Wczoraj w Wilnie rozpoczął się Kaziuk, najbarwniejsze święto miasta. To duży jarmark uliczny (w tym roku około tysiąca wystawców!). Zawsze w weekend na początku marca. Trochę jeszcze w zimowej atmosferze, ale już kolorowo, na wesoło, w oczekiwaniu wiosny.

Byłem tam w zeszłym roku. Straganów masa, ludzi jeszcze więcej. Dobra wszelkiego zatrzęsienie, ale najważniejsze są palmy wielkanocne i pierniki – takie na prezenty, z napisami, dedykowane. Można by je chyba uznać za „pierwowzór” walentynek.

 

To nic, że jeszcze odrobinę zimno. Na ulicy, z wielkich kotłów serwowane jest grzane wino i piwo. A i coś mocniejszego się znajdzie. Do tego kiełbasy, bigosy, kiszki, placki, babki… Litwa kulinarnie dobrze stoi. Lubię tam jeździć. Zjeść dobrze można.

Oczywiście szukamy głównie tradycyjnego rękodzieła, sztuki ludowej, zapomnianego już prawie rzemiosła. Znajdujemy. Tak to, nie po raz pierwszy z resztą, turystyka ratuje tradycyjną kulturę.

Kaziukowe pochody i jarmarki urządzano w Wilnie od 1636 roku. Święto powstało dla uczczenia królewicza Kazimierza, patrona Polski i Litwy. Wnuk Władysława Jagiełły i syn Kazimierza Jagiellończyka przygotowywany był przez ojca do objęcia tronu. Zmarł jednak przedwcześnie w Grodnie, w trakcie podróży do Lublina. Pochowany został w Katedrze Wileńskiej. Kanonizowany w 1604 roku. Najprawdopodobniej uroczystości kanonizacyjne stały się pierwowzorem późniejszych pochodów, które z czasem przerodziły się w barwne święto wzbogacone o jarmark.

Kaziuk przypomina nam lata wielkości dynastii Jagiellonów. Jakiż to był kraj! Kazimierz Jagiellończyk uważany był za najsilniejszego władcę Europy. Korona i Księstwo Litewskie, to obszar wielu kultur, religii. Tak zróżnicowany i tak wspaniały. Potencjalne trudności, kłopoty, zamieniono umiejętnie na państwowotwórcze, pozytywne wartości. Jaka mądrość ówczesnych elit. Ale kto teraz o tym pamięta? A warto! Chociażby z tego powodu trzeba pojechać do Wilna. By usiąść w Katedrze i podumać. Więcej o Kaziukach w Wilnie.

Dzięki turystom, być może, odrodzi się kaziukowy jarmark w Grodnie. Powoli, od kilku lat, do mediów przebijają się informacje, że Grodno też ma takie tradycje. Wyplenione w czasach ZSRR, próbują wrócić. W sensie użytkowym, jako atrakcja turystyczna. Daj Boże! Grodno, to piękne miasto. I bardzo blisko mojego Białegostoku. Gdyby jeszcze nie te wizy.

Wycieczki na Litwę.