Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: weekend majowy

(Długi) weekend majowy

Temat ten już kilka lat temu znalazł miejsce na tym blogu (Zobacz: Wielka majówka). Trudno było go pominąć, wszak to turystyczny klasyk. Dla firm z branży jest tym samym, czym Boże Narodzenie dla sklepów z karpiem i zabawkami. Cóż mogłem wtedy napisać? Poza oczywistymi oczywistościami, również i to, że jest coś zastanawiającego w tak dużej popularności tego terminu. Coś, co wychodzi poza jasne dla wszystkich przesłanki, takie jak: ilość dni wolnych i ładna pogoda. Tym bardziej, że i jedno, i drugie wcale nie musi być spełnione. Może być zimno i nieprzyjemnie (pamiętam majówkę na Litwie, w czasie której spadł śnieg). A przecież nie zważając na to, klienci masowo korzystają z turystycznych usług. Magia majówki. Dlaczego, skąd się bierze? Otóż możliwa jest i taka interpretacja, że właśnie wtedy, gdy zazieleni się trawa, budzi się w nas dawny instynkt koczownika, zew genetycznie przypisany osobom należącym do grupy indoeuropejskiej. Zima to stagnacja, nuda i zapiecek. Wiosna w swej rozwiniętej formie, to przebudzenie z letargu, początek akcji, wyjście w pole, marsz po łupy. Tak było kiedyś. Dziś to wszystko zastępuje nam wycieczka. Turystyczny wyjazd jest cezurą, granicą pór roku. Wyraźnym oddzieleniem aktywności i zupełnie różnych sposobów bycia. Zima – uśpienie, przetrwanie, dom. Wiosna – droga, ruch, aktywność. Taki kod genetyczny.

Korzystny układ wolnych dni w 2018 roku. Kalendarz Orex Travel

Ktoś powie, że przesadzam i nadinterpretuję. Możliwe. Ale po prostu nie potrafię inaczej wytłumaczyć fenomenu weekendu majowego. Termin to pożądany, jak żaden inny. Wycieczkowe szaleństwo.

Wielka popularność. Dla nas, dla biur podróży, to oczywiście korzystna sytuacja, pod warunkiem wszakże, że nie mamy do czynienia z klęską urodzaju, w czasie której nie jesteśmy w stanie zaspokoić popytu. Część klientów odchodzi z kwitkiem. W naszym biurze miejsc na weekend majowy nie ma już od wielu miesięcy! Ręce rozkładają hotele i linie lotnicze. Jeśli jeszcze mają coś wolnego, to za astronomiczne kwoty. Brakuje też rąk do pracy, pilotów i przewodników.

W związku z tym mam dwie propozycje:

Sugeruję poszerzenie weekendu majowego! Podobnie, jak zrobiono to z feriami zimowymi. Po co wszyscy mają się tłoczyć w okolicach 1 maja?! Zamiast tego zróbmy podział województwami. Kraj można geograficznie poszatkować nawet i na cztery tury. Zaczynałoby się już w połowie kwietnia, a kończyło po miesiącu. Żeby było sprawiedliwie, można losować. Nasze województwo ma Święto Pracy i Święto Konstytucji 3 maja w kwietniu, a wasze dopiero w połowie maja. Albo podzielić klimatycznie. Południowozachodnia Polska z Wrocławiem na czele wcześniej ma wiosnę i ciepło, więc długi weekend majowy mogliby próbować robić na początku kwietnia. A Podlaskie nie wcześniej niż w końcu maja – żeby uniknąć opadów śniegu. Myślę, że to dałoby się zrobić. Legislacyjnie jest to do ogarnięcia. Ustawą czy rozporządzeniem ministra. Skoro marchewka jest owocem (w Portugalii), a wino to nie alkohol (w Mołdawii), to i Święto Konstytucji 3 maja może być w kwietniu. A ile korzyści byłoby z tego! Mniejszy tłok, niższe ceny, lepsza jakość usług, większe szanse na rozwój branży, wyższe przychody z podatków.

A w Uzbekistanie, podobnie jak w wielu innych krajach dawnego ZSRR, najważniejszy jest 9 maja

Można też pomyśleć nad tym, czy nie warto dowartościować terminów mniej chodliwych, na przykład w marcu. Wtedy w biurach podróży, w hotelach i pozostałych atrakcjach turystycznych są jeszcze wolne moce przerobowe, które można by twórczo wykorzystać. Zróbmy więc jakiś długi weekend w marcu (poza Wielkanocą oczywiście). Może nie będzie aż tak popularny, jak ten majowy, ale jednak. Coś tam do krajowego PKB wniesie.

Propozycje te mają jeden cel: stworzenie warunków, w których łatwiej będzie o spokojny i systematyczny rozwój. Jak wiemy, stabilność w biznesie to podstawa. Przydałoby się to gospodarce, a i klienci by skorzystali. Dotyczyć to może zresztą innych obszarów, na przykład branży komunijnej. Skumulowanie ich w trzy ostatnie niedziele maja przynosi taki efekt, że brakuje miejsc w restauracjach. W Białymstoku wszystko zarezerwowane było już we wrześniu. Kto tylko może, rozszerza sale bankietowe poza granice możliwości. W zaprzyjaźnionym niedużym hotelu w jedną majową niedzielę na przyjęciach komunijnych będzie 700 osób! A może by tak zacząć już w kwietniu? I ciągnąć przynajmniej do połowy czerwca? Byłoby luźniej, przyjemniej, może nawet taniej.

Na zakończenie chciałbym jeszcze tylko dodać, że sam nie wiem czy to, co napisałem wyżej należy potraktować serio czy też raczej z mocnym przymrużeniem oka. Nie upierałbym się przy którymkolwiek z tych wariantów.

Udanej majówki Państwu życzę! Ja ruszam do Armenii.

Wielka majówka

Temat to pewny. Tak samo jak fakt, że w kalendarzu jest dzień pierwszego i trzeciego maja. Zatem długi weekend. Jak go spędzić i dokąd pojechać? Każdego roku, w drugiej połowie kwietnia pojawiają się artykuły w gazetach i na portalach internetowych. Trochę zdjęć i krótkich opisów. Plus garść pobieżnych rad.

Wysyp pomysłów. Najciekawsze, najdalsze lub najbliższe kierunki. Najtańsze albo najbardziej luksusowe. Coś jak konkurs, w którym wygrywa autor szczególnie oryginalnej propozycji. Z dużym wyprzedzeniem można prognozować tytuły artykułów. Obowiązkowo pojawi się coś w stylu: „Dziesięć pomysłów na weekend majowy”. Będą też bardziej szczegółowe, np. „Europejskie stolice na majówkę”. A dla patriotów: „Długi weekend w Polsce”. Ważne jest jeszcze to, żeby przez przypadek nie sięgnąć po motyw zgrany w zeszłym roku. Jednym słowem, robi się coraz trudniej. A weekend majowy jest i tą swoją obecnością domaga się reakcji. Takiego tematu nie można pominąć. Coś trzeba napisać.

Gruzja, Swanetia

Gruzja, Swanetia

Presji poddane są nie tylko redakcje, dziennikarze i blogerzy. Ciężar kilku dni wolnych od pracy czuć muszą również wszyscy czytający. Trzeba być mocno asertywnym, żeby postawić na swoim i zostać w domu.

Podróżnicy zapewne już dawno zaplanowali swoje wyprawy, kupili bilety i zarezerwowali noclegi. Z ich punktu widzenia publikowanie takich artykułów tuż przed weekendem nie ma sensu. Za późno. Szczególnie te dalsze wyjazdy projektuje się z dużym wyprzedzeniem. W dużym stopniu ze względu na bilety lotnicze, które, co do zasady, im wcześniej kupujemy, tym są tańsze.

Mój weekend majowy też już jest od dawna ustalony. W tym przypadku to oczywiście praca. Lecę z grupą do Gruzji. W zeszłym roku o tej porze byłem w Armenii. Sezon na Kaukazie zaczynamy właśnie z końcem kwietnia. Potrwa przynajmniej do połowy października.

Majówki cieszą się dużym powodzeniem turystów. Grupy szybko się zapełniają. Korzysta z tego kto może. Przewoźnicy i hotele. Organizując wycieczkę w tym terminie nie możemy liczyć na zniżki. Bilety lotnicze są drogie, a co więcej, trzeba rezerwować je z naprawdę dużym wyprzedzeniem.

Bywa, że kalendarz nie jest zbyt przychylny, dni wolnych wypada mało i początek maja niewiele różni się od przeciętnego weekendu. Nic to. Magia daty i tak zadziała. Tak, jakby wszyscy umówili się na ten właśnie termin. Może realizuje się tu sezonowość wdrukowana w geny człowieka naszej szerokości geograficznej? Zima jest bardziej do spania niż do działania. Zaleganie na zapiecku, to jest czynność właściwa tej porze roku. Czekamy na dłuższy dzień, na gęsi i żurawie, które dadzą znak, że można ruszać w drogę. Zazielenienie trawy jest sygnałem dla koczownika. Powinien pakować sakwy. Tak było od zawsze. Tak zostaliśmy zaprogramowani. Ale świat się nagle zmienił i nasza życiowa aktywność wypadła z rytmu pór roku. Wiosną nie wychodzimy już w pole, żeby orać, siać i walczyć o byt. Zimowy letarg, w który zapadliśmy w okolicach grudnia przerywamy więc w inny sposób – ruszając na wycieczkę.

PS. W historii tego bloga największą popularnością cieszył się artykuł o majówce na Litwie.

A na długi weekend polecam również wycieczkę na Białoruś.

Litwa

Litwa jest jednym z tych miejsc, do których często i chętnie wracam. Prywatnie, wypoczynkowo. Zdarza się, że na zakończenie egzotycznej wyprawy, kiedy już się żegnam z turystami słyszę pytanie: A dokąd teraz planuje pan wyjazd? Najczęściej odpowiadam, że do Druskiennik na Litwie. Lubię tam pojechać na kilka dni, nawet na jedną noc. Z Białegostoku to blisko. Do Druskiennik mamy niecałe 200 km. Do Wilna nieznacznie dalej. A i nad morze całkiem niedaleko. Do Pałangi dojedziemy szybciej i lepszymi drogami niż nad polskie morze (więcej o Pałandze).

Troki. Zamek

Zamek na jeziorze w Trokach

Od lat przyglądałem się jak mądrze Litwa pracuje nad swoim produktem turystycznym. Polska mogłaby się tu sporo nauczyć! Pierwszy w regionie tak duży aquaprk (z rewelacyjnym kompleksem saun) rozreklamował Druskienniki. A pamiętam je jeszcze jako upadłe miasteczko. Po rozpadzie ZSRR przechodziło naprawdę trudne czasy. Dziś kwitnie. Aquapark już nie wystarcza. Wybudowano więc całoroczny, kryty tor narciarski. Dlaczego Druskienniki, a nie Augustów?! To dobre pytanie do naszych władz (krajowych i regionalnych). Wszak jak stałą mantrę powtarzają, że turystyka jest priorytetem dla województwa podlaskiego. Zobacz też: Wileńskie Kaziuki.

Konkurencję z Litwą przegrywamy od lat. I nie chodzi tylko o infrastrukturę i produkt. Od nas są lepsi w jeszcze jednym – skutecznie udaje się im przyciągać turystów z Białorusi i Rosji. W jaki sposób? Po prostu, oferują to, czego tamci potrzebują. Chodzi o rozrywkę, o zabawę i o możliwości przyjemnego wydawania pieniędzy. Dużych pieniędzy. W jednym z hoteli na Litwie widziałem ciekawe rozwiązanie. Spory obiekt na cztery gwiazdki. Nastawiony na turystę ze wschodu. Więc oczywiście sauny. Ale poza tymi otwartymi, ogólnodostępnymi jest jeszcze coś. Z tyłu, od zaplecza, ciche wejście do wydzielonego kompleksu, a w nim sauny na wysoki standard do prywatnego użytku. Właściwie to coś w rodzaju apartamentów z saunami. Kanapy, fotele, stoły, bary… Rozmawiam z osobą tym zarządzającą. Mówi, że często mają tam gości. Podjeżdżają autami pod same drzwi, nikt ich nie widzi. Korzystają z uroków luksusowego wypoczynku.

Przypomniało mi się to kilka tygodni temu na targach turystycznych w Moskwie. Było tam polskie stoisko. Takie sobie, niezbyt tłumnie odwiedzane, z nic nie mówiącym i trudnym do skojarzenia z Polską hasłem w języku angielskim (sic!) Move Your Imagination. Na naszym podlaskim kawałeczku narodowego standu za główną atrakcję robiło zdjęcie z… żubrami. Na tyle, na ile znam specyfikę rosyjskiej turystyki, to zaryzykuję stwierdzenie, że w ten sposób ciężko będzie odnieść sukces. Zwierząt, lasów i pięknej przyrody, to mają wystarczająco u siebie. Od nas potrzebują innych propozycji.

Widok na zamek w Trokach z jednej z restauracji

Być może komercyjny sukces Litwy pozwala części miejscowych na dziwne zachowanie wobec turystów. Zdarza się, że pracownicy hoteli czy restauracji okazują dystans, a nawet niechęć do gości z naszego kraju. To trudny temat, wymagający uwagi i delikatności. Próbuję odnosić się do niego z wyrozumiałością. Rozumiem uwarunkowania wynikające z naszych wspólnych dziejów. Ale sytuacja ta oczywiście działalności turystycznej nie ułatwia. Część Polaków nie chce jeździć na Litwę z tego właśnie powodu. Bo ktoś z ich znajomych został kiedyś źle potraktowany. Ostentacyjnie dano mu znać, że nie lubią Polaków. A może po prostu jesteśmy przewrażliwieni? Nie mam pewności ponieważ  mnie nigdy nic takiego nie spotkało. Ale dmuchamy na zimne. Nie lekceważymy tematu. Chętnie korzystamy z pomocy mieszkających tam Polaków. Współpracujemy od lat z tymi samymi ludźmi, hotelami, biurami i mamy do nich zaufanie.

Litwa to dobry cel kilkudniowej wycieczki (naszych rodaków przyciąga głównie Wilno z Ostrą Bramą na czele), ale też dłuższego wypoczynku (morze, jeziora, las). Jest tu dobra infrastruktura do przeprowadzenia nawet dużych konferencji i szkoleń. Kraj ten jest rajem dla miłośników sauny w każdej postaci. Są wszędzie. W hotelach (nowoczesne, robione na wzór turecki, egipski i jaki się tylko da) i w leśnej głuszy, tuż nad brzegiem jeziora – tu króluje ruska bania.

Turystyczną atrakcją jest też miejscowa kuchnia, podobna do podlaskiej, mięsno-ziemniaczana, z dodatkiem sporej ilości gęstej śmietany. Zawsze możemy liczyć tu na kartoflane placki, babkę i kiszkę. Daniem koronnym są cepeliny (duże pyzy z mięsem). Warte spróbowania są też karaimskie kibiny, czyli pieczone pierogi z farszem mięsnym lub jarzynowym. Serwowane są z barszczem lub rosołem. Bardzo lubię tutejsze zupy. Gęste i zawiesiste. Często wybieram borowikową podaną w bochenku razowego chleba. No właśnie, pieczywo. Specyficzne, ciemne, często z dodatkiem kminku. Przyprawę tę znajdziemy też w tutejszych serach. Niektóre z nich są bardzo ciekawe i oryginalne. Podobnie jak wędliny. Dla nas, mieszkańców Białegostoku, to nic wyjątkowego, ale z doświadczenia wiem, że wiele osób z innych rejonów Polski właśnie na wycieczce po raz pierwszy próbuje kindziuka. Nie byłby prawdziwym turystą ten, kto nie spróbowałby miejscowych napitków. Od tutejszego żywego piwa zaczynając na ziołowych wódkach kończąc. Po drodze są jeszcze warte polecenia litewskie miody. Zagryźć można podwędzanymi świńskimi uszami – to jeden z tutejszych przysmaków. Polecam i do zobaczenia na Litwie! Zobacz też: Puńsk. Litwini w Polsce.

 Zbliża się weekend majowy. Będzie dobra ku temu okazja.

Więcej o turystyce i wycieczkach na Litwę.

Super majówka!

Jak media długie i szerokie, od kilku dni przewija się pięknie brzmiące zdanie: „Wystarczy wziąć 3 dni urlopu i mamy 9 dni wolnego”. Prawda. Tylko korzystać!

Szkoda, że myślimy o tym tak późno. Od dwóch tygodni widać wzmożone zainteresowanie turystów. Tyle, że często wchodzą do biura i wychodzą. Pytają o ofertę na długi weekend. Liczą na super oferty typu last minute. Już nam się nawet nie chce odpowiadać. Majówka cieszy się takim zainteresowaniem, że trzeba było o to pytać kilka miesięcy wcześniej!

Plaża w Egipcie

  To taka pora roku, że nie da się pojechać gdziekolwiek. Decyduje pogoda. Te osoby, które myślą o wypoczynku na plaży, w cieple i słoneczku, mają do dyspozycji przede wszystkim Egipt. Dlatego na tym kierunku oferta jest bardzo mocno przebrana i nie ma co liczyć na okazyjne oferty! Da się znaleźć wolne miejsca, ale już tylko na dwutygodniowy pobyt.

Atrakcyjnym, turystycznym produktem są kilkudniowe wypady do europejskich stolic. Paryż, Rzym, Madryt… Tyle, że w tym terminie, taka impreza kosztuje ponad 2 tys. zł. Oczywiście ze względu na spory koszt przelotów. To cena podstawowa, do tego trzeba doliczyć wydatki na miejscu, dopłaty do zwiedzania, do kolacji, itd. Wyjdzie sporo więcej niż za tydzień pobytu w Egipcie.

Chętnie wybieramy ciepłe i słoneczne kierunki, np. Bałkany

Sezon na wycieczki autokarowe dopiero startuje. I co ciekawe, mimo tak dogodnego terminu, nie wszystkie imprezy dochodzą do skutku. Słabsi organizatorzy, którym nie udało się zebrać minimalnej ilości uczestników, odwołują imprezy. Chętni pojawiają się dopiero teraz, na tydzień przed majówką. To za późno. Organizator, który nie miał wystarczającej ilości chętnych, już zwolnił autokar i hotele.

Wszystko to skutkuje takim efektem, że na kilka dni przed majówką, jest przewaga popytu nad podażą. No cóż, dzięki temu będzie jak co roku. Dużo mówienia o długim weekendzie i o atrakcyjnych wycieczkach, a i tak ogromna większość Polaków zostanie w domu. Z atrakcji będzie grill i telewizja.

Zamek w Trokach na Litwie

W naszym regionie, na Podlasiu, najłatwiej o kilkudniową wycieczkę na Litwę. Blisko (z Białegostoku do Druskiennik tylko 200 km, do Wilna 300) i ciekawie. Hotele z dobrą infrastrukturą (Aquaparki, SPA), oryginalna kuchnia i kawał historii Polski. Znaczenie ma też atrakcyjna cena. Koszt 3-dniowej wycieczki (w cenę wliczone wszystkie świadczenia, dużo atrakcji!) to tylko 550 zł. Przykładowy program tu litwa-wycieczki

Życzę udanego wypoczynku!

Ryga

Miasto ma już 800 lat! Założone na początku XIII wieku szybko stało się prężnym i bogatym ośrodkiem handlowym. Na przestrzeni wieków wspaniale rozwijała się tu architektura, nauka i samorządność. Ryga powstała i funkcjonowała kopiując wzorce niemieckich miast portowych. Wpływy germańskie widać do dziś, chociażby w języku łotewskim, w którym funkcjonuje mnóstwo wyrazów zapożyczonych z języka niemieckiego. Miasto bywa nazywane „przyczółkiem Zachodu na Wschodzie” (A. Dylewski). To trafne określenie.

 

Kamienice przy Placu Liwskim

Kamienice przy Placu Liwskim

Właśnie wróciłem z Łotwy. Byłem tam pierwszy raz. Tak to bywa. Czasem szewc bez butów chodzi. Podróżuje się do Afryki czy dalekiej Azji, a nie zna kraju położonego tuż obok.

 

Ryga zrobiła na mnie duże wrażenie. Mimo niezbyt ciekawej, zaskakująco chłodnej jak na tę porę roku pogody, zwiedzałem z przyjemnością. Stare miasto wspaniałe. Jakie bogactwo malowniczych kamienic! Pasjami fotografuję drzwi i okna. Te dawne, odchodzące już w zapomnienie. Tam miałem tego niekończące się bogactwo. Lubię zabytkowe domy, ale nie odnowione. Takie, które nie są na glanc wypucowane. W odmalowanych śliczniutko miastach po prostu się nudzę. Szukam kamienic podniszczonych, czekających na remont. Takie miejsca są bardziej prawdziwe, bliższe życia. Autentyczne i mające coś do powiedzenia. Tak, jak głęboko poorana zmarszczkami twarz człowieka. Jaką wybierze fotograf, naturalną czy sztuczną, po wielu liftingach i skrytą pod kilkoma warstwami pudru? Podobnie jest z domami. Łatwiej jest mi wejść w kontakt z murem na którym widać ząb czasu. Bo jak może przekonać mnie kamienica z XIV wieku, która wygląda tak, jakby dopiero co wyszła spod ręki murarza.

Reprezentacyjna starówka. Dom Czarnogłowych

Reprezentacyjna starówka. Dom Czarnogłowych

 

W Rydze, znalazłem kilka takich budynków. Jeden z nich to słynna, warta szczególnej uwagi, kamienica Dannensterna. Wzniesiona pod koniec XVII wieku, jest pięknym przykładem połączenia rezydencji zamożnego mieszczanina ze składem kupieckim. Od frontu elewacja niemal pałacowa, a od podwórza okna magazynu. Szyk i funkcjonalność. Mądre rozwiązania praktycznych, ryskich kupców.

Kamienica Dannensterna 

Nie będę opisywał najbardziej znanych, reprezentacyjnych obiektów Rygi. Są one dość dobrze przedstawione w dostępnych publikacjach. Do nich należą: Dom Czarnogłowych (tu podpisano ważny dla Polski traktat ryski), kościół św. Piotra (ze wspaniałą wieżą), katedra czy Zamek. Nie skupię się też na wątkach Polskich (kościół św. Jakuba, gdzie mszy słuchał król Batory, a kazania głosił Piotr Skarga). Zabytki te obejrzałem, sfotografowałem (może napiszę o nich innym razem) i poszedłem swoją drogą.

 

Co warto robić w Rydze?

Na pewno spacerować i jeszcze raz spacerować. Najpiękniejsze są uliczki starego miasta. Godzinami można kontemplować najwspanialsze budynki. Moim zdaniem, najbardziej malownicze są:

 

Muzeum Farmacji na ulicy Wagnera. To malutka kamienica o pięknej, nieco podniszczonej, fasadzie (takie lubię najbardziej). Więcej zdjęć i opisów znajduje się tu: Ryga

Brama Szwedzka, jedyna zachowana brama miejska

 A w międzyczasie, nie ma to jak wypoczynek przy wybornym trunku. A tu Łotwa ma do zaproponowania coś szczególnego. To wytwarzany od 1752 r. balzams. Pija się tu go dość powszechnie, ale w małych ilościach, traktując jako remedium na chłodną, wietrzną i wilgotną pogodę. Sekretna receptura zawiera podobno aż 24 zioła. Ma ciemnobrązowy kolor, smakuje lekko gorzkawo (wyczuwam nutę piołunu). Dodaje się go do kawy lub herbaty. Co ciekawe, smakuje wybornie dolany do ryskiego szampana!

 

Ryga? Zdecydowanie tak! Moim zdaniem, śmiało może konkurować chociażby z Pragą. Polecam! Dla niejednego turysty będzie miłą niespodzianką.

 

Wycieczki na Łotwę

Majówki (nie)wątpliwy czar

O co właściwie chodzi? O ten jeden wolny dzień? Czy to wystarczający powód by jechać niemiłosiernie zatłoczonym pociągiem, stać w korkach, płacić drożej za hotel czy rezerwować coś z kilkumiesięcznym wyprzedzeniem? Może lepiej przełożyć to o tydzień lub dwa, wziąć jeden dzień wolnego. Będzie bardziej komfortowo i pogoda pewnie stanie się już nieco łaskawsza.

Na majówkę do Aquaparku, Pomysły na majówkę, Weekend majowy. Jak i gdzie go spędzić. Podpowiadamy. To tylko kilka tytułów z pierwszych stron portali internetowych. Piszą o tym też gazety, słychać w radiu i telewizji. Czy takiej presji można się oprzeć? Może i można, ale kto to potrafi. Wypada pojechać, chociaż do szwagra na działkę.

Majówka na plaży

Na Tunezję chyba jeszcze za chłodno, na Turcję na pewno za zimno. O plażach południowej Europy nie ma co wspominać. Jak zawsze, zostaje Egipt. No i może Wyspy Kanaryjskie. Jeśli więc chodzi o plażowanie, przełom kwietnia i maja to nic szczególnego. W biurach podróży patrzymy na to spokojnie. Za kilka tygodni zacznie się prawdziwy boom. Sprzedawać będzie się wszystko. Bez znaczenia, weekend czy nie.

Majówka w Wilnie

Rozpoczyna się sezon na wycieczki autokarowe. Ruszają najpopularniejsze europejskie trasy. Oczywiście Paryż, Rzym, Praga… U nas, w północno-wschodniej Polsce, z racji na bliskie położenie, najłatwiej o wycieczkę na Litwę, do Wilna, Druskiennik, Trok i Kowna. Hotele w Wilnie trzeba było rezerwować i przynajmniej w części opłacić, kilka miesięcy wcześniej. Każdy ma swoje pięć minut. Ale tylko pięć. Te same hotele, od poniedziałku świecą już pustkami.

E-majówka

Jeśli przyjąć, że sytuacja w internecie przynajmniej w części oddaje rzeczywistość, to znaczyłoby to, że majówka jest super pomysłem na biznes. Zajęte są chyba wszystkie domeny ze słowem majówka w adresie. Jest majowka-gory, majowkanadmorzem, majowka-spanie, studenckamajowka, majowka-spa. Jest oczywiście nasza-majowka. Mnóstwo możliwych kombinacji. Linki sponsorowane w Google też są pełne przeróżnych ofert.

Patriotyczna majówka

Ci, którzy nigdzie nie wyjadą też znajdą coś dla siebie. Władze lokalne w trosce o obywateli miast i wsi, zorganizują festyny. Będzie miło. Dzięki telewizji przeżyjemy kolejną przyspieszoną lekcję historii. Pojawi się coś mądrego i wzniosłego o pierwszym i o trzecim maja. A może i jakiś film historyczny, emitowany już z piętnaście razy.

Nie ma złudzeń, zapewne, jak zwykle, te ostatnie formy oddania hołdu weekendowi majowemu, odniosą spektakularne zwycięstwo. Grill i TV. Po co więc denerwować ludzi pomysłami wyjazdów, propozycjami wycieczek czy rankingami hoteli ze SPA. Wystarczy podawać prognozę pogody i program telewizyjny.

Miłej majówki!

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén