Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: litwa

Troki. Zamek

Quo vadis Litwo?

Tak źle na Litwie chyba jeszcze nie było. Chodzi o stosunek do polskich turystów. Od lat organizujemy wycieczki do Wilna, Trok, Kowna i Druskiennik. Ze względu na siedzibę naszego biura (w Białymstoku) jest to jeden z podstawowych kierunków. Właśnie rozpoczął się sezon. Wysyłamy grupę za grupą. Zabytki ładne, hotele dobre, jedzenie smaczne. Jedynym mankamentem, ale za to bardzo rażącym, jest manifestowana niechęć do Polaków.

Restauracja w Trokach z widokiem na zamek

Restauracja w Trokach z widokiem na zamek

Przykłady? Obsługa w restauracjach. Nieprzyjemna, ignorująca naszych rodaków. Wczoraj wracała wycieczka. Po drodze zakupy w hipermarkecie. Ostatnie pamiątki, litewskie trunki, specyficzne, smaczne wędliny, rewelacyjne sery… Część osób wybrała bar. Chcieli coś zjeść. Kelnerzy przyjęli zamówienie, pieniądze pobrali z góry, a następnie robili wszystko, żeby Polacy nie doczekali się na zamówione posiłki. Przychodzących znacznie później Litwinów obsługiwano mile, bez problemów i znacznie szybciej. Naszym turystom dawano wyraźnie znać, że nie są mile widziani. Wyszli nie doczekawszy się zamówionych dań. Pieniędzy im nie zwrócono.

Jeśli turyści są w zorganizowanej grupie i wszystkiego pilnuje pilot, jest jakoś lepiej. Decydują wypracowane przez lata układy, handlowa lojalność, relacje między partnerami. W ciągu minionego weekendu mieliśmy dwie grupy na Litwie. I kilkukrotnie musieliśmy interweniować u naszych partnerów. Współpracujemy z nimi od lat, znamy się, z niektórymi przyjaźnimy. Prosiliśmy właścicieli hoteli i restauracji o przywołanie pracowników do porządku. Poskutkowało. Ale po co to wszystko?! Przecież turystyka na Litwie jest bardzo ważną gałęzią gospodarki. Przez lata Litwini mądrze ją rozwijali. Zadali też sobie sporo trudu, żeby ściągnąć polskich turystów. Dlaczego teraz to niweczą?

Pewien stopień niechęci był tam zawsze. W restauracjach, które masowo odwiedzali nasi rodacy, mógł razić brak menu w języku polskim. Ale dało się z tym żyć. Co się zmieniło? Skąd zaostrzenie nastrojów?

Przynajmniej częściowo winę za to ponosi lider Akcji Wyborczej Polaków na Litwie, Waldemar Tomaszewski, który 9 maja wziął udział w organizowanych przez ambasadę Rosji obchodach zwycięstwa w II wojnie światowej. Trzeba pamiętać, w związku z wydarzeniami ukraińskimi, również na Litwie atmosfera jest gorąca. Rośnie poczucie zagrożenia. Dlatego też litewskie MSZ oficjalnie zbojkotowało organizowane przez Rosjan uroczystości. W tej sytuacji, wyczyn pana Tomaszewskiego musiał pociągnąć za sobą jakieś skutki. Tym bardziej, że w klapę marynarki miał wpiętą georgijewską wstążkę, od niedawna uważaną za symbol rosyjskiego imperializmu. Kompletnie nieprzemyślanym gestem było wpięcie obok niej wstążki biało-czerwonej. Wydarzenie to szeroko relacjonowały litewskie media.

Ukłony w stronę Rosji pomogły Tomaszewskiemu uzyskać dobry wynik w wyborach prezydenckich (ponad 8 proc.). Dwa tygodnie temu, w pierwszej turze głosowało na niego również wielu rosyjskojęzycznych obywateli Litwy.

Litwa jest piękna! I mam nadzieję, że nie przesłoni tego faktu to, co dzieje się ostatnio. A zaogniona nieco sytuacja wróci na właściwe tory.

PS

Co to jest wstążka georgijewska? Czarno – pomarańczowe barwy wzorowane są na wstędze Orderu św. Jerzego, najwyższego odznaczenia bojowego armii carskiej oraz stalinowskiego Orderu Chwały. Od prawie 10 lat Rosja propaguje ją jako symbol zwycięstwa w II wojnie światowej. Ostatnio nabrała jednak nowego znaczenia – stała się znakiem rozpoznawczym prorosyjskich separatystów na Ukrainie.

Zobacz artykuł na tym blogu: Litwa.

Więcej artykułów o turystycznych atutach Litwy.

Litwa

Litwa jest jednym z tych miejsc, do których często i chętnie wracam. Prywatnie, wypoczynkowo. Zdarza się, że na zakończenie egzotycznej wyprawy, kiedy już się żegnam z turystami słyszę pytanie: A dokąd teraz planuje pan wyjazd? Najczęściej odpowiadam, że do Druskiennik na Litwie. Lubię tam pojechać na kilka dni, nawet na jedną noc. Z Białegostoku to blisko. Do Druskiennik mamy niecałe 200 km. Do Wilna nieznacznie dalej. A i nad morze całkiem niedaleko. Do Pałangi dojedziemy szybciej i lepszymi drogami niż nad polskie morze (więcej o Pałandze).

Troki. Zamek

Zamek na jeziorze w Trokach

Od lat przyglądałem się jak mądrze Litwa pracuje nad swoim produktem turystycznym. Polska mogłaby się tu sporo nauczyć! Pierwszy w regionie tak duży aquaprk (z rewelacyjnym kompleksem saun) rozreklamował Druskienniki. A pamiętam je jeszcze jako upadłe miasteczko. Po rozpadzie ZSRR przechodziło naprawdę trudne czasy. Dziś kwitnie. Aquapark już nie wystarcza. Wybudowano więc całoroczny, kryty tor narciarski. Dlaczego Druskienniki, a nie Augustów?! To dobre pytanie do naszych władz (krajowych i regionalnych). Wszak jak stałą mantrę powtarzają, że turystyka jest priorytetem dla województwa podlaskiego. Zobacz też: Wileńskie Kaziuki.

Konkurencję z Litwą przegrywamy od lat. I nie chodzi tylko o infrastrukturę i produkt. Od nas są lepsi w jeszcze jednym – skutecznie udaje się im przyciągać turystów z Białorusi i Rosji. W jaki sposób? Po prostu, oferują to, czego tamci potrzebują. Chodzi o rozrywkę, o zabawę i o możliwości przyjemnego wydawania pieniędzy. Dużych pieniędzy. W jednym z hoteli na Litwie widziałem ciekawe rozwiązanie. Spory obiekt na cztery gwiazdki. Nastawiony na turystę ze wschodu. Więc oczywiście sauny. Ale poza tymi otwartymi, ogólnodostępnymi jest jeszcze coś. Z tyłu, od zaplecza, ciche wejście do wydzielonego kompleksu, a w nim sauny na wysoki standard do prywatnego użytku. Właściwie to coś w rodzaju apartamentów z saunami. Kanapy, fotele, stoły, bary… Rozmawiam z osobą tym zarządzającą. Mówi, że często mają tam gości. Podjeżdżają autami pod same drzwi, nikt ich nie widzi. Korzystają z uroków luksusowego wypoczynku.

Przypomniało mi się to kilka tygodni temu na targach turystycznych w Moskwie. Było tam polskie stoisko. Takie sobie, niezbyt tłumnie odwiedzane, z nic nie mówiącym i trudnym do skojarzenia z Polską hasłem w języku angielskim (sic!) Move Your Imagination. Na naszym podlaskim kawałeczku narodowego standu za główną atrakcję robiło zdjęcie z… żubrami. Na tyle, na ile znam specyfikę rosyjskiej turystyki, to zaryzykuję stwierdzenie, że w ten sposób ciężko będzie odnieść sukces. Zwierząt, lasów i pięknej przyrody, to mają wystarczająco u siebie. Od nas potrzebują innych propozycji.

Widok na zamek w Trokach z jednej z restauracji

Być może komercyjny sukces Litwy pozwala części miejscowych na dziwne zachowanie wobec turystów. Zdarza się, że pracownicy hoteli czy restauracji okazują dystans, a nawet niechęć do gości z naszego kraju. To trudny temat, wymagający uwagi i delikatności. Próbuję odnosić się do niego z wyrozumiałością. Rozumiem uwarunkowania wynikające z naszych wspólnych dziejów. Ale sytuacja ta oczywiście działalności turystycznej nie ułatwia. Część Polaków nie chce jeździć na Litwę z tego właśnie powodu. Bo ktoś z ich znajomych został kiedyś źle potraktowany. Ostentacyjnie dano mu znać, że nie lubią Polaków. A może po prostu jesteśmy przewrażliwieni? Nie mam pewności ponieważ  mnie nigdy nic takiego nie spotkało. Ale dmuchamy na zimne. Nie lekceważymy tematu. Chętnie korzystamy z pomocy mieszkających tam Polaków. Współpracujemy od lat z tymi samymi ludźmi, hotelami, biurami i mamy do nich zaufanie.

Litwa to dobry cel kilkudniowej wycieczki (naszych rodaków przyciąga głównie Wilno z Ostrą Bramą na czele), ale też dłuższego wypoczynku (morze, jeziora, las). Jest tu dobra infrastruktura do przeprowadzenia nawet dużych konferencji i szkoleń. Kraj ten jest rajem dla miłośników sauny w każdej postaci. Są wszędzie. W hotelach (nowoczesne, robione na wzór turecki, egipski i jaki się tylko da) i w leśnej głuszy, tuż nad brzegiem jeziora – tu króluje ruska bania.

Turystyczną atrakcją jest też miejscowa kuchnia, podobna do podlaskiej, mięsno-ziemniaczana, z dodatkiem sporej ilości gęstej śmietany. Zawsze możemy liczyć tu na kartoflane placki, babkę i kiszkę. Daniem koronnym są cepeliny (duże pyzy z mięsem). Warte spróbowania są też karaimskie kibiny, czyli pieczone pierogi z farszem mięsnym lub jarzynowym. Serwowane są z barszczem lub rosołem. Bardzo lubię tutejsze zupy. Gęste i zawiesiste. Często wybieram borowikową podaną w bochenku razowego chleba. No właśnie, pieczywo. Specyficzne, ciemne, często z dodatkiem kminku. Przyprawę tę znajdziemy też w tutejszych serach. Niektóre z nich są bardzo ciekawe i oryginalne. Podobnie jak wędliny. Dla nas, mieszkańców Białegostoku, to nic wyjątkowego, ale z doświadczenia wiem, że wiele osób z innych rejonów Polski właśnie na wycieczce po raz pierwszy próbuje kindziuka. Nie byłby prawdziwym turystą ten, kto nie spróbowałby miejscowych napitków. Od tutejszego żywego piwa zaczynając na ziołowych wódkach kończąc. Po drodze są jeszcze warte polecenia litewskie miody. Zagryźć można podwędzanymi świńskimi uszami – to jeden z tutejszych przysmaków. Polecam i do zobaczenia na Litwie! Zobacz też: Puńsk. Litwini w Polsce.

 Zbliża się weekend majowy. Będzie dobra ku temu okazja.

Więcej o turystyce i wycieczkach na Litwę.

Pałąga

W Polsce często używana jest nazwa Pałanga. Nadmorski kurort na Litwie, położony ok. 20 km od Kłajpedy. Ma wszelkie atuty żeby stać się realną konkurencją dla polskich, nadbałtyckich miast. Po pierwsze, łatwy i szybki dojazd. Po drugie, korzystne ceny i dobry standard. No i po trzecie, śliczne plaże oraz atrakcyjne turystycznie okolice, w tym przede wszystkim bardzo ciekawa Mierzeja Kurońska.

Jedna z plaż Pałągi

 

Dojazd

 

Z Białegostoku to 490 km. Najtrudniejszy odcinek do Suwałk. Dalej już jest tylko lepiej. Tuż za granicą droga lepsza, a ruch znacznie mniejszy. Jedyny „mankament” – trzeba jechać zgodnie z przepisami; nie ma mowy o przekroczeniu prędkości, policja czuwa! Rekompensatą jest brak korków i duża kultura na drodze. Kowno mijamy obwodnicą i wskakujemy na autostradę. Jest bezpłatna. Do Kłajpedy 200 km rewelacyjnej trasy. Dopuszczalna prędkość to 130 km na godzinę. W sumie drogę z Białegostoku można pokonać w 5-6 godzin. Warto jednak zrobić przerwę w jednej z litewskich karczm. Tuż przed Kłajpedą skręcamy w prawo, omijamy miasto trasą szybkiego ruchu i za 15 minut jesteśmy w Pałądze.

 

Do Kłajpedy oczywiście trzeba będzie wrócić. Ma ładną starówkę, miło można spędzić tu kilka godzin. Również jeśli wybierzemy się na Mierzeję Kurońską (koniecznie trzeba!), Właśnie w Kłajpedzie jest port dla promów przewożących samochody i pieszych na druga stronę zatoki.

 

Ceny

 

Oczywiście są zróżnicowane. Latem jest drożej. Trzygwiazdkowy hotel w samym centrum Pałąngi, niedaleko prowadzącej nad morze promenady, to koszt 45 euro za dwuosobowy pokój ze śniadaniem. Jak na nadmorską miejscowość w szczycie sezonu, atrakcyjnie wyglądają ceny w restauracjach. Dobry obiad dla czteroosobowej rodziny to koszt ok. 130 zł (100 litów). Dla przykładu: zupa – od 5 do 10 zł; cepeliny (kartacze) – ok. 20 zł. Ciemne, litewskie piwo (godne polecenia) – 6 zł; 50 gram starki – 5 zł.

 

Atrakcje

 

Turystów przyciągają piękne, szerokie i piaszczyste plaże. Moje wrażenie z Pałągi jest takie, że miejsce to idealnie nadaje się na spokojny wypoczynek. Szukające rozrywek towarzystwo znajdzie je w jednym z klubów skupionych wokół prowadzącego do molo deptaka.  W pozostałej części miasta panuje spokojna, turystyczna atmosfera. Dużą popularnością cieszą się wieloosobowe, czterokołowe rowery. Jeżdżą wszędzie, po ulicach i parkowych alejkach. Wypożyczalnie są niemal na każdym kroku. Cena za pojazd dla 6 osób (4 dorosłych i 2 dzieci) to 30 litów za godzinę (ok. 37 zł).

Muzeum Morskie w Kłajpedzie

Muzeum Morskie w Kłajpedzie

Ładnym miejscem jest ogród botaniczny (wstęp bezpłatny). To właściwie, dużych rozmiarów park (powierzchnia 110 ha i 300 gatunków drzew). Uwagę przyciągają olbrzymie sosny. Szerokie wygodne aleje, stawy, malownicze mostki – wszystko to sprzyja spacerom. W dawnym pałacu Tyszkiewiczów znajduje się Muzeum Bursztynu.

 

Koniecznie trzeba się wybrać na Mierzeję Kurońską (kilka minut promem z Kłajpedy, cena: 40 litów za samochód i 2 lity za osobę). Tuż za portem znajduje się Muzeum Morskie, z ciekawą ekspozycją akwarystyczną. Zobaczyć tam można rafy, wiele gatunków ryb, meduzy i rekordowych rozmiarów muszle. Uwagę dzieci na pewno przykują pingwiny, foki i lwy morskie. Odbywające się kilka razy w ciągu dnia pokazy tych ostatnich gromadzą sporą publiczność.

 

Będąc na Mierzei warto pojechać pod samą granicę z Rosją (Obwód Kaliningradzki) do miejscowości Nida (50 km od Kłajpedy). Piękny kurort. Zachowano tu całą dzielnicę starej, drewnianej zabudowy. Otoczone ogródkami domy, położone w bezpośrednim sąsiedztwie plaży tworzą urokliwy nastrój. W Nidzie swój dom miał Tomasz Mann. Noblista uważał tę miejscowość za najpiękniejsze miejsce na świecie. Budynek się zachował, jest w nim dziś muzeum pisarza. Atrakcją Nidy są malownicze wydmy. Kilka minut wspinaczki i wchodzimy na wzgórze, z którego widać oba brzegi mierzei, ten od strony zatoki i od strony morza. Sosnowe lasy przechodzą w piaski, a te wpadają do wody.

 

Z Pałągi można pojechać dalej. Blisko stąd do granicy z Łotwą. A tam pięknych plaż duży wybór, ze słynną Jurmałą na czele. Niejednego turystę przyciągnie również Ryga ze swoją malownicza starówką.

 

Więcej informacji o turystycznych atrakcjach Litwy i Łotwy

Super majówka!

Jak media długie i szerokie, od kilku dni przewija się pięknie brzmiące zdanie: „Wystarczy wziąć 3 dni urlopu i mamy 9 dni wolnego”. Prawda. Tylko korzystać!

 

Szkoda tylko, że myślimy o tym tak późno. Od dwóch tygodni widać wzmożone zainteresowanie turystów. Tyle, że często wchodzą do biura i wychodzą. Pytają o ofertę na długi weekend. Liczą na super oferty typu last minute. Już nam się nawet nie chce odpowiadać. Majówka cieszy się takim zainteresowaniem, że trzeba było o to pytać kilka miesięcy wcześniej!

 

  
Plaża w Egipcie. Sharm el Sheikh

To taka pora roku, że nie da się pojechać gdziekolwiek. Decyduje pogoda. Te osoby, które myślą o wypoczynku na plaży, w cieple i słoneczku, mają do dyspozycji przede wszystkim Egipt. Dlatego na tym kierunku oferta jest bardzo mocno przebrana i nie ma co liczyć na okazyjne oferty! Da się znaleźć wolne miejsca, ale już tylko na dwutygodniowy pobyt.

 

Atrakcyjnym, turystycznym produktem są kilkudniowe wypady do europejskich stolic. Paryż, Rzym, Madryt… Tyle, że w tym terminie, taka impreza kosztuje ponad 2 tys. zł. Oczywiście ze względu na spory koszt przelotów. To cena podstawowa, do tego trzeba doliczyć wydatki na miejscu, dopłaty do zwiedzania, do kolacji, itd. Wyjdzie sporo więcej niż za tydzień pobytu w Egipcie.

 

Sezon na wycieczki autokarowe dopiero startuje. I co ciekawe, mimo tak dogodnego terminu, nie wszystkie imprezy dochodzą do skutku. Słabsi organizatorzy, którym nie udało się zebrać minimalnej ilości uczestników, odwołują imprezy. Chętni pojawiają się dopiero teraz, na tydzień przed majówką. To za późno. Organizator, który nie miał wystarczającej ilości chętnych, już zwolnił autokar i hotele.

 

Wszystko to skutkuje takim efektem, że na kilka dni przed majówką, jest przewaga popytu nad podażą. No cóż, dzięki temu będzie jak co roku. Dużo mówienia o długim weekendzie i o atrakcyjnych wycieczkach, a i tak ogromna większość Polaków zostanie w domu. Z atrakcji będzie grill i telewizja.

 
Zamek w Trokach (Litwa)

W naszym regionie, na Podlasiu, najłatwiej o kilkudniową wycieczkę na Litwę. Blisko (z Białegostoku do Druskiennik tylko 200 km, do Wilna 300) i ciekawie. Hotele z dobrą infrastrukturą (Aquaparki, SPA), oryginalna kuchnia i kawał historii Polski. Znaczenie ma też atrakcyjna cena. Koszt 3-dniowej wycieczki (w cenę wliczone wszystkie świadczenia, dużo atrakcji!) to tylko 550 zł. Przykładowy program tu litwa-wycieczki

Życzę udanego wypoczynku!

Litewska Częstochowa

Góra Krzyży, jedno z najważniejszych miejsc na religijnej mapie Litwy. Ciągną do niej wierni z całego kraju. W 1993 roku, papież Jan Paweł II odprawił tu mszę. Tu w 1990 r. Litwini dziękowali za odzyskanie niepodległości.

 

 

Góra Krzyży leży w odległości 10 km od Szawli, na trasie między Kownem a Rygą. To historyczna Żmudź. Nazwa krainy pochodzi od słowa żemai, co znaczy „nisko”, gdyż okolica tu nizinna i płaska. W średniowieczu tereny te były polem walki między Litwą a Zakonem. Raz przypadały Litwie, raz Krzyżakom. W końcu, na prawach pewnej autonomii stały się częścią Rzeczpospolitej, a miasto Szawle, aż do rozbiorów, było ekonomią królewską, co znaczy, że dochód z niego przeznaczony był na utrzymanie dworu władcy. To tu powszechnie chwycono za broń w czasie powstań: kościuszkowskiego, listopadowego i styczniowego. W odwecie armia rosyjska krwawo pacyfikowała wsie i miasteczka.

 

Dziś Żmudzini uważają się za mniejszość narodową (około 0,5 mln ludzi), ale państwo litewskie konsekwentnie odmawia im jakichkolwiek praw z tym związanych.

 

 

Ktoś, kto przyjeżdża pierwszy raz może poczuć pewien niedosyt. Góra okazuje się być niewielkim pagórkiem, wznoszącym się najwyżej 10 metrów ponad okoliczne łąki. We wczesnym średniowieczu istniało tu grodzisko, broniące tych terenów przed Krzyżakami. Kilka lat po bitwie pod Grunwaldem, kiedy Jagiełło przymusem chrystianizował miejscowe plemiona, na wzgórzu tym wzniesiono krzyż.

 

Na większą skalę, krzyże zaczęły pojawiać się tu w czasie powstania styczniowego. Rosjanie zakazali stawiać krzyże na mogiłach powstańców, więc miejscowi wznosili je symbolicznie, na górze koło Szawli. Później przynoszono je tu w intencji zesłanych na Syberię lub w podzięce za tych, którzy stamtąd wrócili. Do rangi wielkiego symbolu religijnego i patriotycznego miejsce to urosło w czasach ZSRR. Władze zaniepokojone rozwojem sytuacji kilkukrotnie próbowały zniszczyć Górę Krzyży. Pierwsza duża akcja miała miejsce w 1961. Buldożery spychały krzyże, a żołnierze palili je na olbrzymich ogniskach. Były plany utworzenia w tym miejscu zalewu, a nawet oczyszczalni ścieków. Mimo szykan, nacisków i atmosfery strachu, zwyciężył opór miejscowej ludności. To zresztą dość ciekawy temat. Żmudź była ostatnim w Europie schrystianizowanym obszarem. Plemiona broniły się długo i jeszcze w XVI wieku dość powszechne były pogańskie rytuały. Ci, którzy tak twardo bronili wiary przodków i nie poddawali się chrystianizacji, kilka stuleci później, z równym uporem bronili katolicyzmu. Najpierw przed rusyfikacją (po powstaniu styczniowym) później przed laicyzacją (w czasach ZSRR).

 

  

Szawle

To trzecie co do wielkości miasto Litwy (w zależności od źródła, nieco ponad 100 tys. mieszkańców). Leży w połowie drogi między dwoma znanymi w Polsce miejscowościami: Kiejdanami i Możejkami. Pierwszą z nich rozsławił Sienkiewicz na kartach „Potopu”, drugą rząd polski, inwestując w rafinerię, która okazała się ekonomicznym niewypałem.

 

Pierwsze wzmianki pochodzą z początku XIII wieku. W 1236 r. Żmudzini pokonali tu rycerzy Zakonu Kawalerów Mieczowych. Do III rozbioru Polski było ekonomią królewską (6 tys. gospodarstw). Po 1795 roku, właścicielem miasta został Płaton Zubow, faworyt carycy Katarzyny II. Ogromne zniszczenia przyniosły obie wojny światowe. Chyba największym na Litwie kościołem jest renesansowa katedra św. Piotra i Pawła. Wzniesiona w pierwszej połowie XVII wieku, przebudowana w XIX, jest główną turystyczną atrakcją Szawli. Pewnie niewiele wycieczek by tu zaglądało, gdyby nie oddalona o 10 km Góra Krzyży.

Wycieczki na Litwę

Troki, atrakcje i zabytki

Wielkoksiążęce i królewskie Troki. Dziś kilkutysięczne miasteczko, niegdyś potężny ośrodek polityczny, pamiętający znamienitych władców od księcia Witolda i króla Jagiełły po Zygmunta Augusta – ostatni z Jagiellonów urządził tu swoją letnią rezydencję.

Zamek. To on jest ikoną Trok. Wzniesiony na wyspie i połączony z lądem drewnianym mostem. Tuż za nim, po drugiej stronie, wąskiego w tym miejscu jeziora, odrestaurowywany jest właśnie pałac Radziwiłłów. Trokom przybędzie kolejna turystyczna atrakcja.

Kenesa, czyli świątynia karaimska. Budynek z XVIII wieku, przebudowany w latach 1894 – 1904. Znajduje się przy głównej, historycznej ulicy Trok, tuż obok mostu prowadzącego na zamek. Obowiązkowy przystanek na szlaku wszystkich wycieczek.

Kibiny – trocki rarytas kulinarny. To duże pierogi z drożdżowego ciasta nadziewane siekanym mięsem, warzywami, szpinakiem i serem, a nawet owocami. Pieczone w piekarniku. Przypominają indyjskie samosy. Tradycyjne karaimskie danie, jeden z turystycznych atutów Trok.

Kibiny ma w swoim menu każda restauracja, ale najbardziej będą nam smakować w tradycyjnym otoczeniu jednej ze starych, drewniany, gustownie urządzonych sal.

Niemal na całej głównej ulicy trok zachowały się urocze drewniane domy. Ustawione są szczytem do drogi, w którym widnieją trzy okna. Jak mówią miejscowi, jedno okno miało być dla mieszkańców domu, drugie dla Boga, a trzecie dla wielkiego księcia litewskiego.

Mało kto zagląda na stary karaimski cmentarz. Położony na zalesionym wzgórzu, tuż nad brzegiem jeziora, jest świadectwem niesamowitej historii Trok i całej Litwy. Jest świadectwem przenikania się i współistnienia kultur i religii. Na nagrobkach dostrzegamy napisy w języku polskim, rosyjskim i hebrajskim.

Kościół farny Nawiedzenia NMP. Ufundowany w 1409 roku, przebudowany w połowie XVII stulecia. Położony na wzgórzu, widoczny niemal z każdego miejsca Trok. W niedziele o godz. 10.00 odprawiana jest msza w języku polskim.

Wycieczki na Litwę

Turystyczna Litwa

Właśnie wróciłem z trzydniowego wypadu na Litwę. Bardziej wyjazd służbowy niż wycieczka. Oglądaliśmy hotele i restauracje. W ciągu ostatnich kilku lat, na Litwie, wybudowano ich sporo. Mają  dobry standard. Świetne ośrodki na szkolenia, konferencje i imprezy integracyjne. Pięknie położone, nad jeziorami, wśród zalesionych wzgórz.

Wielu Polaków zna Wilno i Druskienniki. Wycieczki zajeżdżają też do Trok, ale w większości tylko po to, żeby zwiedzić zamek i zjeść obiad w karaimskiej restauracji. A tymczasem Troki to turystyczna skarbnica z doskonałą infrastrukturą. Można zatrzymać się tu na dłużej.

„Niepoznane Troki” – taki tytuł ma folder, który otrzymałem od bardzo miłych Polaków, zajmujących się promocją regionu. Z właściwym sobie urokiem kresowej polszczyzny publikacja ta próbuje przybliżyć atrakcje Trok.

Miasteczko fantastycznie położone, na przesmyku między jeziorami, wśród sosnowych lasów, blisko Wilna. Ma przyciągające turystów zabytki: jedyny w tej części świata, położony na wyspie gotycki zamek obronny i liczący sobie 600 lat kościół, ufundowany na początku XV wieku przez księcia Witolda. Ma oryginalną tradycję i kulturę: społeczność karaimów i tatarów. No i do tego ma gdzie przyjmować gości.

Widziałem kilka ośrodków. Położone w lesie, nad jeziorami. Standard 3 – 4*. Sauny, baseny, masaże, sale konferencyjne…. A w samych Trokach, hotel z aquaparkiem i dużym SPA, gabinetami odnowy biologicznej, klubem sportowym, kręgielnią… No i z salą konferencyjną na 1,5 tys. osób. Widać zainwestowane pieniądze. Widać energię i wizję rozwoju turystyki.

Jeśli szukacie pięknego miejsca na udaną wyjazdową imprezę, to polecam Troki!

 

Widok z restauracji na zamek w Trokach.

Kaziuki w Wilnie i w… Grodnie

Wczoraj w Wilnie rozpoczął się Kaziuk, najbarwniejsze święto miasta. To duży jarmark uliczny (w tym roku około tysiąca wystawców!). Zawsze w weekend na początku marca. Trochę jeszcze w zimowej atmosferze, ale już kolorowo, na wesoło, w oczekiwaniu wiosny.

Byłem tam w zeszłym roku. Straganów masa, ludzi jeszcze więcej. Dobra wszelkiego zatrzęsienie, ale najważniejsze są palmy wielkanocne i pierniki – takie na prezenty, z napisami, dedykowane. Można by je chyba uznać za „pierwowzór” walentynek.

 

To nic, że jeszcze odrobinę zimno. Na ulicy, z wielkich kotłów serwowane jest grzane wino i piwo. A i coś mocniejszego się znajdzie. Do tego kiełbasy, bigosy, kiszki, placki, babki… Litwa kulinarnie dobrze stoi. Lubię tam jeździć. Zjeść dobrze można.

Oczywiście szukamy głównie tradycyjnego rękodzieła, sztuki ludowej, zapomnianego już prawie rzemiosła. Znajdujemy. Tak to, nie po raz pierwszy z resztą, turystyka ratuje tradycyjną kulturę.

Kaziukowe pochody i jarmarki urządzano w Wilnie od 1636 roku. Święto powstało dla uczczenia królewicza Kazimierza, patrona Polski i Litwy. Wnuk Władysława Jagiełły i syn Kazimierza Jagiellończyka przygotowywany był przez ojca do objęcia tronu. Zmarł jednak przedwcześnie w Grodnie, w trakcie podróży do Lublina. Pochowany został w Katedrze Wileńskiej. Kanonizowany w 1604 roku. Najprawdopodobniej uroczystości kanonizacyjne stały się pierwowzorem późniejszych pochodów, które z czasem przerodziły się w barwne święto wzbogacone o jarmark.

Kaziuk przypomina nam lata wielkości dynastii Jagiellonów. Jakiż to był kraj! Kazimierz Jagiellończyk uważany był za najsilniejszego władcę Europy. Korona i Księstwo Litewskie, to obszar wielu kultur, religii. Tak zróżnicowany i tak wspaniały. Potencjalne trudności, kłopoty, zamieniono umiejętnie na państwowotwórcze, pozytywne wartości. Jaka mądrość ówczesnych elit. Ale kto teraz o tym pamięta? A warto! Chociażby z tego powodu trzeba pojechać do Wilna. By usiąść w Katedrze i podumać. Więcej o Kaziukach w Wilnie.

Dzięki turystom, być może, odrodzi się kaziukowy jarmark w Grodnie. Powoli, od kilku lat, do mediów przebijają się informacje, że Grodno też ma takie tradycje. Wyplenione w czasach ZSRR, próbują wrócić. W sensie użytkowym, jako atrakcja turystyczna. Daj Boże! Grodno, to piękne miasto. I bardzo blisko mojego Białegostoku. Gdyby jeszcze nie te wizy.

Wycieczki na Litwę.

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén