Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: egipt (Strona 1 z 2)

Pieniądze. Białoruś, Kuba, Egipt, Uzbekistan…

Banknoty i monety. Różne. Mimo postępującej globalizacji. Pomimo łączenia rynków i znoszenia granic. Wie to każdy, kto jeździ po świecie. A dowiaduje się o tym jeszcze przed wyjazdem. Przygotowania do wycieczki pociągają za sobą konkretne pytania. Jaką walutę zabrać? Lepsze dolary czy euro? Niezmiennie, od lat wyraźna jest przewaga USD. No, może z wyjątkiem Kuby, gdzie od dolarów pobierany jest ekstra podatek. Kraj ten zresztą jest nie lada ciekawostką, funkcjonują tam obok siebie dwie równoległe waluty: peso kubańskie (CUP) i peso wymienialne (CUC) – dla turystów i bogatszych mieszkańców wyspy. Więcej na ten temat tu: Kubańska waluta.

A jeśli dolary, to jakie roczniki wchodzą w grę? W części krajów te starsze nie cieszą się powodzeniem i mogą być trudności z ich wymianą. Czy można liczyć na płatności kartą i na bankomaty? Gdzie wymienić pieniądze, jaki kurs? Na co trzeba uważać? Pytań jest mnóstwo.

Kuba. Peso wymienialne

Kubańskie peso wymienialne, banknot z pomnikiem Che Guevary

Turysta wybierający się na zorganizowaną wycieczkę otrzymuje takie informacje z biura podróży. Naszym klientom przygotowujemy więc pakiet tego, co niezbędne i przydatne w procesie planowania podróży. Ważne, żeby z rozpędu nie powtórzyć informacji, które w międzyczasie zdążyły się zdezaktualizować. Właśnie po raz kolejny sprawdzam czy w Uzbekistanie nie zaszły jakieś zmiany. Na pytanie o to, jaką walutę zabrać, od znajomego z Taszkentu otrzymuję informację, że „better USD, but EUR is okay too”. Czyli jak zwykle.

Banknotów i monet z różnych krajów mam całą szufladę. To znaczy pewnie zapełniłyby szufladę, gdybym zrobił z nimi porządek. Bo póki co, to zalegają w różnych miejscach. Na półkach w biurze i w szafkach w domu. Pomiędzy książkami i pamiątkami. Co nieco znajdzie się też w torbach i plecakach, które zabieram na wyjazdy. A także w szkatułce, w której lądują drobiazgi cechujące się brakiem ściśle określonego przeznaczenia.

Mam je wcale nie dlatego, że zbieram. Nie jestem kolekcjonerem. Po prostu zawsze coś zostaje. Kończę wycieczkę i wracam z drobnymi. Nie przejmuję się tym i nie wydaję na siłę, bo przecież wiem, że wrócę. To jedna z cech mojego podróżowania. Wracam, bywa, że wielokrotnie. Zdarza się, że w ciągu roku jestem w danym kraju nawet kilka razy.

Często znajduję banknoty w książkach. Niektóre po kilku latach, dawno już zapomniane. Książki jeżdżą ze mną w świat i jeśli trafię na ładny, nowy banknot, to wykorzystuję go jako zakładkę. Z pełną świadomości, że zostanie tam na lata. Rzecz jasna los taki spotyka banknoty niezbyt cenne, warte co najwyżej kilka złotych. Odkładając je na lata (lub po prostu na zawsze), rezygnuję z ich siły nabywczej. Można by uznać to za oczywistą stratę, ale mam jakieś nieodparte wrażenie, że banknot przechodzący do historii nie całkiem umiera i nie traci pełnej wartości. Nie potrafię tego udowodnić, ale upierałbym się, że coś zostaje. I to coś cennego.

Pieniądze różnych krajów. Ileż to historii! Ile przeżytych emocji. Problemów, pomyłek, stresów i niespodziewanych pozytywnych zakończeń. Ile nauki i lekcji pokory.

Złote czasy egipskiej turystyki. Jakieś piętnaście lat temu. Byłem wtedy pilotem i przewodnikiem na rejsach po Nilu. Piękna, choć męcząca praca. Każdego tygodnia nowa wycieczka. Każdy z turystów musiał wymienić pieniądze z dolarów na miejscowe funty. Przez jakiś czas na rynku były dwa kursy, oficjalny – obowiązujący w kantorach i bankach oraz czarnorynkowy – podobnie jak w Polsce kilkadziesiąt lat temu. Ten drugi oczywiście wyższy, ale trudno dostępny dla turystów. Nielegalny, funkcjonujący w konspiracji. Kogoś, kto wymieni nie było łatwo znaleźć, a do tego wiązało się to z ryzykiem oszustwa. W rolę pośredników doraźnie wcieliliśmy się my, piloci, rezydenci i przewodnicy. Dorabialiśmy sobie trochę. Przestałem się w to bawić, kiedy aresztowano miejscowego cinkciarza, odbierającego od nas dolary w hurtowych ilościach. Ech młodość, szumna i durna. Więcej o Egipcie z tamtych czasów m.in. w artykule: Egipt po raz pierwszy.

Nowe białoruskie ruble. Porównanie do euro. Zdjęcie pochodzi stąd.

Nowe białoruskie ruble. Porównanie do euro. Zdjęcie pochodzi stąd.

Dziś podobny mechanizm spotykamy w Uzbekistanie. Państwo próbuje tam regulować różne rzeczy, również kursy walut. W efekcie, poza oficjalnym jest również czarnorynkowy. Ten państwowy jest oczywiście dużo niższy. Dlatego wszyscy, również turyści, wymieniają na ulicy, najczęściej w okolicach bazarów. I choć formalnie jest to zabronione i wysoko karane (kilkuletnia zsyłka do obozu pracy) to powszechna praktyka zdaje się sugerować, że dzieje się to za cichym przyzwoleniem władz. Jak wygląda to w praktyce opisałem wcześniej w artykule: Uzbekistan – tu zostaniesz milionerem.

Białoruś. Jeszcze niedawno nie potrafiłem liczyć tamtejszych banknotów, ani szybko zorientować się w ich wartości. Było ich za dużo i były do siebie zbyt podobne. Wielkie nominały, kwoty liczone w setkach tysięcy i milionach. Miałem z tym kłopot mimo tego, że jeździłem tam całkiem często i wydawało się, że powinienem się oswoić. Dobrze, że w zeszłym roku przeprowadzono denominację ucinając aż cztery zera.  Jest znacznie prościej. Dolar, który kosztował aż 20 tys. rubli, teraz wart jest 2 ruble. Co ciekawe, po raz pierwszy w historii Białorusi w obiegu pojawiły się również monety. Wcześniej były tylko banknoty.

To zresztą nie pierwsza denominacja na Białorusi. I w związku z tym nie pierwsza zmiana oznaczenia według standardu ISO. Do 2000 r. rubel białoruski miał skrót BYB, później BYR, a od lipca 2016 r. oznaczony jest symbolem BYN.

Przy okazji okazało się, że nowe monety nie wcale takie nowe. Na części z nich zauważono ciemne plamki przypominające rdzę. Przedstawiciele banku centralnego tłumaczyli to tym, że pieniądze zostały wyprodukowane osiem lat wcześniej. Przez  ten czas leżały spokojnie w sejfach i czekały na polityczną decyzję o denominacji. Tak długo, że niektóre z nich uległy częściowemu utlenieniu.

Popatrzcie na nowe białoruskie banknoty i monety. Przypominają euro. Białorusinom nie omieszkali wytknąć tego Rosjanie. Od razu pojawiły się komentarze, że to może zapowiedź epokowych zmian. Tym bardziej, że podobno nowe białoruskie banknoty były drukowane w kilku państwach należących do Unii Europejskiej. Białoruś – poradnik turysty.

W części drugiej artykułu pojawią się informacje o pieniądzach w Japonii, Etiopii i Naddniestrzu.

Zobacz też: Kuba. Relacja osobista.

Wizy do Egiptu

Branżę turystyczną obiegła informacja, że Kair wprowadza utrudnienia wizowe dla turystów indywidualnych. W tym przypadku trzeba będzie uzyskać wizę jeszcze przed wylotem, w jednej z ambasad. Rozporządzenie to wchodzi w życie z dniem 15 maja. Zmiany nie dotkną klientów biur podróży. Turyści na wycieczkach zorganizowanych szybko i bez problemu otrzymają wizy na lotnisku, już po przylocie do Egiptu. W ten sposób, jednym ruchem, rząd w Kairze uciął wszelkie plany tanich linii lotniczych. Jeśli te myślały o uruchomieniu lotów np. do Hurghady, to teraz straciło to sens. Biura podróży żyjące z wycieczek do Egiptu zostały uratowane.

Sprzedawca pamiątek w Asuanie

Sprzedawca pamiątek w Asuanie

Wiosna w Egipcie?

Dokąd pojechać w marcu i kwietniu? Jeśli ktoś myśli o Wielkanocy pod palmami, to gdzie? Od lat odpowiedź jest ta sama. W tym okresie Egipt jest bezkonkurencyjny. Nigdzie indziej, za takie pieniądze, nie będziemy mieli tak ciepło. Korzystna jest relacja jakości do ceny. Jeśli się mądrze wybierze, to trafimy do całkiem dobrego hotelu, a już na pewno takiego, gdzie są porządne baseny i aquaparki. Za hotel o podobnej infrastrukturze w Grecji czy Hiszpanii trzeba zapłacić dużo więcej. Nie mówiąc już o pogodzie.

Dom w Luksorze

Dom w Luksorze

Trudno zastąpić Egipt. To najtańszy całoroczny kierunek. Niby jest jeszcze Tunezja, ale tam zimą i wczesną wiosną jest chłodno i deszczowo. Można próbować też Cypru, ale podobnie jak w Tunezji. Zresztą ceny mówią same za siebie. W marcu tego roku klienci mieli wybór zaskakująco tanich ofert, np. 7 dni w hotelu 3* z dwoma posiłkami na Cyprze za… 599 zł! Skąd ta cena? Po prostu, nie sprzedawało się i biura próbowały odzyskać chociaż część pieniędzy, oferując produkt poniżej kosztów. Będą musiały odrobić to w szczycie sezonu.

Oczywiście, są jeszcze Wyspy Kanaryjskie i Maroko, ale na upały nie możemy tam liczyć nie tylko w marcu czy kwietniu, ale nawet w maju.

Egipt oczywiście ma też swoje słabsze strony. Nie ma co ukrywać, że z jakość pracy obsługi hotelowej i poziom kulinarny wyraźnie różni się od tego, na który możemy liczyć np. w Hiszpanii. O tym więcej w artykule: Egipt po latach.

Na targu. Kobieta poi osłabionego gołębia

Na targu. Kobieta poi osłabionego gołębia

Fakt, że na polskim rynku nie ma kraju, którym można by zastąpić Egipt, przyczynił się do problemów w jakie wpadł sektor turystyki czarterowej po 2010 roku. Rewolucja i późniejsza polityczna destabilizacja w Egipcie wpłynęła na rażący spadek zainteresowania. Dopiero od niedawana Egipt zaczął odrabiać straty. W 2014 roku kraj faraonów odwiedziło 9,9 miliona zagranicznych turystów (400 tysięcy więcej niż w roku poprzednim).

Nie sposób porównać dzisiejszej turystyki do tej sprzed lat, kiedy to Hurghada była upragnionym celem polskiego turysty. Piętnaście lat temu dorabiałem do skromnego stypendium na Uniwersytecie Kairskim oprowadzając turystów. Hitem były rejsy po Nilu. Niektóre moje grupy liczyły ponad 60 osób! To była wielka masówka. Dziś coraz większe znaczenie zyskuje nowy kurort Marsa Alam. Traci Hurghada, Szarm i – niestety – wycieczki objazdowe. Szkoda, bo w tym jest wielka atrakcja kraju nad Nilem. Mam na myśli nie tylko standardowe obiekty, takie jak piramidy w Gizie, Luksor, Karnak i Abu Simbel, ale też znacznie mniej popularne, przepiękne oazy czy skryte na pustyni klasztory koptyjskie.

Wypożyczalnia rowerów

Wypożyczalnia rowerów

Chyba każdy zna typowe zdjęcia ilustrujące artykuły poświęcone egipskiej turystyce. Dlatego w tym poście zdecydowałem się na coś innego. Zamieszczam fotografie zrobione w bocznych uliczkach. Pokazują inny Egipt. Dla nas bardziej egzotyczny, a dla miejscowych zwykły, codzienny… Kiedyś biegałem tam z aparatem. Zajrzałem do archiwum, metryczka informuje, że zostały zrobione 12 lat temu.

Zobacz także: Oswajanie Egiptu


Egipt po latach

Ci z Państwa, którzy śledzą mój blog od początku wiedzą, że turystyczną przygodę zaczynałem w Egipcie. Niemal dokładnie 15 lat temu poleciałem na stypendium do Kairu. Egipt był dla mnie pierwszą egzotyką, pierwszym ważnym odkryciem. I długo dzierżył tę pozycję. Jakoś nie mogłem się wyzwolić. Żartowałem, że znalazłem się w „egipskiej niewoli”. Porównywałem z nim każdy kolejny odwiedzony kraj. Żaden nie wytrzymywał konkurencji. Udało się to dopiero Indiom i Etiopii. Później palmę pierwszeństwa przejęła Gruzja.

Zobacz artykuł: Egipt po raz pierwszy.

Zaletą Egiptu są hotele z dobrą infrastrukturą basenową, aquaparki, zjeżdżalnie...

Zaletą Egiptu są hotele z dobrą infrastrukturą basenową, aquaparki, zjeżdżalnie…

Właśnie wróciłem z tygodniowego wypoczynku w Marsa el Alam. Wyjazd bez żadnych większych ambicji. Lato, słońce, plaża i basen. Lecąc tam zastanawiałem się jak będzie, jakie wrażenie zrobi kraj po tych wszystkich przejściach. Poza Egiptem jestem już od 8 lat. Przez ten czas byłem tylko raz, na tygodniowym wypoczynku w Sharm el Sheikh. Oderwałem się więc od tematu. Co prawda wydarzenia arabskiej wiosny na chwilę przyciągnęły moją uwagę w stronę Kairu (pisałem o tym na blogu, np. tu: Tahrirowa demokracja), ale był to tylko epizod. Przez kolejne lata Egipt zajmował mnie tylko o tyle, o ile zachodzące tam zmiany odbijały się na polskiej turystyce. Niekorzystnie oczywiście. Rewolucja i późniejsza polityczna destabilizacja wpłynęła na rażący spadek zainteresowania kierunkiem. Na polskim rynku nie ma kraju, którym można by zastąpić Egipt. To najtańsza całoroczna destynacja.  Zawierucha w Egipcie była jednym z głównych powodów kryzysu polskiej turystyki czarterowej, który kilka lat temu tak bardzo dał się nam we znaki.

Jaki dziś jest Egipt? Kiedyś miałem jasny obraz kraju. Powstał z doświadczeń wynikłych z mieszkania w Kairze, zajmowania się historią i zmaganiem ze współczesnością. Dołożyła się też praca rezydenta i pilota-przewodnika. Objechałem Egipt dziesiątki razy. Był moim domem, a ja jego częścią. A dziś? Nie wiem jak jest w Luksorze, Asuanie, Edfu czy Kom Ombo. Dawno nie byłem też w Kairze. Dla nas Egipt to głównie kurorty, nadmorskie enklawy, gdzie wstęp mają tylko turyści i miejscowi pracownicy. Daleko od doliny Nilu, gdzie toczy się życie kraju. W zupełnej izolacji. Kiedyś oprowadzając wycieczki starałem się przybliżyć lokalną kulturę, zwyczaje i światopogląd. Może dziwne dla nas, ale całkowicie logiczne dla miejscowych. Co można powiedzieć teraz? W zamkniętym hotelu all inclusive? Można co najwyżej skomentować pogodę (gorąco jak diabli), ocenić kuchnię (w hotelach gotują równie słabo jak kiedyś) i jakość pracy obsługi (pierwszy element, który należałoby poprawić). A reszta?

Piasek, ciepła woda, rafy i all inclusive

Pustynia, ciepła woda, rafy i all inclusive

Cała reszta to proces. Egipt jest na etapie, w którym sam musi się zdefiniować. Pójść może w różnych kierunkach. Potężny wpływ islamu, zatrważająca bieda milionów ludzi i trudne do wyobrażenia braki w edukacji tworzą klimat, w którym wyrosnąć mogą przedziwne owoce. Na razie cieszymy się tym, co jest: ciepłą wodą, bajecznymi rafami i tanimi hotelami.

Co będzie dalej? Jeśli chodzi o turystykę to Egipt ma do wyboru kilka kierunków. Pierwszy, którym najbardziej jesteśmy zainteresowani, to droga w stronę Europy. Na początku trzeba by choć odrobinę podnieść jakość obsługi. Drugi, to przestawienie się na turystów z krajów islamu. Arabia Saudyjska, Emiraty, Katar, może również Iran… Tam są duże pieniądze, a Egipt ma atuty. Z jednej strony to trochę Zachód – można korzystać z kasyn i raczyć się alkoholem. Z drugiej – stosunkowo łatwo byłoby wprowadzić część muzułmańskich obostrzeń, np. dotyczących strojów plażowych dla kobiet (zobacz: Kobieta w Egipcie). No i wreszcie trzecia opcja, najprostsza, zostawić tak jak jest. Ale wtedy, z roku na rok, będzie to kierunek coraz mniej atrakcyjny.

Pozostałe artykuły dotyczące Egiptu.

Święta Rodzina w Egipcie

Dzięki miłej pani z radia przypomniałem sobie, że kiedyś w centrum moich zainteresowań znajdował się Egipt. Studiowałem tam, później pracowałem. Zajmowałem się wczesnym chrześcijaństwem, a z czasem pojawiła się też turystyka. O przygodach z tamtych czasów pisałem już nieraz na blogu, np. tu: Oswajanie Egiptu. Teraz, z okazji Świąt, poproszony zostałem o wypowiedź na temat ucieczki św. Rodziny. I tak wróciłem wspomnieniami nad Nil.

Egipt sw Rodzina

Częsty motyw na papirusach sprzedawanych turystom

Dla chrześcijan egipskich temat ten jest niezmiernie ważny. Tutejszy Kościół uczynił z niego element identyfikacji. Przekonanie o szczególnym znaczeniu Egiptu w życiu Jezusa jest podstawą narodowo-religijnej dumy. Poczucie to rekompensuje trwające od setek lat historyczne niedogodności, takie jak oddzielenie od reszty chrześcijańskiego świata i islamskie represje. (Więcej o Kościele koptyjskim).

W tradycji chrześcijan egipskich motyw podróży św. Rodziny został mocno rozbudowany. Maryja, Józef i Dzieciątko mieli spędzić tu ponad dwa lata i odbyć podróż wzdłuż Nilu aż do dzisiejszego miasta Asjut. Na trasie tej wędrówki znajduje się wiele miejsc uświęconych ich obecnością. Drzewo pod którym Maryja karmiła Dzieciątko i schodki, po których zeszli do stojącej na Nilu łodzi. Taki punktów jest więcej. W kilku z nich malutki Jezus miał dokonać swoich pierwszych cudów.

Turystyka lubi takie tematy. Z rozkoszą adoptuje ja do biznesowych potrzeb. Wycieczki i pielgrzymki śladem św. Rodziny mogłyby stać się popularne. Pewnie tak by było, gdyby nie szczególna sytuacja polityczna w Egipcie. Obcokrajowcy nie wszędzie mogą dotrzeć, a w niektórych miejscach bywa po prostu niebezpiecznie. Od lat tak jest w środkowej części kraju, właśnie w okolicach miasta Asjut, gdzie dochodzi do utarczek między muzułmanami i chrześcijanami. Zdarzają się pogromy i regularne uliczne bitwy. W czasach Mubaraka próbowano to ograniczać, takich miejsc strzegła policja i bardzo niechętnie wpuszczała tam obcych.

Egipt sw Rodzina

Święta Rodzina w Egipcie

Jeśli chcemy odwiedzić któreś z ważnych miejsc leżących na trasie podróży św. Rodziny, to najłatwiej będzie dotrzeć do kościoła św. Sergiusza (Abu Sarga) w Starym Kairze. Budynek wznosi się nad grotą, w której przez jakiś czas mieli chronić się rodzice z małym Jezusem.

Motyw ucieczki św. Rodziny do Egiptu inspirował ludową religijność w różnych krajach, także na ziemiach polskich. Jedna z opowieści nawiązuje do świata przyrody. W trakcie ucieczki Święta Rodzina chciała schronić się pod osiką, ta zaczęła trząść się ze strachu przed gniewem Heroda i nie przyjęła ich. Wygnańcom pomogła leszczyna i za ten czyn uzyskała szczególne błogosławieństwo. Wierzono, że w nagrodę omijają ją pioruny i dlatego stanowi bezpieczne schronienie w czasie burzy. A liście osiki za karę trzęsą się cały czas, nawet wtedy gdy nie ma wiatru. Schowanych w gałązkach leszczyny próbowała zdradzić kukułka. Za karę nie buduje gniazda i musi podrzucać jaja innym ptakom.

Podróż Jezusa do Egiptu skłania nas do szerszego rozumienia obszaru Ziemi Świętej. W tym ujęciu rozciąga się ona daleko poza teren Palestyny. Tak też przedstawiona jest na słynnej posadzce w Madabie (Jordania). Mozaika pochodzi z VI wieku i jest najstarszą zachowaną mapą Ziemi Świętej. Uwagę przyciąga wizerunek Jerozolimy z murami obronnymi, główną ulicą i Bazyliką Grobu. Bez trudu rozpoznajemy też rzekę Jordan, Morze Martwe i oczywiście Nil.

Audycja Śladami Świętej Rodziny.

Egipski papież

W Kościele koptyjskim wybrano nowego patriarchę. Interesujący był sposób w jaki dokonano wyboru. Zgodnie z tradycją zdano się na wolę Boską. Spośród trzech kandydatów tego jednego po prostu wylosowano!

Najpierw zgromadzenie elektorów (duchownych i świeckich) wybrało trzech pretendentów. Następnie w trakcie wielkiej uroczystości na ołtarzu katedry św. Marka ustawiono kielich, do którego wrzucono kartki z nazwiskami kandydatów. Nowego papieża wskazał chłopiec, który z zawiązanymi oczami, z kielicha wyciągnął jedną kartkę. Pełniący funkcję tymczasowego patriarchy, biskup Pachomiusz, wszystkim wiernym odczytał wynik. Zwierzchnikiem Kościoła koptyjskiego został  biskup Tawadros. Intronizacja będzie miała miejsce 18 listopada.

Od pół roku egipscy chrześcijanie pozostawali bez papieża. W marcu, w wieku 88 lat, zmarł dotychczasowy religijny zwierzchnik Koptów, Szenuda III. Był postacią wybitną. Urząd swój sprawował od 1971 roku! W europejskich doniesieniach agencyjnych podkreślano głównie zaangażowanie Szenudy w dialog ekumeniczny, m.in. pierwszą w historii wizytę głowy Kościoła koptyjskiego w Watykanie (1973 r.).

Z punktu widzenia egipskich chrześcijan ważniejsze było chyba coś innego. Szenuda III mimo niesprzyjających okoliczności politycznych, zapewnił swojemu Kościołowi całkiem przyzwoity okres rozwoju. Udało się podnieść instytucję ze stanu intelektualnej i ekonomicznej zapaści. Podupadłe wcześniej klasztory ponownie zapełniły się mnichami (co istotne, do monastyrów przyjmowano tylko osoby z wyższym wykształceniem). Uporządkowano kościelne finanse. Śmierć Szenudy wiosną tego roku postawiła wiernych w trudnej sytuacji. W niesprzyjającym politycznie okresie zostali bez przywódcy.

Kościół koptyjski jest niezależnym organizmem. Usamodzielnił się już w połowie V wieku (po soborze w Chalcedonie), a więc na 500 lat przed podziałem chrześcijaństwa na część prawosławną i katolicką. Uważa się, że Kościół koptyjski pochodzi od św. Marka Ewangelisty. Patriarcha Tawardos będzie jego 118. następcą.

Egipt bardzo szybko uległ chrystianizacji. W pierwszych wiekach naszej ery to tu rozwijała się chrześcijańska filozofia. Wystarczy wspomnieć takie postaci jak Orygenes i Klemens Aleksandryjski. Tu kwitł gnostycym (znany nam z odkrytych w egipskim Nag Hammadi, pozakoanonicznych ewangelii). To kraj nad Nilem jest ojczyzną chrześcijańskiego monastycyzmu. Najstarsze na świecie klasztory funkcjonują do dziś, a część z nich można zwiedzać! Egipt wniósł też pewne elementy rodzimej kultury do chrześcijańskiej sztuki.

Jeden z koptyjskich klasztorów

Sytuacja uległa zmianie po zajęciu Egiptu przez wojska muzułmańskie (VII wiek). Kraj poddany został wpływom nowej religii. W średniowieczu starożytny język egipski (koptyjski) zastąpiono arabskim. Tylko część społeczności oparła się islamizacji. Do dziś w Egipcie przetrwało około 8-10 proc. chrześcijan. W obiegu są różne dane, najczęściej od 6 do 12 proc. Koptowie raczej je zawyżają, a władze Egiptu mają tendencję do ich zaniżania.

W Egipcie spędziłem kilka lat. Studiowałem, zajmowałem się Kościołem koptyjskim. Ścisłym obszarem naukowego zainteresowań był starożytny okres egipskiego chrześcijaństwa. Ale oczywiście chciałem dowiedzieć się także jak najwięcej o tym co działo się współcześnie. Całe dnie spędziłem w koptyjskich dzielnicach Kairu i w klasztorach na terenie całego kraju. Kościół ten jednoznacznie kojarzył mi się z Szenudą III. Życzę egipskim chrześcijanom by papież Tawadros okazał się godnym jego następcą!

Zwierzchnik Kościoła koptyjskiego rezyduje w Kairze, a jego tytuł brzmi: Papież Aleksandrii i Patriarcha Stolicy św. Marka.

W Egipcie istnieje również Katolicki kościół koptyjski. Liczy około 210 tysięcy wiernych, którzy uznają zwierzchność Rzymu.

Więcej na temat egipskich chrześcijan w artykule Koptowie
Więcej o Egipcie.

Kobieta w Egipcie

Tu, samotnie podróżująca kobieta, bez opieki męża, ojca lub brata, kojarzy się z panią lekkich obyczajów.

Egipcjanie  często, po prostu, mają wypaczone pojęcie o Europejkach. Mógłbym napisać co sądzą o kobietach z Zachodu, ale byłoby to chyba niecenzuralne. Wiele razy, w różnych miejscach, podekscytowani panowie w galabijach pytali mnie czy u nas naprawdę tak jest, że… I tu następowała obrazkowa ilustracja, dopełniająca pytania. Wyciągali przemycone z Europy „świerszczyki”i pokazywali o co im chodzi.

Południowy Egipt. Na targu.

Południowy Egipt, na targu

No cóż, niektórzy za oczywiste przyjmują to, co widzą. Skoro kobiety są tak łatwe w filmach, to w życiu również. Skoro takie publikacje są u nas dozwolone, to znaczy, że nie mamy nic przeciwko podobnym praktykom, a wręcz je popieramy i sami stosujemy. Pomaga w tym religijna propaganda, strasząca zgniłym Zachodem.

Dlatego niejednej dziewczynie, na ulicach dużych egipskich miast, zdarzyły się konkretne propozycje. Pamiętam, że moje koleżanki, z którymi byłem tam na stypendium, miewały z tym spore problemy. Idzie biała kobieta i nagle czuje, że ktoś łapie ją za pupę. W biały dzień, w centrum Kairu. Odwraca się, leje gościa po twarzy, a ten jest strasznie zdziwiony. Myślał, że z Europejkami tak można.

 

Strój turystek mocno odbiega od egipskiego kanonu

Strój turystek mocno odbiega od egipskiego kanonu

W pewien sposób, pomagają w tym niektóre panie, robiąc to, co nigdy nie przyszłoby do głowy Egipcjankom. Ubierają się odsłaniając ramiona, nogi, dekolty; mieszkają w pokoju hotelowym z kimś, kto nie jest mężem, publicznie piją alkohol i palą papierosy. To wszystko w obrębie kurortu i innych turystycznych enklaw jest standardem, więc pracujący tam Egipcjanie zdążyli się przyzwyczaić. Nie gorszy ich to, a co najwyżej mocno ośmiela. Ale już w „prawdziwym” Egipcie, czyli na prowincji, a nawet w największych miastach, jak Kair i Aleksandria, będzie to budziło powszechne oburzenie, a z drugiej strony, powodowało niedwuznaczne i czasami dość natarczywe zaczepki.

Daleki jestem od straszenia. Egipt to piękny kraj. Od lat jest motorem polskiej turystyki wyjazdowej. Ale są sytuacje, w których panie powinny mocniej uważać, jeśli nie chcą wystawić się na niebezpieczeństwo. Potrzebna jest elementarna wiedza o kulturowych różnicach. Pamiętacie „arabską wiosnę” i demonstracje w centrum Kairu? Nasze media tak się tym zafascynowały, że niemal pominęły milczeniem to, co spotkało zbyt atrakcyjnie ubraną, znaną dziennikarkę (seksualnie napastowana przez tłum mężczyzn). Zobacz.

Egipcjanie zwracają uwagę na strój, zachowanie, a nawet fryzurę kobiety. I tak, np. rozpuszczone, długie włosy mogą być odczytane jako erotyczny sygnał wysyłany przez kobietę! Nic tu się nie zmieniło przez kilka tysięcy lat, podobnie było w czasach  faraonów. Zachował się znamienny tekst. Mężczyzna mówi do kobiety: „Włóż perukę, spędzimy trochę czasu w łóżku”. Zdanie to zapisano kilka tys. lat temu. Takie motywy trwają długo. W starożytnym Egipcie popularnym afrodyzjakiem była… sałata. I nadal jest!

Podobnie może zostać zrozumiany uśmiech kobiety, a szczególnie spojrzenie prosto w oczy. Dlatego Egipcjanki unikają takich zachowań. Gdyby tylko panie, przechadzające się po deptakach Hurghady znały arabski! Bywa, że bardziej rozebrane niż ubrane, wystawiają się na niewybredne docinki i uwagi. Idziesz sobie za taką kobietą i słuchasz o czym rozmawiają mijający ją Arabowie. Zawsze o jednym!

Inne teksty na podobny temat:

Egipt po raz pierwszy
Oswajanie Egiptu

Więcej artykułów o Egipcie.

Izrael, pierwsze wrażenia

To jeden z tych krajów, w których mógłbym mieszkać. Ciepło, egzotycznie i przyjemnie. Pochodzący z naszej części Europy, założyciele państwa Izrael, odcisnęli na nim tak duże piętno, że każdy Polak, znajdzie tu trochę bliskich sobie klimatów. Oczywiście, to już nie te czasy, kiedy jerozolimska ulica mówiła językiem Mickiewicza (dziś jest to raczej rosyjski), ale co nieco zostało. Lubię duże sklepy spożywcze. Na jednej półce mam ogromny wybór ledwie co zerwanych, egzotycznych owoców, a na drugiej takie, jak w moim mieście, razowe pieczywo. A do tego pyszne, obce tej części świata, kiszone ogórki!

Jerozolima, Góra Oliwna

Spędziłem w Izraelu sporo czasu. Oprowadzałem wycieczki. W różnych okresach. Nawet w trakcie kilkumiesięcznej wojny z Libanem (docierałem z turystami na odległość 30 km od linii frontu). To był wyjątkowy moment. Prawie żadnych turystów. Tylko nieliczne grupy z Polski, Rosji i Grecji. Wszędzie pusto, żadnych kolejek do Bazyliki Narodzenia czy do Grobu Pańskiego. Zwiedzało się komfortowo. Nasi klienci przekonywali się, że czasem warto przymknąć oko na to, co mówią w telewizji i nie poddawać się zbiorowej panice. Wojna! Jaka wojna?! Izraelczycy są do tego przyzwyczajeni. Wszystko normalnie funkcjonowało (w nadmorskich kurortach dyskoteki do białego rana). Było bezpiecznie, a dla zwiedzających – komfortowo jak nigdy!

 

Po raz pierwszy przyjechałem do Jerozolimy 11 lat temu. Po niemal rocznym pobycie w Egipcie, był to pierwszy zagraniczny wyjazd. Czułem już spore zmęczenie, 10 miesięcy w Kairze zrobiło swoje. Tęskno było do europejskich standardów, ale nasze ubogie, rządowe stypendia nie dawały możliwości wakacyjnego wyjazdu do Polski (studentów nie stać było nawet na bilet). Dlatego tygodniową wycieczkę do Izraela potraktowałem jak cudowną odskocznię od egipskiej rzeczywistości.

Ściana Płaczu

Z podróży po latach, często pozostają tylko porozrywane fragmenty, skrawki wrażeń, małe sytuacyjne opisy. Oto kilka z nich:

 

Wrażenie nr 1:

O planowanym wyjeździe do Jerozolimy opowiadam naszym egipskich przyjaciołom. Reagują spokojnie (nie zniechęcają), ale są stanowczy. Mówią, że tak długo, jak będzie istniało państwo Izrael, nie pojadą tam. Twierdzą, że bardzo by chcieli, że wizyta w Jerozolimie to ich marzenie, ale dopóki rządzą Żydzi, ich noga tam nie postanie. Próbuję to zrozumieć. Choć wcale nie jest łatwo.

 

Wrażenie nr 2:

Wcześnie rano, w centrum Kairu czekamy na autobus. Spora grupka obcokrajowców, wśród nich kilkoro Polaków. Cała podróż (w obie strony) z góry opłacona w jednym z egipskich biur podróży. Transport się spóźnia: pół godziny, godzinę, dwie… Czekamy tak pół dnia. W końcu jedziemy. Hura!

 

Wrażenie nr 3:

Po dość nieciekawych przygodach z egipskim autobusem (do spóźnienia doszedł jeszcze bardzo niski komfort, zamiast autokaru bus bez klimatyzacji, itd.), miła niespodzianka po drugiej stronie granicy. Izraelski transport wypada znacznie lepiej, kierowca dobrze mówi po angielsku. Inny świat. Śmiejemy się, że gotowi jesteśmy całować ziemię. Czysto, są przepisy drogowe (powszechnie akceptowane), ludzie elegancko ubrani… Po 10 miesiącach kairskich doświadczeń czuję się jakbym się znalazł w Europie!

W Jerozolimie

Wrażenie nr 4:

Dobry humor psuje nam widok Strefy Gazy. Przejeżdżamy obok. Widzimy zasieki z drutu kolczastego. Getto.

 

Wrażenie nr 5:

Jerozolima. Jest cudownie. Znajdujemy niedrogi hostel w samym sercu starego miasta, pomiędzy Ścianą Płaczu, a Bazyliką Grobu. Idealne miejsce. Kolacja pod Bramą Damasceńską – u starego Palestyńczyka kupujemy po kanapce, znamy je dobrze z Egiptu: chleb typu pita, kotleciki z soczewicy, pomidory i sezamowy sos tahina. Te są jednak lepsze. Mają zaskakujący, dodatkowy składnik – kiszone ogórki! Idealna kompozycja smaków!

Izraelski dziewczyny…

Wrażenie nr 6:

Ściana Płaczu. Chodzimy tam każdego wieczora. Mamy blisko. Wąskimi uliczkami płyniemy z nurtem ortodoksyjnych Żydów. Nikt nie zwraca na nas uwagi. Nie ma znaczenia, że nie jesteśmy Żydami. Chasydzi pochłonięci są modlitwą. Izolują się, chowają w czarnych chałatach, kapeluszach i futrzanych czapach. Na placu pod Ścianą panuje podniosła atmosfera, ale bez zbędnego nadęcia; jest przyjemnie. Magda zwraca uwagę na pięcioletniego chłopca. Długie, rude pejsy i ortodoksyjny strój. Bardzo fotogeniczny. Czy możemy zrobić zdjęcie? Mówi, że musi spytać tatę. Ojciec pozwala i nawiązuje z nami dialog. Miło rozmawiamy jakiś czas. W pewnym momencie pyta skąd jesteśmy. Z dumą odpowiadamy, że z Polski. W jednej sekundzie chasyd chwyta syna za rękę, gwałtownie się odwraca i bez słowa odchodzi. Beznadziejne uczucie tamtej chwili pamiętam do dziś.

 

Ciąg dalszy nastąpi…

 

Zobacz też artykuł o Jerozolimie.

 

Wakacje w Egipcie

W gazetach piszą, że turyści nie chcą jeździć do Egiptu. To prawda. A szkoda, ceny teraz rewelacyjne. Pięciogwiazdkowe, dobre hotele w all inclusive za 1,5 tys. zł, trzy gwiazdki z HB za 799 zł! Mimo to na plażach nad ciepłym Morzem Czerwonym, ciągle pustawo. Wypowiada się w tej sprawie prezes Polskiej Izby Turystyki, biura liczą straty, a Egipcjanie z żalem wspominają dobre czasy. Każdego roku wyjeżdżało tam około 600 tys. Polaków. Razem z Tunezją, Marokiem i Jordanią będzie coś prawie milion. Co się stanie z tymi turystami? Zostaną w domu, pojadą nad Bałtyk, do Włoch?

 

Trochę irytuje mnie ta sytuacja. Wszyscy tylko narzekają. Prezes PIT łaskawie oznajmia, że to duża strata dla touroperatorów. Biura milczą. Tak, jakby wszyscy dali za wygraną. Tak, jakby powszechnie zaakceptowano ten stan. Tymczasem egipskie kurorty nie mają nic wspólnego z polityką dziejącą się w Kairze. Zawsze były (i dalej są) zupełnymi enklawami, odizolowanymi od reszty kraju, dobrze strzeżonymi. Spokojnie można tam jeździć! Ale po to by to dotarło do masowego odbiorcy, potrzebna jest jakaś kampania informacyjna.

 

Póki co wszyscy liczą, że w naturalny sposób ludzie zapomną o niedawnych wydarzeniach i znowu życzliwym okiem spojrzą w stronę północnej Afryki.

 

Kiedy Egipt wróci do łask turystów?


Myślę, że w połowie czerwca zacznie się ruch, a największe oblężenie będzie w lipcu i sierpniu. Dlaczego wtedy? Przecież to nie jest najlepszy okres na Egipt! Latem jest największy upał. Idealny moment na wakacje nad Nilem to wiosna i jesień; osobiście najbardziej lubię maj i wrzesień.

 

Dlaczego zatem lipiec i sierpień? Z kilku powodów. Właściwie sprowadzają się one do jednego: to szczyt sezonu, te dwa miesiące zawsze oznaczają turystyczne oblężenie. W tym roku niemal wszyscy chcą kierunki europejskie. Problem jest jeden – Europa jest znacznie droższa! Poza tym ma ograniczoną ofertę. Nie dla każdego wystarczy. W drugiej połowie czerwca, kiedy turyści masowo ruszą w poszukiwaniu obiecywanych im przez gazety rewelacyjnych ofert last minute, zastaną przebrane i niezbyt tanie propozycje wypoczynku w Grecji i Hiszpanii oraz bardziej zachęcające oferty do Egiptu i Tunezji. Dla wielu wybór będzie prosty.

 

No chyba, że w międzyczasie znowu coś się popsuje. No chyba, że w Hurghadzie wybuchnie wulkan albo w Tabie zastrajkuje obsługa lotniska. Co prawda nie słyszałem żeby w Egipcie były wulkany, ani żeby kiedykolwiek tam strajkowało lotnisko, ale ostatnie dwa lata w turystyce nauczyły mnie jednego – wszystko może się zdarzyć.

 

Zatem, jeśli już wreszcie, polityka i przyroda dadzą turystyce normalnie funkcjonować, prognozuję, że najdalej na początku lipca plaże Egiptu zapełnią się turystami.

 

Na razie w Egipcie trwa porewolucyjne sprzątanie. W zeszłym tygodniu były minister spraw wewnętrznych dostał wyrok 12 lat więzienia, a teraz szef resortu turystyki z czasów Mubaraka 5 lat za korupcję. Szybkie procesy, słuszne kary.

Zobacz też: Egipt po raz pierwszy.

Koptowie

Moje zainteresowanie Egiptem zaczęło się od Koptów. Było to kilkanaście lat temu. Przyjechałem do Kairu po to, by zajmować się historią tutejszych chrześcijan. Studiowałem, uczyłem się języka koptyjskiego, wędrowałem po kraju i oglądałem pozostałości dawnej świetności egipskiego chrześcijaństwa. Po części z nich oprowadzałem później turystów pracując jako pilot wycieczek i przewodnik. Kościół koptyjski stał mi się na swój sposób bliski.

Mnich koptyjski

Koptowie tworzą jeden z kościołów wschodnich. Po polsku powiedzielibyśmy, że to prawosławni. I byłoby w tym dużo racji. To chrześcijanie ortodoksyjni.  Odłączyli się w połowie V wieku, tworząc własny, narodowy organizm. Przez lata oddzieleni od Europy, trwali przy swoich starożytnych obyczajach. Dziś spotkanie z Kościołem koptyjskim daje szansę na dotknięcie wczesnego chrześcijaństwa. Naprawdę wczesnego. Zresztą nie zawsze pamiętamy, jak wiele chrześcijaństwo zawdzięcza Egiptowi. To tu powstały pierwsze klasztory (do dziś istnieją!). I to tu powstał wizerunek Madonny z Dzieciątkiem (pierwowzorem była staroegipska Izyda ze swym synem Horusem). Zobacz też: Święta Rodzina w Egipcie.

Na zdjęciu koptyjski mnich w jednym z klasztorów

Są bardzo dumni. Mają świadomość wielowiekowej tradycji. Uważają, że to oni są prawdziwymi chrześcijanami, a to, co dziś funkcjonuje na Zachodzie, to raczej jakieś dziwne zmodernizowane twory. W 2000 roku, kiedy Jan Paweł II zawitał do Kairu, papież Koptów – Szenuda III, przyjął go z widocznym dystansem, tak jak się wita młodszego, błądzącego brata. Patriarcha stolicy św. Marka (taki tytuł nosi zwierzchnik Koptów) na lotnisko wysłał tylko swoich przedstawicieli. To Jan Paweł II złożył kurtuazyjną wizytę w rezydencji Szenudy III.

W sensie obyczaju, ortodoksja Koptów polega, na przykład, na praktykowaniu długich postów. Te najważniejsze są przed Bożym Narodzeniem (43 dni) i Wielkanocą (55 dni). W trakcie postu nie je się nie tylko mięsa, ale też żadnych produktów odzwierzęcych, czyli ryb, nabiału, a nawet miodu! Nie wskazane są jakiekolwiek używki (nawet kawa i herbata) o seksie nie wspominając. W sumie, w ciągu roku, wychodzi coś około 200 dni ścisłego postu.

Koptowie są potomkami starożytnych Egipcjan, a język koptyjski jest ostatnią fazą rozwoju języka egipskiego, zapisanego alfabetem greckim. Champollion rozszyfrował hieroglify właśnie dzięki znajomości koptyjskiego.

Klasztor na pustyni

Z ogromnym smutkiem odebrałem wiadomość o ostatnich krwawych zajściach w Kairze. Nie, żeby ta informacja mnie szczególnie mocno zaskoczyła. Takie, kończące się śmiertelnymi ofiarami, starcia między wyznawcami obydwu religii zdarzały się już wcześniej. Pamiętam je chociażby z czasu mojego kilkuletniego pobytu w Egipcie. Można się było spodziewać, że w jakiś czas po upadku reżimu Mubaraka, po osłabieniu i uśpieniu władzy, religijne animozje mogą dojść do głosu. Potrzebny był tylko pretekst. I taki się znalazł.

Wcześniej, to prezydent Mubarak, siłą zapewniał względny spokój. W niektórych rejonach kraju (głównie środkowy Egipt) koptyjskie klasztory strzeżone były niczym małe twierdze. Z tego też powodu obcokrajowcy nie mieli tam wstępu. Pamiętam, jak mimo to, kiedyś się tam wybrałem. Jakoś, kręcąc i klucząc, kupując bilet na pociąg przez podstawionego Egipcjanina, udało nam się (trzem studentom) tam dotrzeć. Ale bardzo szybko zjawił się oficer na czele dobrze uzbrojonego patrolu. Zabrał nas, wsadził do pociągu i odesłał do Kairu. Nie wolno nam było oglądać tego miejsca. Uznano też, że miasto, ze względu na zagrożenie fundamentalizmem, jest dla obcokrajowców zbyt niebezpieczne. Słowem gdzieś, w środku kraju, z daleka od oczu turystów, trudna sytuacja była czymś normalnym. Tak obok siebie żyli muzułmanie i chrześcijanie. Raz na jakiś czas wybuchały większe lub mniejsze zamieszki. Ginęli i chrześcijanie i muzułmanie. Chrześcijanie częściej.

Teraz, przed tymczasowymi władzami Egiptu trudne zadanie. (Zobacz na ten temat: Tahrirowa demokracja). Muszą udowodnić światu, że nie ma groźby ostrych konfliktów religijnych. Muszą pokazać, że panują nad sytuacją. Nie jest łatwo w islamskim kraju, ostro karać muzułmanów za prześladowanie wyznawców innej religii. To trochę jak balansowanie na ostrzu brzytwy. Będę kibicował egipskiemu rządowi, mam nadzieję, że uda mu się wprowadzić rozsądną politykę środka. Do tego dochodzą jeszcze silne oczekiwania Koptów. Od lat mają poczucie krzywdy. Kto może, emigruje. Skarżą się, że są dyskryminowani. W momencie rewolucyjnego festiwalu na placu Tahrir, wszyscy mieli duże nadzieje. Koptowie też. Wydawało się, że wystarczy obalić Mubaraka, by w kraju nastała sprawiedliwość.

……………………………………..

Pozostałe artykuły o Egipcie.

Śmierć turystów w Egipcie

Zostałem poproszony o udział w programie poruszającym ważny problem. Chodzi o bezpieczeństwo turystów w trakcie wycieczek fakultatywnych. W tym przypadku rzecz dotyczy Egiptu, ale podobne historie mogą przecież zdarzyć się chyba w każdym innym miejscu. Dobrze, że TVN podjął temat. Nie ma co ukrywać, nasze, tzn. turystów, pragnienie ciekawego spędzania czasu jest tak duże, że zdarza nam się lekceważyć kwestie bezpieczeństwa. Standardowo pytamy o atrakcje wycieczki, rzadko o zabezpieczenia. Poza tym zdarza się, że funkcjonuje coś w rodzaju niepisanej umowy: Wiemy i rozumiemy, że gdyby miały być dochowane wszelkie reguły bezpieczeństwa, cena wycieczki musiałaby radykalnie wzrosnąć. Chcemy taniej, więc akceptujemy to, co jest.

 

Film można obejrzeć tu: Superwizjer TVN

Polecam uważne wysłuchanie wszystkich wypowiedzi. Również tych telefonicznych, konsula i pracowników MSZ.

W tym konkretnym przypadku, turystom płynącym z plaży na rafę powinna towarzyszyć łódź, z której obserwować wszystko winien wykwalifikowany ratownik. Na takiej łodzi musi znajdować się odpowiedni sprzęt (od świadków zdarzenia słyszymy, że turystka prosiła o kapok, ale jej prośba została zignorowana, po prostu nie mieli nawet tak podstawowego wyposażenia). Cała organizacja tej imprezy sprawia wrażenie czystej partyzantki. Bo to przecież takie proste. Ile w Egipcie kosztuje wynajęcie busa, który zawiezie klientów na plażę? Grosze. Ot i całe koszty. Piękny biznes. Tyle, że, jak widać, bardzo niebezpieczny.

 

Polska turystyka wyjazdowa z partyzantki powstała. Z przypadku i z improwizacji. Kilkanaście lat temu, kiedy nasi rodacy zaczęli masowo wyjeżdżać do Egiptu, Tunezji i Turcji, zarówno oni, jak i organizujący to pracownicy byli rzucani na głęboką wodę. Nikt logistycznie nie był do tego przygotowany. Brakowało sprawdzonych mechanizmów, wiedzy i doświadczenia, reguł i wzorców. Co się wtedy działo!  Zdarzało mi się robić rejsy po Nilu bez statku i oglądać turystów masowo oszukiwanych przez biura. Chęć podróżowania była jednak tak duża, że jakoś godziliśmy się na to. Znowu trochę na zasadzie niepisanego porozumienia. Ile płacę, tyle wymagam. Wiem jak jest i albo godzę się na to, albo zostaję w domu. Zobacz też: Czy biura podróży oszukują?!

 

Dziś już jest o wiele lepiej. Organizatorzy funkcjonują w innej rzeczywistości. Zmieniła się świadomość konsumentów. Ale ciągle daleko nam do ideału. W zeszłym roku znowelizowano ustawę o usługach turystycznych. Trzeba było to zrobić ponieważ poprzednia nie nadążała za stanem faktycznym. Rynek tak się rozwinął, że stworzył nową jakość. Prawo zostało w tyle. Ale co zmieniono w ustawie? Nic istotnego! Narobiono bałaganu, ale nie naprawiono tych obszarów, które tego wymagały! To temat na inną dyskusję, ale jak można winić biura podróży, jeśli odpowiedzialne za turystykę ministerstwo nie wie co robi!

 

W programie TVN poruszonych zostało kilka ważnych kwestii. Pierwsza dotyczy samej organizacji wycieczki, poziomu bezpieczeństwa i odpowiedzialności biura. Druga, bardzo ważna, pracy polskich służb konsularnych. Przecież te telefoniczne wypowiedzi pracowników MSZ są skandaliczne. Wielcy Politycy-Urzędnicy zajmują się wielkimi sprawami, polityką międzynarodową (jak wiadomo Polska jest mocarstwem). Dlatego nie chcą abyśmy zawracali im głowę prozaicznymi działaniami, takimi jak dbałość o bezpieczeństwo polskich turystów. Konsul nic nie wie, nikt go o niczym nie informował. Pewnie, że tak najwygodniej. Jaki z tego wniosek dla Egipcjan? Taki, że Polakami można tak robić zupełnie bezkarnie! I jeszcze sugestie konsula, że może zmarli byli pod wpływem alkoholu. Bez komentarza…. Na tym blogu zwracałem już uwagę na odpowiedzialność MSZ w kwestii bezpieczeństwa polskich turystów (zobacz). Dlaczego ministerstwa słabo pracują? Ponieważ im na to pozwalamy. Dobrze się stało, że dziennikarze zaczęli pytać i dociekać. Polska turystyka wymaga zmian. Potrzebny jest wysiłek i branży i odpowiednich struktur państwa żeby było tak, jak być powinno.
………………

Poradnik: Jak założyć biuro podróży.

Strona 1 z 2

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén