obok niego niepozorny, mały budynek, miejsce przechowywania Arki.

Około 330 r. król Ezana, władca Aksum, przyjął chrześcijaństwo. W ten sposób Etiopia stała się jednym z pierwszych na świecie chrześcijańskich krajów (wyprzedziła ją tylko Armenia i Gruzja). Wtedy wybudowano w stolicy kościół pod wezwaniem św. Marii. W nim, a dokładniej, w najświętszym miejscu kościoła, odpowiadającym w przybliżeniu ołtarzowi w kościele katolickim, umieszczono Arkę. Miała znajdować się tam przez kolejne stulecia. W XVI w. Etiopia przeżyła niszczycielski najazd wojsk islamskich. Aksum wpadło w ręce muzułmanów, a kościół zburzono. Na szczęście Arkę przeniesiono wcześniej w bardziej bezpieczne regiony kraju. Przez jakiś czas domem Arki była Lalibela, miasto słynnych wykutych w skale kościołów. W XVII w. po odbudowaniu kościoła św. Marii w Aksum, cesarz Fasilidas, sprowadził i ponownie umieścił tu największą etiopską relikwię. Mniej więcej pięćdziesiąt lat temu, ostatni z cesarzy, Hajle Sellasje, ufundował niewielki budynek obok kościoła. Od tej pory w nim znajduje się Arka.

Strzeże jej jeden człowiek. Jest to mnich wskazywany przez swojego poprzednika. Od chwili gdy zostaje strażnikiem, aż do swojej śmierci, przebywa razem z Arką. Mieszka w tym budynku i nie wolno mu wyjść poza otaczające go ogrodzenie. Któryś z mnichów przynosi mu jedzenie i wodę; podaje je przez płot bo nikomu poza strażnikiem nie wolno wejść do środka. Nawet choroba nie zwalnia go z tego obowiązku. Miejscowi opowiadają historię, jak jeden z poprzednich strażników, dowiedziawszy się, że został wybrany, uciekł w góry. Schwytano go i siłą przyprowadzono. Przykuto łańcuchem aby ponownie nie uciekał. Dopiero wtedy zrozumiał, że nie ma wyboru, i że już do śmierci zostanie w budynku skrywającym Arkę.

Aksum, Arka Przymierza

W tym budynku przechowywana jest Arka Przymierza

Poza strażnikiem nikt nie może zobaczyć Arki. Powodem takiego stanu rzeczy jest jej potężna moc, niebezpieczna dla zwykłych śmiertelników. Raz w roku Arka w uroczystej procesji wynoszona jest na zewnątrz. Ma to miejsce 19 stycznia, w święto upamiętniające chrzest Jezusa w rzece Jordan, zwane tu Timkat. Arka obnoszona jest w towarzystwie najwyższych kościelnych dostojników. Procesja zmierza do zbiornika wodnego, zwanego basenem Królowej Saby. Niestety, cały czas Arka jest szczelnie osłonięta zdobnymi tkaninami. Część kapłanów z Aksum nieoficjalnie przyznaje, że i tak wynoszona jest kopia, gdyż nikt dziś nie naraziłby tak cennego oryginału.

Królowa Saby i Salomon

Motyw często spotykany w Etiopii. Królowa Saby i Salomon

Ale w jaki sposób Arka Przymierza znalazła się w Etiopii? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w największym dziele literatury etiopskiej. „Kebra nagast” czyli „Chwała królów” została napisana na przełomie XIII i XIV wieku. Jej treść stanowi popularna na całym Bliskim Wschodzie legenda o podróży królowej Saby do Salomona. Królowa Etiopii, zainteresowana słynną mądrością władcy, udała się do Jerozolimy. Owocem tego spotkania był ich syn Dawid, w Etiopii znany jako Menelik. Chłopiec przyszedł na świat już w Etiopii i jako dorosły mężczyzna odwiedził swego ojca. Żegnając się z synem Salomon przydzielił mu do towarzystwa synów najwyższych dostojników. Ci, opuszczając na zawsze Jerozolimę, nie chcieli rozstać się z największym skarbem, czyli Arką. Potajemnie wykradli ją i zabrali ze sobą. W ten sposób kamienne tablice i chroniąca je Arka Przymierza trafiły do ówczesnej stolicy, czyli Aksum.

Tyle legenda. W Etiopii ma ona wartość prawdy historycznej, nikt nie poddaje jej w wątpliwość. A jak było naprawdę? Trudno powiedzieć. Brakuje nam źródeł. Wydaje się, nie mogło dojść do spotkania Salomona i królowej Saby. Salomon jest postacią historyczną, rządził Izraelem w X w p.n.e. Natomiast władczyni Etiopii to postać na poły baśniowa, ale nawet jeśli rzeczywiście istniała, to rządzić mogła najwcześniej dopiero około IV-III w. p.n.e., ponieważ dopiero od tego momentu możemy mówić o państwie etiopskim. Zatem do połączenia obu postaci brakuje nam lekką ręką jakieś 600-700 lat. A jeśli tak, to i Menelik, syn Salomona nie jest postacią autentyczną. Zatem nie mógł sprowadzić do Aksum Arki Przymierza. Ale może przywiózł ją tu ktoś inny? Kiedy? I kto?

Etiopia, mnich

Etiopski krzyż

W Etiopii jest ponad 30 tysięcy kościołów i klasztorów. W każdym z nich znajduje się przynajmniej jedna replika Arki, po etiopsku zwana tabot. Kopie te maja formę prostokątnych tabliczek, wykonane są z drewna bądź kamienia. Wyświęcenie nowego kościoła polega na wniesieniu do niego poświęconego wcześniej przez biskupa tabotu. Zatem bez kopii Arki nie ma kościoła. Świątynia nie ma mocy, nie działa dopóki nie znajdzie się w niej tabot. Świadczy to między innymi o tym, jak bardzo Kościół etiopski oparty jest na wierze w Arkę Przymierza. Co by się stało, gdyby miało się okazać, że Arkę i Etiopię łączy tylko piękna legenda?

Wycieczka do Etiopii.

Więcej artykułów na temat Etiopii.

Okulary etiopskiego księdza

Jeździmy od klasztoru do klasztoru. Wchodzimy do jednego kościoła, drugiego, trzeciego… W każdym powtarza się ten sam rytuał. Duchowny wyjmuje skarby ze świątynnego magazynku. Metalowe krzyże z głębokiego średniowiecza, korony władców i książąt, pięknie zdobione manuskrypty. Zabytki klasy światowej. Według nas powinny znajdować się w dobrze chronionych muzeach. Tu zalegają stare, drewniane szafy i skrzynie. Bywa, że stoją w przykościelnym ogrodzie, zabezpieczone tylko niewielką kłódką. W niektórych klasztorach, słynących z dawnych bogactw, jest straż. Kilku bosonogich chudzielców ze starymi karabinami. Nie jestem pewien czy rzeczywiście ochraniają czy tylko są, i za drobną opłatą pozwalają się fotografować.  Wycieczka do Etiopii

 

W kościołach jest półmrok. Turyści robią zdjęcia z fleszem. Ostro błyska. Dlatego kapłani wkładają przeciwsłoneczne okulary. Widok bezcenny. Oto w otoczeniu nieprawdopodobnej architektury, wśród wiekowych fresków, pomiędzy połyskującymi złotem zabytkami wyróżnia się kawałek chińskiego plastiku.

W jednym z kościołów

 

Północna Etiopia to niezwykły świat lokalnego chrześcijaństwa. Tutejszy Kościół najbardziej przypomina wierzenia egipskich Koptów. Odróżnia się obyczajami i liturgią, a nawet wyjątkową formą świątyń. Na jego kształt wpłynęły wątki zaczerpnięte z judaizmu i miejscowych kultur.

 

I tak, na przykład, chrześcijanie w Etiopii, podobnie jak w judaizmie, dokonują obrzezania chłopców, ale też ciągle popularny jest afrykański obyczaj obrzezania dziewczynek. Nie jedzą wieprzowiny, a często też, obok niedzieli za dzień święty uznają sobotę. Wyjątkowy, trójstopniowy podział etiopskich kościołów może być zainspirowany architekturą żydowskiej Świątyni Jerozolimskiej. Wchodząc do kościoła, należy zdjąć buty. Wierny obowiązany jest przestrzegać ścisłych postów, osoba świecka pości 180 dni w roku, duchowny nawet 250. Więcej informacji o chrześcijanach w Etiopii.

 

W czasie mszy gra się na bębnach i grzechotkach – łudząco podobnych do staroegipskiego sistrum. Ważną role pełnią też modlitewne laski; wykorzystuje się je do liturgicznego tańca i do podpierania w trakcie długich nabożeństw. Zastanawiają nas dziwne w formie i treści miejscowe freski.

 

Około 330 r. król Ezana, władca Aksum, przyjął chrześcijaństwo. W ten sposób Etiopia, obok Armenii i Gruzji, stała się jednym z pierwszych na świecie chrześcijańskich krajów. Wtedy wybudowano w stolicy kościół pod wezwaniem św. Marii. W nim właśnie przez stulecia miała znajdować się Arka Przymierza. Dla Etiopczyków wszystko jest jasne, nikt z nich nie ma wątpliwości, że Arka nadal jest w Aksum. Zamknięta w specjalnie na ten cel wzniesionym budynku. Strzeże jej jeden człowiek. Jest to mnich wskazywany przez swojego poprzednika. Od chwili, gdy zostaje strażnikiem, aż do swojej śmierci, przebywa razem z Arką.

 

Aksum to dziwne miejsce. Starożytna stolica przyciąga turystów z całego świata. Chcą zobaczyć słynne kamienne obeliski. Jeden z nich wycięty z kawałka granitu, wznosi się na wysokość 23 m. Drugi, połamany leży tuż obok. Gdyby zachował się w całości, byłby najwyższym (33 m) kamiennym monumentem na świecie, przewyższającym słynne obeliski wykuwane przez egipskich faraonów. Jego waga oceniana jest na 500 ton. W jaki sposób prawie 2 tysiące lat temu, mieszkańcy Aksum byli w stanie wyciąć taki blok, przetransportować go oraz ustawić pionowo na kamiennym fundamencie?

 

Etiopskie kościoły są wyzwaniem. Jak ogarnąć ten przedziwny świat? Fotografując stojącego naprzeciwko duchownego nie wiem czy widzę niepiśmiennego mnicha czy wielkiego filozofa i mistyka. Milczący, cierpliwie znosi błyski fleszy. Jest między nami ogromna bariera. Chyba lepiej jeśli nie będę próbował jej złamać. Daję kilka dolarów w podzięce za możliwość zrobienia fotografii i pędzimy dalej. Kolejne atrakcje czekają, czas nagli. My za czymś gonimy, etiopski duchowny spokojnie trwa. Za zasłoną przeciwsłonecznych okularów.

 

Zobacz też: Arka Przymierza w Etiopii.

Arka Przymierza

Świat obiega właśnie informacja podana przez CNN. Po pierwsze o tym, że być może wreszcie została odkryta Arka Przymierza (w Etiopii), po drugie, że „kościół” w którym jest przechowywana wymaga pilnego remontu i z tego powodu relikwia zostanie przeniesiona (wreszcie będzie można ją zobaczyć).

 

No cóż, od dawna wiadomo, iż jednym z najczęściej wymienianych miejsc jej przechowywania jest właśnie Etiopia. Pod tym względem nic sensacyjnego. Jest na ten temat sporo literatury, bywa, że całkiem poważnej.

 

Dla Etiopczyków sprawa jest jasna. Nie mają żadnych wątpliwości. Czy profesor historii czy niepiśmienny pasterz, każdy wskaże miejsce, gdzie Arka ma się znajdować. To teren katedry św. Marii z Syjonu w Aksum. Ma być przechowywana w specjalnie do tego celu wybudowanym budynku, a nie w kościele jak podaje CNN. Aksum to dawna stolica królestwa, które w pierwszej połowie IV wieku, obok Armenii, stało się jednym z pierwszych chrześcijańskich państw! Wyprzedzając pod tym względem Rzym i Konstantynopol.

 

Strzec ma jej jeden człowiek. Jest to mnich wskazywany przez swojego poprzednika. Od chwili, gdy zostaje strażnikiem, aż do swojej śmierci, przebywa razem z Arką. Pozostaje w zamknięciu, nie może wyjść nawet do lekarza. Inni mnisi przynoszą mu jedzenie. Budynek można zobaczyć. Jest ogrodzony niewielkim, metalowym płotem. Zawsze, kiedy odwiedzamy Aksum, idziemy zrobić tam zdjęcia. Zobacz też: Etiopia, niezwykły kraj Arki Przymierza.

Dom Arki Przymierza w Aksum. Niewielki budynek ozdobiony jest szarfą w kolorach etiopskiej flagi

 

O ujrzeniu samej Arki nie ma mowy! Powodem jest jej potężna moc, niebezpieczna dla zwykłych ludzi. Raz w roku, z okazji święta Timkat (19 stycznia), relikwia w uroczystej procesji wynoszona jest na zewnątrz. Towarzyszą jej najwyżsi kościelni dostojnicy. Niestety, cały czas, Arka jest szczelnie osłonięta. Część kapłanów z Aksum nieoficjalnie przyznaje, że wynoszona jest kopia, gdyż nikt dziś nie naraziłby na szwank tak cennego oryginału. Mimo to, tego dnia w dawnej stolicy Etiopii pojawiają się tłumy. Schodzą się pielgrzymi i przyjeżdżają turyści. Poszukiwacze Arki robią wszystko żeby dotrzeć jak najbliżej procesji.

 

Historia Arki Przymierza jest jedną z najbardziej tajemniczych opowieści biblijnych. Zagadkowe jest jej zniknięcie. W pewnym momencie Stary Testament przestaje o niej wspominać. Nie podając powodu, po prostu zapomina o najważniejszej żydowskiej świętości. Jerozolima była dwukrotnie burzona. Raz przez Babilończyków w VI w. p.n.e., drugi raz przez Rzymian w 70 r. n.e. W obu przypadkach zachowały się opisy skarbów zrabowanych ze Świątyni Jerozolimskiej. W żadnym z nich Arka nie figuruje. Co się z nią stało? Jak i gdzie zaginęła?

 

Jedną z możliwych odpowiedzi znajdujemy w największym dziele literatury etiopskiej. Kebra Nagast, została spisana na przełomie XIII i XIV wieku. Jej treść stanowi popularna na całym Bliskim Wschodzie, znacznie wcześniejsza, legenda o podróży królowej Saby do Salomona. Królowa Etiopii, zainteresowana słynną mądrością władcy, udała się do Jerozolimy. Owocem tego spotkania był ich syn, Dawid, w Etiopii znany jako Menelik. Chłopiec  przyszedł na świat już w Etiopii i jako dorosły mężczyzna odwiedził swego ojca. Proszony o to, by został królem Izraela, odmówił. Żegnając się z synem, Salomon przydzielił mu do towarzystwa i pomocy pierworodnych synów najwyższych dostojników. Ci, opuszczając na zawsze Jerozolimę, nie chcieli rozstać się z największym jej skarbem. Wykradli Arkę, zabierając ze sobą. W ten sposób kamienne tablice i chroniąca je skrzynia trafiły do Etiopii, a dokładniej do ówczesnej stolicy, czyli Aksum.

 

Około 330 r. król Ezana, władca Aksum, przyjął chrześcijaństwo. Wtedy wybudowano w stolicy kościół pod wezwaniem św. Marii. W nim, a dokładniej w najświętszym miejscu kościoła, odpowiadającym w przybliżeniu ołtarzowi w kościele katolickim, umieszczono Arkę. Znajdowała się tam przez stulecia. W XVI w. Etiopia przeżyła niszczycielski najazd wojsk islamskich. Aksum wpadło w ręce muzułmanów, a kościół zburzono. Na szczęście, Arkę przeniesiono wcześniej w bardziej bezpieczne regiony kraju.

 

W XVII wieku relikwia wróciła na swoje miejsce. Wybudowano nowy kościół (istnieje nadal i można go zwiedzać), a w latach 60. XX wieku, znany wszystkim dzięki książce Ryszarda Kapuścińskiego, cesarz Hajle Selasje, obok katedry wzniósł niewielki budynek – dom Arki. Tam ma się znajdować do dziś.

 

Może tam jest, może nie. Nie jesteśmy w stanie tego zweryfikować. Złośliwi mówią, że gdyby rzeczywiście tam była, to już dawno znalazłaby się w Jerozolimie. Nikt z zewnątrz jej nie widział, bo nikt zobaczyć nie może. Magiczna historia Arki Przymierz trwa i dalej wzbudza duże zainteresowanie.  Wycieczki do Etiopii.


Więcej informacji o Etiopii.

AIDS, seksturystyka i prezerwatywy

Wchodząc dziś do budynku Uniwersytetu w Białymstoku, otrzymałem opakowanie prezerwatyw i ulotkę informującą o zagrożeniu wirusem HIV. Dużo tam o profilaktyce. To akcja jednej z partii. Brawo! Wreszcie bliżej ludzi. Mam wrażenie, że w Polsce, ciągle jeszcze postrzega się politykę przez pryzmat smutnych panów w garniturach, wygłaszających mądre i poprawne rzeczy na tzw. salonach. Więc nie zdziwię się jak dziś jeszcze, w wieczornych wiadomościach, pojawią się komentarze typu: „partia co rozdaje kondomy”. I dobrze, niech rozdaje. Dobrze, że ma odwagę.

A poza tym, u nas jakoś cicho o Światowym Dniu Walki z AIDS. Media oczywiście obowiązkowo odhaczają temat, ale bez szczególnego entuzjazmu. Szkoda.

Problem znam z zagranicznych podróży. Są na świecie miejsca, gdzie o roli i znaczeniu prezerwatyw, informuje się dzieci już w pierwszej klasie szkoły podstawowej! Odwiedzamy szkołę w Etiopii. Ubogo. Budynek składa się z kilku prostych, murowanych baraków. Pomoce naukowe, to głównie obrazki namalowane na zewnętrznych ścianach. Jest budowa oka i układ okresowy pierwiastków. Dobry sposób, żadnych kosztów, po prostu, ktoś ze zdolniejszych nauczycieli namaluje, i już jest. Dzieci uczą się nawet w czasie przerwy, biegając między barakami. Jedyna nowoczesna, przywieziona z zewnątrz „pomoc naukowa” jaką dostrzegam, to wisząca na ścianie, przy biurku nauczyciela, tablica informująca o profilaktyce AIDS. Może dzięki temu wskaźnik nosicieli wirusa HIV w Etiopii, jak na miejscowe warunki, nie jest duży. Według statystyk to rząd wielkości od 4 do 5 proc. Jeżdżąc po kraju da się też zobaczyć bilbordy zachęcające do używania prezerwatyw. Niektóre są szczególnie urokliwe, stare, metalowe, w połowie zardzewiałe, swoje już zrobiły.

Fragment tablicy ze szkoły podstawowej (Etiopia).

W niejednym kraju z publicznych pieniędzy prowadzi się akcje zachęcające do używania prezerwatyw. Od lat tak jest w Indiach. Ma to również związek, z trwającą dziesięciolecia, polityką ograniczania przyrostu naturalnego. Długo zastanawiano się dlaczego Indusi nie polubili prezerwatyw. Nie cieszyły się one większą popularnością, a powód nie był znany. Zrobiono wreszcie szerokie badania społeczne. Okazało się, że te produkowane za granicą lub na zachodnich maszynach są po prostu zbyt duże i niewygodne w użyciu.

W indyjskiej klasie średniej wytworzył się też ciekawy obyczaj zaręczynowy. Z tej okazji, narzeczeni wręczają sobie wyniki testu na obecność wirusa HIV.

Zmienia się struktura zakażeń. Tak, jak kiedyś dochodziło do nich głównie poprzez kontakty homoseksualne i wstrzykiwanie narkotyków, tak dziś dominują przygodne kontakty seksualne u osób heteroseksualnych! I wcale nie jest tak, że Polski to nie dotyczy! Moja branża, czyli turystyka, niestety, ma tu coś do powiedzenia. Panie wyjeżdżające w poszukiwaniu przygód do Egiptu czy Tunezji, to już nie jest margines, to powszechne zjawisko. Podobnie panowie gustujący w Tajlandii.  Ile z tych osób nawet nie ma świadomości, że jest nosicielem wirusa HIV?!

Kusząca turystyka

Oczywiście, że najlepsza i pożądana jest wierność i ograniczenie do jednego partnera. Ale pokażcie mi kraj i społeczeństwo, gdzie to działa! Rządy bogatych, skandynawskich krajów mogą wprowadzać kary za korzystanie z usług prostytutek i chwalić się, że w ten sposób zlikwidowały domy publiczne. Tyle, że to fikcja, ponieważ ich zamożnych obywateli stać na wyjazdy do Tajlandii, Estonii czy Polski. Korzystają na tym biura podróży. To zresztą temat na oddzielną opowieść. Z czasem kraje europejskie będą musiały pomyśleć co z tym zrobić. Bo przecież to absurdalne, że obywatel Niemiec, u siebie w kraj karany jest (i słusznie) za najmniejszy przejaw dziecięcej pornografii, ale wystarczy, że wykupi wycieczkę do jednego z państw żyjących z seksturystyki, by mógł robić, co tylko zechce. Taka polityka jest i niemoralna, i nieskuteczna.

Było groźnie i smutno, więc na zakończenie, nieco żartobliwe pytanie: Ciekawe kiedy Unia Europejska wprowadzi takie prawo, że każda wylatująca na wakacje osoba, będzie otrzymywała paczkę prezerwatyw i ulotkę informacyjną? Mogliby wręczać je urzędnicy lub oficerowie sprawdzający paszporty. Albo byłby to dodatek do karty pokładowej. Zobacz też: Seks i turystyka.

 

Malaria

Właściwie post ten mógłby nosić tytuł: Malaria, czyli jak się robi biznes na wystraszonych turystach.

 

Przeczytałem na portalu Polskiego Radia artykuł: „Eksperci: malaria to realne zagrożenie dla turystów”. Gdybym nie wiedział czego mogę się spodziewać, na pewno moje zdumienie rosłoby z każdym kolejnym przeczytanym akapitem.

 

Sam tytuł jest już pewnym nadużyciem. Malaria niestety nadal jest realnym niebezpieczeństwem, ale akurat najmniejszym dla turystów. Dla podróżników zapuszczających się w mało uczęszczane rejony, tak. Dla masowego turysty – nie!

 

Umieszczenie na liście krajów, gdzie można zarazić się malarią Egiptu i Turcji, to mocna przesada! Czemu służy? Łatwo się domyślić. Proszę pójść do pierwszej lepszej apteki i spytać ile kosztuje profilaktyka antymalaryczna. Właściwie ma na nią monopol jeden potężny koncern farmaceutyczny. Jest producentem leku nowej generacji, który nie powoduje widocznych skutków ubocznych, takich jak złe samopoczucie, zawroty głowy, halucynacje, itd. (starsze farmaceutyki u wielu osób wywoływały takie odczucia). Można go zażywać pijąc alkohol (co jest istotne, ponieważ w trakcie podróży egzotycznych alkohol często spełnia rolę środka zabezpieczającego przed perturbacjami żołądkowymi).

Południowa Etiopia, plemię Mursi

 

Opakowanie z dawką na 12 dni kosztuje około 160 zł. A profilaktykę trzeba rozpocząć kilka dni przed wyjazdem i zakończyć kilka dni po powrocie (jadę na 22 dni, muszę kupić 3 opakowania). Co istotne, środek ten nie daje wcale gwarancji. W przypadku zainfekowania malarią złagodzi przebieg choroby.

 

Trzeba być rozsądnym. Bez profilaktyki na pewno nie wybrałbym się w porze deszczowej do południowej Etiopii. Wtedy tam niebezpieczeństwo malarii jest bardzo realne. Miejscowi nadal masowo na nią zapadają. Widziałem statystyki w wiejskich ośrodkach zdrowia. Ale już ta sama południowa Etiopia w porze suchej jest dużo bardziej bezpieczna. Komarów prawie nie ma. Żeby ich zupełnie uniknąć wystarczy moskitiera nad łóżkiem i dobry preparat odstraszający (polecam Muggę, żaden komar tego nie wytrzyma!).

 

Poludniowa Etiopia, mały wiejski ośrodek zdrowia, na ścianie przyklejone roczne stystyki. Malaria zajmuje drugie miejsce pod względem zachorowań (167 przypadków).

 

Ekspert (dr medycyny) rzuca hasło: „Indie”. Ale to cały subkontynent, wielkości Europy! Na północy kraju byłem wielokrotnie, o malarii nie słyszałem. Być może w niedostępnych, typowo wiejskich regionach tego olbrzymiego państwa, gdzieś w dżungli, malaria występuje. Ale na pewno nie na powszechnie wybieranych przez turystów trasach. Od dziesięcioleci nie ma jej już nawet na nizinnym i podmokłym pograniczu indyjsko-nepalskim.

 

Niemal całe Indie jako strefę wysokiego zagrożenia malarią definiuje też strona internetowa malaria.com.pl, stronę prowadzi wspominany wyżej koncern farmaceutyczny. (Co ciekawe, zalicza subkontynent indyjski do Bliskiego Wschodu). Wysokie ryzyko ma być też np. w Iranie i Syrii.

 

Wydawca tego serwisu grzmi na alarm, że znaczący odsetek spośród 250 tys. Polaków wyjeżdżających każdego roku „do stref występowania malarii” nie przyjmuje właściwej profilaktyki farmaceutycznej. Winą za to obarcza m.in. biura podróży, które jakoby nie informują o zagrożeniach.

 

Daleki jest od lekceważenia niebezpieczeństw. Wręcz odwrotnie, uważam, że szczególnie początkującym i niedoświadczonym adeptom egzotycznych podróży,  często wydaje się, iż wyprawa w głąb Afryki to, to samo, co wycieczka do Paryża. Wiele osób nie bierze pod uwagę możliwych zagrożeń, w tym związanych z chorobami tropikalnymi. Dalekie wyprawy nigdy nie są do końca bezpieczne. Ale świadomość ryzyka i dążenie do jego minimalizowania, to zupełnie coś innego niż nakręcanie spirali strachu.

 

Świat dużo bardziej potrzebuje bardzo tanich lekarstw i szczepionek od malarii, których odbiorcami byłyby ubogie społeczeństwa z terenów, gdzie choroba ta endemicznie występuje, niż drogich medykamentów, na wszelki wypadek aplikowanych bogatym obywatelom Zachodu.

 

Co roku na malarię umiera ok. 1,5 mln ludzi, głównie afrykańskich dzieci. Niektóre szacunki mówią nawet o 3 mln. Ile w naszym kraju? Brak danych, w wypowiedziach specjalistów pojawia się sformułowanie, że „każdego roku ktoś w Polsce umiera na malarię”. Choruje 30-50 osób rocznie.

Etiopskie trudności

Ach, jak to się dzieje! Myślałem, że ostatni wyjazd wyleczył mnie już z chęci zwiedzania Etiopii. A tymczasem ludzie pytają kiedy znów jadę, nieśmiało rodzą się jakieś plany, no i mnie znowu bierze chęć. Tak to już jest jak ktoś zacznie podróżować. Później ciężko w domu usiedzieć.

Młodzi Etiopczycy urządzają popisy chodzenia na szczudłach

Niemniej, wszystkim, którzy pierwszy raz wybierają się do Etiopii, należy się uczciwa dawka informacji. Po to by wiedzieli na co się decydują.

 

O pchłach i innych atrakcjach już pisałem. Wspominałem też o tym, co przede wszystkim, turysta powinien wziąć pod uwagę, czyli o zderzeniu z  ogromną i porażającą biedą. Nie sposób uniknąć tego spotkania. Niektórzy potrafią zaimpregnować się i jakoś prześlizgać się przez temat, ale większości z nas to się nie udaje. To, co widzimy, uderza bez litości i powala. Po ostatnim powrocie z Etiopii przez kilka tygodni nie mogłem pozbyć się tego wrażenia. Wszystko inne wydawało się jakieś miałkie, mniej ważne. Przyjazd do rozochoconej przedświątecznymi zakupami Polski wydawał się czymś niemal absurdalnym. Realna była raczej tamta organiczna bieda niż nasz kolorowy dobrobyt.

 

A co jeszcze może nas czekać? W dużym skrócie opiszę dwie sytuacje, które przydarzyły się nam ostatnim razem.

 

·   Brak miejsc w hotelu za który zapłaciliśmy (i to z miesięcznym wyprzedzeniem). W promieniu wielu, wielu kilometrów to jedyny czterogwiazdkowy obiekt. Nowy i jak na te warunki luksusowy. Za nami dni ciężkiej podróży i noclegi w różnych miejscach. Przed nami nadzieja na czystą pościel i gorącą kąpiel. Wchodzimy do recepcji i dowiadujemy się, że nasza rezerwacja został anulowana. Powód? Kilka godzin wcześniej rząd przysłał faks, że przejmuje wszystkie pokoje. Mają jakąś konferencję i muszą zakwaterować gdzieś swoich gości. Co można zrobić? Nic. Podobna sytuacja powtórzyła się kilka razy. Jakoś tak nam wyszło, że po trasie naszej wycieczki wędrowały też imprezy rządowe. Turyści nie byli zadowoleni. Oczywiście wypomnieliśmy rządowi Etiopii, że utrzymuje się dzięki dotacjom z Unii Europejskiej (jak to dobrze być w UE). Była próba strajku okupacyjnego w hotelowej recepcji (dziedzictwo Solidarności), zakończona naszym ustępstwem po presji jakiej zostałem poddany przez miłych panów w dobrych garniturach (za chwilę miał tam być premier i niektórym zależało żebyśmy jak najszybciej zniknęli).

 

·   Wypadek. Jeden z naszych samochodów potrącił dziecko. Wyglądało to strasznie, chłopak wskoczył wprost pod koła. Tylko umiejętności kierowcy uratowały mu życie. Ale tu nie miało to żadnego znaczenia. Zawsze winny jest prowadzący auto! Gdyby dziecko nie przeżyło, kierowca z urzędu dostałby 15 lat więzienia! W tym przypadku wszystko zależało od stanu zdrowia dziecka. To opinia lekarzy zadecydowała o tym, jakie odszkodowanie kierowca musiał zapłacić rodzinie. Nie miał takich pieniędzy. Chcieliśmy jechać dalej i chcieliśmy pomóc, więc wykupiliśmy naszego szofera. Inaczej tkwilibyśmy dalej w Jinka, na samym południu Etiopii. Niestety, takie sytuacje mogą zdarzać się coraz częściej. Dzieci od lat pilnują dróg. Zamiast iść do szkoły tkwią w oczekiwaniu na turystów. Najczęściej biegną obok samochodów prosząc o puste, plastikowe butelki po wodzie. Te bardziej przedsiębiorcze próbują zwrócić na siebie uwagę np. chodząc na szczudłach. Jeśli turyści się zatrzymają i zrobią zdjęcia, to zapłacą. Problem w tym, że właśnie powstają tam asfaltowe drogi i samochody jeżdżą szybciej. Chłopiec, który wskoczył nam pod koła zachował się tak jak zwykle. Tyle, że wczoraj po wyboistej ścieżce terenowe auto jechało z prędkością 20 km na godzinę, dziś po asfalcie, kilka razy szybciej. Zobacz blog o Etiopii.

Etiopskie drogi

Te drogi zmieniają Etiopię. Wyprawa na południe, dziś jeszcze wymagająca dobrych terenowych aut z napędem na 4 koła, za kilka lat, będzie do zrobienia luksusowym autokarem. Ostatnie naturalnie żyjące afrykańskie plemiona zamienią się w turystyczną cepeliadę. Świat się rozwija i pędzi do przodu. Dlaczego z Etiopią miałoby być inaczej! Dlatego, mimo wszystkich trudności, jeśli ktoś chce jechać, niech jedzie teraz. Za kilka lat, to będzie inny kraj, z innymi atrakcjami.

Wycieczki do Etiopii

Góry Siemen

Jemy naprawdę dobrą kolację. Po dniu pełnym wrażeń i zwiedzania ma to znaczenie. Pierwszy raz od wielu dni jest szwedzki stół i kilka pysznych dań do wyboru. Do tego nawet wino, fakt lokalne, ale zawsze… Siedzimy zadowoleni, za naszymi plecami ogień w kominku. Też daje sporo przyjemności bo noce na tej wysokości są chłodne. To nic, że to Afryka i blisko równika, w nocy bywa ledwie kilka stopni na plusie. Fakt, atmosferę mógłby zepsuć szczur, wędrujący sobie beztrosko po ścianie tuż nad naszym stołem, ale towarzystwo jest turystycznie zaprawione, w niejednym miejscu bywało, w niejednym jadło. Na szczura, rozsądnie przymykamy oko. Bo po co się denerwować i  psuć miły nastrój.

Nasza wycieczka w górach Siemen

Nasza wycieczka w górach Siemen

Jesteśmy w lodgu w Górach Siemen. Podobno to najwyżej położony lodge w całej Afryce (3260 m n.p.m). Miejsce komfortowe. Lepszego nie znajdziemy w promieniu wielu, wielu kilometrów. Pokoje ładne, czyste, choć piekielnie w nich zimno. Kuchnia dobra. Kiedyś jak zabrakło nam w nim miejsc, spaliśmy w położonym kilkadziesiąt kilometrów dalej lokalnym hoteliku. Zdecydowanie wolę lodge. W taki warunkach, jak tyle się wie, nie maco przywiązywać uwagi do szczura. Do myszy, która siedziała pod naszym szwedzkim stołem, zresztą też.

Na wysokości 3260 m n.p.m

W Etiopii trzeba umieć cieszyć się każdą drobnostką, każdym małym luksusem. Bo dzisiejszy hotel, choć teraz wydaje się słaby, jutro możemy wspominać jako wspaniały. Możemy, ponieważ wiemy, że jutro może być naprawdę różnie… Zobacz Etiopia – największe atrakcje.

Autor w górach Siemen

Góry Siemen to jedno z najładniejszych miejsc na świecie. Jeśli któraś część północnej Etiopii przyciąga mnie w sposób szczególny, to właśnie ta. Oczywiście, nie da się tego porównać z południową, gorącą i bardziej afrykańską częścią kraju. To nie tylko jak dwa różne państwa, ale nawet jak dwa kontynenty. Ale na północy Etiopii, moim zdaniem, nie ma niczego co pięknem mogłoby się równać właśnie z tymi górami.Nie bez przyczyny kraj ten bywa nazywany Tybetem Czarnego Lądu.

Góry bywają nawet całkiem wysokie. Najwyższy szczyt, Ras Daszen, ma ponad 4,5 tys. metrów. Ile „ponad” to zależy od źródła, sposobu pomiaru, itd. (jak wiemy, dziś nie ma zgody nawet codo dokładnej wysokości Mont Everestu). W Etiopii przyjęto przed laty i nadal podaje się jako obowiązującą wysokość 4620 m.n.p.m. (według nowszych źródeł europejskich to 4533 lub 4543). Góra ta ma swoje miejsce w etiopskiej kulturze współczesnej. Od niej nazwę wzięło chociażby popularne, produkowane w Gonderze piwo. Tak samo nazywa się jeden z banków.

Mimo tego, że góry te rozciągają się pomiędzy słynnymi turystycznymi ośrodkami: Aksum, Gonderem i Lalibelą, to ciągle niewielu turystów je odwiedza. No chyba, że ktoś przyjeżdża tu specjalnie na trekking. Część wycieczek podziwia je tylko z samolotu,przelatując pomiędzy wymienionymi miastami. Z kolei przejazd przez całe góry,np. pomiędzy Gonderem a Aksum, to bardzo uciążliwa, długa i męcząca droga. (Wciągu najbliższych lat to się poprawi – przedsiębiorstwa chińskie już i tam budują drogi). Zobacz też: Etiopia, niezwykły kraj Arki Przymierza.

Turyści wśród dżelad

Turyści wśród dżelad

Przyjeżdżamy tu dla pięknych widoków i ciekawej fauny. Występuje tu kilka endemicznych gatunków. Wilk abisyński czy lokalny lis są poza naszym zasięgiem. Ale ostatnim razem widzieliśmy kozice! Wart uwagi jest również niesamowicie wyglądający kruk grubodzioby. Niby trudno go zobaczyć, ale raz zdarzyło się, że przyleciał zwabiony naszym lunchem. Chwytał w locie podrzucane przez nas kotlety.Wszystkie te zwierzęta, traktowane jako turystyczna atrakcja, są jednak tylko dodatkiem do tego, z czego Góry Siemen słyną najbardziej.

Kruk grubodzioby

Dżelada, małpa o krwawiącym sercu

Największą atrakcją są dżelady. To trawożerne małpy, które występują tylko w tym miejscu. Z wszystkich ssaków, poza człowiekiem, mają najlepiej rozwinięty aparat mowy i najbardziej zaawansowane zachowania społeczne. Kiedy siedzi się w środku ich stada, odczucie jest jedno – one rozmawiają! Ważenie to potęguje fakt, że bardzo blisko stąd, w rejonie Afar znaleziono słynną Lucy, okrzykniętą prababką ludzkości oraz szkielety innych hominidów, będących pierwszymi niemałpimi przodkami człowieka. Za każdym razem, kiedy jestem wśród dżelad mam poczucie,że mają one wiele wspólnego z procesem ewolucji człowieka. Jak twierdzą specjaliści żyjącą około 3,2 mln lat temu Lucy oraz dżelady łączy chociażby podobny system społeczny, tzn. haremowa rodzina. Chcecie dotknąć milionów lat ewolucji? Jedźcie w Góry Siemen. Wycieczka do Etiopii

Strona 1 z 2

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén