Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: praca w biurze podróży

Po sezonie

Najbardziej intensywna część roku ma się ku końcowi. Za mną sporo wycieczek. Tych zorganizowanych i tych, które sam poprowadziłem jako pilot i przewodnik. Pracy było tak dużo, że jakoś zapomniałem o blogu. Co nie znaczy, że w ogóle nie powstawały teksty. Kilka pojawiło się w innych miejscach. Ostatnio krótka relacja ze święta wina w Mołdawii, chwilę wcześniej artykuł o Erywaniu. We wrześniu pisałem o Bajkale oraz o ważnej dla wszystkich zainteresowanych Kaukazem książce, czyli o wydanej właśnie „Ali i Nino”.

Bajkał, wyspa Olchon, wrzesień 2017 r.

Bajkał, wyspa Olchon, wrzesień 2017 r.

Czas jednak wrócić do bloga, na którym przez lata działo się najwięcej. Prowadzę go od siedmiu lat. Kawał czasu, dużo tekstów. Niektóre z nich lądowały na stronie głównej Onetu. Dzięki temu poszerzyłem grono znajomych, zrobiłem kilka fajnych rzeczy. Mam więc spory sentyment, ale też chęć, by miejsce żyło i przyciągało czytelników.

Jaki to był sezon? Jak zwykle w naszym biurze, z wielkim udziałem Gruzji – wiele grup, różne programy, na zamówienie, szyte na miarę, firmowe… Sporo też Armenii i Mołdawii. Gorąco polecam te dwa kraje! Ciągle jakoś są niedoceniane, niezbyt popularne, mimo oczywistych atutów. Hitem tego roku okazał się Uzbekistan i wygląda na to, że dalej tak będzie, na weekend majowy przyszłego roku nie mamy już wolnych miejsc! A jeśli można coś przewidywać, to wygląda na to, że będzie to również rok Albanii, tak wielkie jest zainteresowanie tym krajem. Nasze klasyczne, jak najbardziej godne polecenia wycieczki, to również Iran, Chiny i Etiopia. Od kilku lat widzimy wzmożone zainteresowanie Białorusią, tak, jakby Polacy nagle uzmysłowili sobie, że na wycieczki można również tam. Swoją drogą naprawdę warto! Propozycji jest oczywiście więcej, w tym cieszący się uznaniem turystów Bajkał. Pełna oferta jak zwykle na stronie internetowej Krzysztof Matys Travel.

Święto wina w Kiszyniowie, 7 października 2017 r.

Święto wina w Kiszyniowie, 7 października 2017 r.

Organizujemy też coraz więcej wycieczek, integracji i imprez firmowych na Podlasiu. To region Polski do tej pory słabo eksplorowany, mamy więc duże pole do popisu. Zainteresowanych zapraszamy! Czeka piękna przyroda, tradycje wielu kultur i religii, wyśmienita i oryginalna kuchnia oraz bardzo życzliwi ludzie. Kto był, ten wie. Kto nie był, musi spróbować! (Artykuł o turystycznych atrakcjach Polski Wschodniej). Kilkudniowy pobyt na Podlasiu lub Suwalszczyźnie można połączyć z wypadem na Białoruś lub Litwę. (Tu znajduje się przykładowy program: Suwalszczyzna i Litwa). Już teraz zapraszamy też na Sylwestra juliańskiego (13 stycznia!). To wyjątkowa okazja, żeby witać nowy rok po raz drugi!

Kolejne artykuły już wkrótce. Miłej lektury!

Pilot, rezydent i pracownik biura podróży

Artykuł ten, przynajmniej w pewnym sensie, jest kontynuacją poprzedniego (Jesień w turystyce). W listopadzie i grudniu mam trochę więcej czasu, nie podróżuję tak intensywnie, więc mogę zająć się szkoleniami. Prowadzę je w ramach Akademii Turystyki.

Od dawna było wiadomo, że brakuje młodych kadr. Z potrzeby narodziły się kolejne kursy przygotowujące do pracy w biurach podróży. Chodziło o różne stanowiska, od pracownika biurowego, po pilota wycieczek egzotycznych. Na blogu znajdziecie sporo artykułów na ten temat. Wystarczy kliknąć tag: Szkolenia w turystyce.

Od lat największym powodzeniem cieszy się kurs rezydentów biur podróży. W dość prosty sposób można zdobyć podstawy umożliwiające atrakcyjną pracę na typowo wakacyjnych kierunkach, między innymi takich jak Turcja, Hiszpania i Grecja. Więcej na ten temat opowiadam w programie TVP2. Zobacz.

Ze względu na to, że najwięcej pracy dla rezydentów jest w sezonie letnim, to jest praca, którą chętnie wykonują studenci, ale w zawodzie tym możemy spotkać również osoby znacznie starsze. To jest zresztą temat, o który dość często pytają zainteresowani. Na tyle istotny, że poświęciłem mu osobny artykuł: Wiek rezydentów biur podróży.

Praca pilota to okazja do poznania świata i wielu ciekawych ludzi.

Praca pilota to okazja do poznania świata i wielu ciekawych ludzi.

Osobnym zagadnieniem jest kwestia szkolenia pilotów wycieczek. Po deregulacji, to zupełnie nowy temat. Od 1 stycznia 2014 roku nie ma już regulowanych przez ministerstwo kursów i państwowych egzaminów. Nie ma licencji. Pracować może każdy. Musi tylko przekonać pracodawcę, że potrafi. Tyle i aż tyle! Sama praca też nie jest łatwa, wymaga sporej wiedzy i konkretnych umiejętności. Niezależnie więc od politycznych i urzędniczych zmian, szkolić nowych adeptów trzeba. Ważny jest sposób kształcenia. Ustalony przez ministra program kursu mało miał wspólnego z praktyką i słabo przygotowywał do pracy. Od 2 lat mamy wolną rękę. Możemy uczyć po swojemu. Mam nadzieję, że udaje nam się to jak najlepiej.

Jaki kurs wybrać, pilota wycieczek czy rezydenta? To zależy od tego, co lubimy robić i gdzie chcemy pracować. Obie funkcje mają ze sobą coś wspólnego, ale też wiele różnic. Rezydent jest pracownikiem biura podróży, który na stałe, przynajmniej przez kilka miesięcy, przebywa w kurorcie, gdzie wypoczywają turyści. Najczęściej jest to basen Morza Śródziemnego, od Portugalii i Hiszpanii, po Egipt i Turcję. Mniej pracy dla rezydentów jest na kierunkach egzotycznych, np. w Tajlandii czy na Kubie. Praca rezydenta wiąże się z dłuższym pobytem w jednym miejscu i najczęściej dotyczy masowych, najbardziej popularnych wakacyjnych kierunków (słońce i plaża). Zupełnie odwrotnie jest w przypadku pilota. Tu mamy do czynienia z ustawicznym przemieszczaniem się. Piloci pracują na wycieczkach objazdowych. Można jeździć z wycieczkami w Polsce, w Europie, ale też w bardzo egzotycznych krajach. Jeśli ktoś chce pracować z turystami w Iranie czy Etiopii, to w grę wchodzi funkcja pilota. Rezydent zajęcia tam nie znajdzie, ponieważ nie są to destynacje masowej turystyki opartej o plażę i wypoczynek.

Rezydent i pilot zajmują się obsługą grup turystycznych. Ale wcześniej ktoś musi to przygotować i sprzedać. Biura podróży potrzebują wykwalifikowanych pracowników zajmujących się tworzeniem produktu i jego dystrybucją. Najczęściej nazywamy ich specjalistami ds. turystyki. I w tym przypadku również są różnice w oczekiwaniach pracodawców. Innych kompetencje wymaga się od osoby ubiegającej się o pracę w biurze agencyjnym, a zupełnie innych od kandydata na stanowisko specjalisty w biurze organizującym imprezy turystyczne (touroperator). Pojęcie „biuro podróży” jest hasłem zbiorczym, opisującym przedsiębiorstwa zajmujące się różnymi działalnościami z obszaru turystyki. Połowa z nich to po prostu sklepy, które sprzedają wczas i wycieczki organizowane przez inne podmioty. Takie firmy nazywamy agencjami turystycznymi lub biurami agencyjnymi. Co trzeba umieć, żeby w nich pracować? Przede wszystkim wymagana jest znajomość systemów rezerwacyjnych, z których najważniejszy jest MerlinX. Kolejnym obszarem jest wiedza o produkcie, czyli płynne poruszanie się w bardzo bogatej ofercie wielu touroperatorów, zaczynając od Itaki, TUI i Rainbowa. To olbrzymia ilość hoteli, kurortów i atrakcji turystycznych. Do tego dochodzi jeszcze umiejętność sprzedaży i dobrego kontaktu z klientem. Są to zatem konkretne i łatwo weryfikowalne rzeczy. Pracodawca szybko może sprawdzić potencjał kandydata. Proste zadanie może wyglądać tak: Proszę porównać ofertę największych biur i wybrać trzy najkorzystniejsze dla rodziny 2 + 2. Grecja, tydzień, all inclusive, w następującym terminie… I 10 minut na wykonanie zadania. Tak się pracuje w biurze agencyjnym, więc takimi umiejętnościami trzeba się wykazać.

Inaczej u touroperatora, czyli w biurze, które organizuje wczasy i wycieczki. Tu już nie jest potrzebny MerlinX, ani biegła znajomość oferty TUI, Neckermanna czy Eximu. Wymagane za to są umiejętności niezbędne przy tworzeniu produktu turystycznego. Jakie? Znajomość rynku, zasad pracy organizatora i tworzenia pakietów. Zdolność komunikacji z kontrahentami oraz szczegółowa wiedza na temat konkretnych kierunków turystycznych. Więcej na ten temat w artykule: Praca w biurze podróży – informacje zawodowe.

O ile praca w biurze agencyjnym wydaje się dość jednostajna i schematyczna (wyszukiwanie ze zbioru gotowych ofert) o tyle tworzenie imprez turystycznych otwiera możliwości kreacji i odkrywania nowych lądów. Mile widziane są tu osoby twórcze i kreatywne, potrafiące przewidywać rynkowe tendencje. Rewelacyjnie jeśli mają doświadczenie wyniesione z innych krajów. Dlatego bywa, że w tej pracy dobrze sprawdzają się osoby, które wcześniej pracowały w roli pilota lub rezydenta. Pomocna będzie autentyczna pasja i chęć ustawicznego kształcenia się.

Wcale nie jest łatwo o takich pracowników. Szukam do mojego biura już od jakiegoś czasu. Fakt, wymagania są spore, ale taka jest specyfika tego zawodu. Jesteście zainteresowani? Piszcie, może dołączycie do naszego zespołu.

Jak założyć biuro podróży?

Jak założyć agencję turystyczną? Co trzeba zrobić, żeby zostać touroperatorem? W ciągu kilku tygodni otrzymałem wiele pytań z tego zakresu. Jakaś kumulacja! Ludzie chcą otwierać biura podróży. Głównie agencyjne. Czyżby szykował się wysyp nowych podmiotów? Może to znak, że sytuacja w turystyce gwałtownie uległa poprawie? Według zasady, która mówi, że kiedy nastroje idą w górę, to otwierane są kolejne firmy.

biuro_podrozy

Biuro agencyjne

W tych pytaniach jest wszystko, od kwestii zupełnie podstawowych po szczegółowe rozwiązania. Dzwonią różne osoby. Urzędnicy i nauczyciele, którzy maja już dość tej pracy i myślą o czymś na własny rachunek. Albo bezrobotni i młodzi absolwenci zamierzający skorzystać z różnych aktywizujących programów i dotacji… Jest też trochę osób, które kiedyś miały coś wspólnego z turystyką, później odeszły z branży, a teraz chcą wrócić. Zmieniło się jednak tyle, że powrót wcale nie jest łatwy.

Potrzebują wiedzy, konkretnych umiejętności oraz kogoś w rodzaju przewodnika po zakamarkach uwarunkowań prawnych i biznesowych.

W ciągu kilku ostatnich lat szczególnego znaczenia nabrały regulacje dotyczące ochrony konsumentów. Działalność UOKiK i wysokie kary za niewłaściwie sformułowane umowy i warunki uczestnictwa (klauzule niedozwolone) wymuszają wysoką świadomość warunków prawnych wśród właścicieli i pracowników biur podróży. Dlatego też kwestie te znalazły się nawet w podstawowych szkoleniach branży turystycznej.

Teoretycznie łatwiej jest otworzyć biuro agencyjne. Czyli takie, które sprzedaje imprezy organizowane przez inne podmioty. Jest to po prostu sklep z podróżami i przy jego uruchomieniu nie są wymagane żadne koncesje, zezwolenia czy ubezpieczenia. Wystarczy założyć działalność gospodarczą. Inwestycje też nie są wielkie: wynajęcie lokalu, biurko, komputer, kasa fiskalna… Myliłby się jednak ktoś sądząc, że sprawa jest aż tak prosta! Trzeba mieć jeszcze klientów – to oczywiste i akurat o tym osoby zamierzające otworzyć agencję pamiętają. Natomiast często nie zdają sobie sprawy, że mogą zderzyć się z niemożnością zbudowaniem oferty. Trzeba mieć co sprzedawać, należy podpisać umowy z organizatorami wycieczek i w ich imieniu oferować je klientom. Tyle, że spora cześć touroperatorów wcale nie chce podpisywać nowych umów! Mają już wystarczającą ilość agentów i nie chcą się rozdrabniać. Przede wszystkim dotyczy to biur najlepiej znanych, takich jak Itaka, Neckermann, TUI i Rainbow. To trudność numer jeden. Jak ją pokonać? Wiele zależy od lokalizacji powstającego biura – ważne żeby nie było blisko do salonu firmowego touroperatora lub jego najlepszych agentów. Jest też kilka innych czynników, o których warto rozmawiać już w konkretnych przypadkach, ponieważ są to sprawy uzależnione od indywidualnych czynników.

Jak zostać touroperatorem, czyli biurem z prawem organizowania imprez turystycznych? Trochę trudniej niż w przypadku biura agencyjnego. Na szczęście nie ma już wymogów związanych z wykształceniem i doświadczeniem zawodowym. Organizatorem wycieczek może być każdy podmiot gospodarczy, który spełni dwa warunki:

a)      trzeba wykupić gwarancję ubezpieczeniową (ewentualnie gwarancję bankową lub rachunek powierniczy);

b)      na podstawie tej gwarancji uzyskać wpis do rejestru organizatorów – formalności tej dopełniamy w Urzędzie Marszałkowskim właściwym dla siedziby biura.

Nie ma więc już żadnych koncesji. Jest ustawowy wymóg uzyskania wpisu rejestrze organizatorów turystyki i pośredników turystycznych.

Problemy możemy napotkać starając się o gwarancję ubezpieczeniową. Wiosną zeszłego roku branża została zaskoczona rozporządzeniem ministra finansów w sprawie gwarancji ubezpieczeniowych. Wprowadzone zostało z tylko dwutygodniowym vacatio legis i to pokrywającym się z weekendem majowym. W trudnej sytuacji znalazły się biura, które właśnie odnawiały gwarancję – musiały ekspresowo renegocjować umowy z towarzystwami ubezpieczeniowymi (ale jak tego dokonać w dni wolne od pracy?!). Kwestię tę szeroko relacjonowały specjalistyczne media.

Rozporządzenie to najbardziej uderzyło w podmioty dopiero powstające. W myśl nowych przepisów biura podróży, które rozpoczynają swoją działalność i zamierzają organizować imprezy turystyczne z przeznaczeniem na wszystkie kraje świata, muszą wykupić gwarancję na sumę 90 tysięcy euro! (w przypadku biur, które będą wykorzystywać loty czarterowe gwarancja wynosi aż 250 tysięcy euro). Tak wysoka kwota wydaje się sumą zaporową, szczególnie w przypadku małych podmiotów. Tym bardziej, że progi te obowiązują aż przez pierwsze dwa lata działalności biura. Chciałbym wiedzieć ile osób właśnie ten wymóg zniechęcił do zarejestrowania legalnie działającego podmiotu. Część z nich działa w szarej strefie, organizując wycieczki pod przykrywką pielgrzymek, szkoleń, konferencji czy innych wyjazdów specjalistycznych.

Dla biur już istniejących wymogi te z reguły nie stanowią problemu. Od lat współpracujemy z towarzystwami ubezpieczeniowymi, znają nas i oferują dobre warunki wykupu gwarancji. Co innego nowe firmy, na dorobku, bez historii i bez kapitałowych zabezpieczeń.

O ile tak wysoka kwota zasadna jest w przypadku biur uprawiających turystykę czarterową  (ze względu na wysokie ryzyko jakie towarzyszy tej branży) o tyle nie rozumiem sensu zapór ustawionych innym biurom (nie generują wysokiego ryzyka; wszystkie głośne upadki biur dotyczyły turystyki czarterowej).

Ca zatem może zrobić osoba, która chce rozpocząć działalność touroperatora, ale ze względów finansowych nie da rady spełnić tych wymogów? Pewnym sposobem jest zawężenie działalności do Europy (50 tys. euro – jeśli nie ma czarterów) lub tylko Polski i krajów ościennych (7,5 tys. euro). Po to, by z czasem rozszerzyć ją na cały świat. Jest to jakaś metoda, tyle, że w tym przypadku przez 2 lata trzeba składać hołd urzędniczym fantazjom. Taki los przedsiębiorcy. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo. I jak już się to wszystko spełni, to można zacząć myśleć o zdobywaniu klientów i zarabianiu pieniędzy. Powodzenia!

Szkolenie: Zostań właścicielem biura podróży

Turystyka na niby

W maju rozkręca się kampania reklamowa szkół wyższych. W dobie niżu demograficznego jeszcze silniejsza. Trzeba mocniej powalczyć o studenta.

 

Przede mną leży jedna z lokalnych gazet. A w niej sporych rozmiarów reklama uczelni o profilu turystyka i rekreacja. Główne hasło wygląda tak: Chcesz studiować prawdziwą turystykę? Przyjdź do nas!

 

Skuszony reklamą, zajrzałem na stronę internetową uczelni.  Szukałem programu studiów. Konkretów. Informacji o losach absolwentów. Znajduję tylko ogólniki. Żadnych informacji na czym polega ta „prawdziwa turystyka”. Nie ma nawet programu nauki. Czyli maturzysta uwierzyć ma na słowo. I wielu niestety wierzy! Od lat.

 

W ciągu ostatnich tygodni, dzięki publikacjom rozpoczętym przez „Gazetę Wyborczą” dużo się mówi o jakości szkolnictwa wyższego. Cieszy mnie to. Ale równocześnie zastanawia dlaczego dopiero teraz! Pracodawcy mówią o tym od lat. Do tej pory uczelnie były głuche na argumenty. Do refleksji zmusza je dopiero ostry niż demograficzny.

 

Na tym blogu znajduje się przynajmniej kilka artykułów na ten temat. Są to m.in. następujące teksty:Fikcja edukacyjna oraz Praktyki studenckie.

 

Pisałem o tym, ponieważ w branży turystycznej fakt niedostosowania programów kształcenia do wymogu rynku pracy jest porażający. Po pięciu latach studiów na kierunkach turystycznych, absolwenci nie są przygotowani do pracy! Właściciel biura podróży jeśli chce kogoś zatrudnić, to musi sam pracownika wyszkolić albo podkupić u konkurencji!

 

Co więcej. Przecież od szkół wyższych należy oczekiwać, że będą nie tylko dostarczały dobrze przygotowanych kandydatów do pracy, ale też, że wśród nich pojawią się osoby twórcze i aktywne. Takie, które przyniosą atrakcyjne nowości. Naukowe innowacje, z którymi zapoznali się w trakcie studiów, a które teraz będą mogli zastosować w pracy. Ku korzyści swojej i pracodawcy. Tymczasem to nie działa! Przy tym poziomie kształcenia, jaki teraz reprezentują polskie uczelnie, taki mechanizm to mrzonka! Żadnych szans! Traci na tym całą branża. Traci polska gospodarka.

 

Zamiast tego, jak co roku wiosną, mamy pielgrzymujących od biura do biura studentów, proszących o przyjęcie na praktyki. Tyle, że nikt ich nie chce. Dlatego wielu z nich płaci za fikcyjne potwierdzenie! Uczelnie wymagają zaliczenia zajęć praktycznych, ale nie zapewniają miejsc do ich realizacji! Szkoły kształcące na kierunku turystyka nie mają żadnej współpracy z branżą turystyczną!

 

Kształcenie na znanych mi uczelniach turystycznych jest fikcją. Szkoły wyższe oszukują studentów. A te publiczne dodatkowo naciągają budżet państwa, który finansuje takie „studia”.


Zobacz też: Jak dostać pracę w biurze podróży?


Fikcja edukacyjna

Temat wraca co roku. Im bliżej wiosny, tym większa ilość uczniów i studentów odwiedza biura podróży, z pytaniem o możliwość odbycia praktyk. Właśnie przyszła grupa młodych osób. Biegają po mieście i szukają jakiegokolwiek miejsca, które ich przyjmie. Tyle, że nikt nie chce! Dlaczego? Ponieważ dla biura oznacza to koszty i problemy. Jeśli praktyki mają mieć sens, to trzeba tych ludzi czegoś nauczyć. Trzeba poświęcić im czas. Oderwać pracowników od stanowisk i kazać zajmować się uczniami. W imię czego właściciel przedsiębiorstwa miałby zdecydować się na taki krok?!

 

Szkoda mi tych młodych ludzi. To upokarzające. Muszą żebrać, żeby ktoś zechciał pomóc im w zaliczeniu praktyk. W tak idiotycznej sytuacji stawiani są przez swoje szkoły i uczelnie. Przecież to te jednostki powinny mieć podpisane umowy o współpracę z przedsiębiorcami, którzy uczyliby praktycznej strony zawodu.

 

Nie da się zapewnić dobrych zajęć praktycznych na dziko i z partyzanta! A wydaje się, że zarządzający jednostkami oświatowymi na to właśnie liczą. Otwiera się kierunek „turystyka” bez niezbędnego zaplecza! Bez możliwości zapewnienia porządnego przygotowania do zawodu! Czasem są to zupełnie egzotyczne połączenia. W Białymstoku, takie kierunki mamy np. w Zespole Szkół Budowlano-Geodezyjnych (technik obsługi turystycznej) oraz na Politechnice (turystyka i rekreacja).

 

Zatwierdzający programy nauczania i nadzorujący jego jakość tolerują iluzję. Dzięki temu jesteśmy potęgą edukacyjną (tak dużo młodych ludzi studiuje), ale niestety, kształcimy na skandalicznie niskim poziomie. Bez sensu i bez celu. W mieście, w którym każdego roku mury turystycznych uczelni i szkół opuszczają setki osób, właściciel biura podróży, jeśli chce zatrudnić pracownika, musi go sobie sam wyedukować albo podkupić u konkurencji.

 

A wracając do naszych młodych ludzi. Jak sobie poradzą? Trochę pochodzą po mieście i w końcu znajdą biuro, które podstempluje im dzienniczki praktyk za 50 zł albo za butelkę alkoholu i czekoladki. Tak to działa od lat. Czego nauczą się w ten sposób? No cóż, dowiedzą się, że ich nauka opiera się na fikcji.

 

Więcej na ten temat:

Praktyki studenckie

Jak dostać pracę w biurze podróży

 

Szkolenie dla pracowników biur podróży.


 

Kto sprzedaje wycieczki

Do biura wchodzi klient. Opalony, wyraźnie zadowolony. W ręku trzyma jakiś prezent, drobiazg, coś co przywiózł z wakacji, statuetkę, wino, czekoladki… Tak chce podziękować za udane wakacje. Choć nie jest to częsta sytuacja, to jednak się zdarza. Wystarczy umiejętnie dobrać ofertę i trafić na sympatycznych ludzi.

 

Jak nazywa się stanowisko osoby pracującej w biurze podróży? Jednego dobrego określenia chyba nie ma. Najczęściej na wizytówkach widnieje napis: „specjalista ds. turystyki”. Zdarzają się też: koordynatorzy, doradcy, itp.

 

Uśmiechnięci, ładnie ubrani. Wchodząc biura klient powinien mieć wrażenie, że już jedną nogą jest na wakacjach. Słoneczny wystrój, kolorowo i przyjemnie. Kuszą eksponowane na półkach katalogi. Można też zadziałać subtelniej, w nieco ukryty sposób. Niebagatelną rolę odgrywa węch. Handel odkrył to już dawno. Sklepy stosują różnego rodzaju mieszanki zapachowe. W biurach podróży najlepiej sprawdza się połączenie aromatów olejku do opalania i ręcznika plażowego. W takim otoczeniu łatwiej podjąć decyzję o zakupie wycieczki.

 

Co trzeba umieć żeby wykonywać taką pracę? Poza ogólnymi, podstawowymi dziś umiejętnościami, wymagane są trzy:

 

  • Zdolności psychospołeczne. Dobry kontakt z klientem.
  • Obsługa specjalistycznych systemów rezerwacyjnych.
  • Znajomość destynacji. To najbardziej rozbudowana dziedzina. Wymaga najwięcej czasu. Trzeba znać kraje, kurorty, hotele, wycieczki. Trzeba umieć doradzić i pomóc klientowi wybrać. Podstawy można zdobyć w trakcie teoretycznej nauki (katalogi, internet, prezentacje zawodowe), ale mistrzostwo związane jest z praktyką. Trzeba samemu jeździć, oglądać, notować… Temu właśnie służą study toury, czyli wyjazdy szkoleniowe.

 

Obserwuję branżę od lat i wydaje mi się, że spora cześć pracowników biur podróży, z całego zawodu, najbardziej lubi właśnie te służbowe wyjazdy. Są to najczęściej tygodniowe imprezy, w trakcie których, pracownicy wizytują hotele i korzystają z oferty wycieczek fakultatywnych. Wszystko po to by lepiej poznać produkt, który będą później sprzedawać. Leci się więc np. na Kretę, do Egiptu, Portugalii, na Sri Lankę czy do Kenii. Spotyka pracowników innych biur, wymienia się doświadczeniami, rozmawia z rezydentami, itd. Wszystko w przyjemnej, niemal wakacyjnej atmosferze. Czasem może nawet w zbyt przyjemnej. Study tour nosi wszak wszystkie cechy wyjazdu integracyjnego.

 

Kto chce dobrze doradzać swoim klientom i dużo sprzedawać, jeździć powinien. Po latach pracy w tym zawodzie, ludzie znają niemal każdy hotel, niemal w każdym turystycznym kraju.

 

Czy trzeba skończyć specjalistyczne studia?

Nie ma wymogu ukończenia studiów na kierunku turystyka. Znam wiele osób w branży, które są absolwentami zupełnie innych specjalizacji. Moim zdaniem, jednym z lepszych posunięć dla osób, które chcą związać się z ta branżą są studia lingwistyczne. Znajomość języków, zawsze się tu przyda. Jeśli już ktoś chce studiować turystykę, to powinien bardzo starannie wybrać uczelnię. Na wielu kierunkach o tej nazwie jest czysta teoria. Nie ma np. zajęć z systemów rezerwacyjnych! Dokładnie sprawdźcie program. Przeanalizujcie go pod kontem wymagań jakie będą stawiać wam pracodawcy. Dowiedzcie się, czy uczelnia zapewnia dobre zajęcia praktyczne. Ładna nazwa szkoły nie wystarczy. Liczą się konkretne umiejętności. I tylko to!

 

Więcej o pracy, zarobkach i umiejętnościach pracowników biur podróży Praca w biurze podróży – informacje zawodowe.

Jak dostać pracę w biurze podróży

Po raz kolejny prowadzę rekrutację. Szukamy pracownika do biura podróży. I nie jest łatwo! Pomimo tego, że w mieście mamy kilka uczelni kształcących na kierunkach typu turystyka i rekreacja oraz zarządzanie turystyką, to dobrych kandydatów jak na lekarstwo. Jestem w branży już wystarczająco długo żeby wiedzieć, że tak po prostu jest. Taki paradoks. Państwowa placówka bierze pieniądze z budżetu (m.in. moje) w celu wykształcenia kadr, ale jak przedsiębiorca chce zatrudniać, to musi sobie pracowników sam wyedukować lub takowych podkupić konkurencji. To temat rzeka, trochę już zresztą o tym pisałem, np. tu: „Praktyki studenckie”.

 

Wiem kogo potrzebuję. Wiem, co kandydat powinien sobą reprezentować. Wiem, co powinien umieć, żeby otrzymać tę pracę. W żadnym wypadku nie jest to wiedza tajemna. Można ją zdobyć w ciągu godziny. Wystarczy przeanalizować ogłoszenia z działu: dam pracę, na jednym z turystycznych portali. Przejrzałem te z ostatnich dwóch tygodni. Naliczyłem 21 ofert. Wymagania pracodawców są jasne. Wszyscy chcą tego samego, konkretnych umiejętności. Są one dokładnie wymienione.

 

Niestety, takich ogłoszeń nie czytają autorzy programów nauczania. Nie robią tego też władze uczelni. Tylko w ten sposób mogę wytłumaczyć całkowite niedostosowanie zawartości merytorycznej studiów do wymagań rynku pracy. A wystarczy poczytać ogłoszenia. A gdyby tak jeszcze któraś ze szkół przeprowadziła małe badanie i spytała przynajmniej kilku przedsiębiorców o to, jakich pracowników ci potrzebują.

 

Snuć marzenia mógłbym jeszcze dość długo, ale przecież czas odpowiedzieć na postawione w tytule pytanie: JAK OTRZYMAĆ PRACĘ W BIURZE PODRÓŻY?

 

  1. Jeśli jesteś na etapie wyboru kierunku studiów i myślisz o turystyce, zrób tak: Wydrukuj ogłoszenia pracodawców (możesz też opracować zestawienie, które podsumuje umiejętności jakie właściciele biur podróży uważają za najważniejsze), a następnie pójdź z tym do dziekanatu lub komórki na uczelni zajmującej się rekrutacją. I koniecznie, dokładnie i stanowczo spytaj o to, jakich umiejętności są w stanie nauczyć. Nie daj się zbyć ogólnikami, pytaj o konkrety. Listę ogłoszeń znajdziesz tu: Oferty pracy w biurach podróży.
  1. Jeśli już studiujesz turystykę i jeśli jesteś niezadowolony ze swoich studiów (to się zdarza), to przestań narzekać i wykorzystaj czas na indywidualna naukę. Zrób wszystko, żeby jakieś dobre biuro przyjęło cię na praktyki. Umów się, że będziesz im w czymś pomagać, na przykład umyjesz okna, ale oni w zamian mają pokazać coś z prawdziwej pracy w biurze podróży. Wiedza kosztuje, żeby coś otrzymać musisz też dać coś z siebie. 
  2. Jeśli jesteś studentem innego kierunku lub już skończyłeś studia, bądź nigdy nie studiowałeś, to wiedz, że wcale nie jesteś bez szans! Dlaczego? Ponieważ: a) Zawsze liczy się osobowość i nastawienie. Determinacja! (Nie wystarczy mówić, że się chce, trzeba działać). b) Są inne kierunki studiów, które dość dobrze przygotowują do tej pracy. W pierwszej kolejności wymieniłbym studia lingwistyczne. Dobra znajomość języków jest tu konkretną, potrzebną umiejętnością. c) Ucz się branży jak tylko się da! Chodź na dobre, sprawdzone i praktyczne szkolenia. Czytaj. Podróżuj. Szukaj mistrza, może ktoś zechce podzielić się z tobą zawodowymi tajemnicami.

 

Tylko błagam! Nie wysyłajcie „pustych” CV. Ktoś chce pracować w biurze podróży, ale nie ma żadnego doświadczenia, żadnego kontaktu z branżą, żadnych kursów i żadnej wiedzy. Taka osoba jest bez szans! Z punktu widzenia osoby rekrutującej szkoda czasu na otwieranie tego typu maili.

 

Zobacz artykuł: „Praca w biurze podróży – informacje zawodowe”

 

…………………………………………………………

Wszystkim ambitnym i zmotywowanym osobom życzę powodzenia!

Kto rzeczywiście chce, taką pracę znajdzie.

Biura potrzebują pracowników. Ale naprawdę dobrze przygotowanych!

 

Szkolenie dla kandydatów na pracowników biur podróży – specjalista ds. turystyki

Najlepsze uczelnie turystyczne

Był czas, że masowo powstawały szkoły o profilu turystycznym. Najpierw policealne (to był bardzo komercyjny produkt, skierowany do maturzystów szukających sposobu na zdobycie zaświadczenia odraczającego odbycie służby wojskowej). Później powstały szkoły wyższe, a w końcu klasy o profilu turystycznym w liceach. Wiadomo, turystyka to rozwojowa gałąź gospodarki. Tak mówiono już na początku lat 90. ubiegłego wieku. Pamiętam to ponieważ zastanawiałem się wtedy nad wyborem zawodu. Turystykę odrzucałem a priori. Wydawała mi się mało atrakcyjna. Dziś brzmi to zabawnie. Prowadzę biuro podróży, szkolę pilotów i rezydentów, oprowadzam wycieczki… No cóż, tak to w życiu bywa. Do zawodu trafiłem przez przypadek i dobrze się w nim ulokowałem. Ale co ma zrobić ktoś, kto kończy szkołę średnią i wie, że chce pracować w turystyce? Co i gdzie studiować? I, czy w ogóle studiować?

 

Kilka razy prowadziłem rekrutacje. Szukaliśmy pracowników do biura podróży. Wiem, że nie jest to łatwa sprawa. Zgłaszają się głównie osoby, które nie tylko nie mają żadnego doświadczenia, ale też nie posiadają żadnych konkretnych i niezbędnych w pracy umiejętności. Głównie to młodzi absolwenci. Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna jest dla nich bolesnym zderzeniem z rzeczywistością. Okazuje się bowiem, że przez lata studiów nie nauczyli się niczego, co przydałoby się w pracy!

 

Przejrzałem teraz kilka ogłoszeń z działu dam pracę na jednym z branżowych portali. Biura podróży chcą zatrudniać osoby mogące wykazać się doświadczeniem. Taką rolę, w pewnym sensie, mogłyby spełniać zajęcia praktyczne, gdyby tylko były odbywane tak jak trzeba. O fikcyjnych praktykach już pisałem, zobacz
 

Wziąłem do ręki „Wiadomości Turystyczne”. Wydanie specjalne z marca-kwietnia tego roku. Temat z okładki: Profesjonalne kadry potrzebują nowoczesnego kształcenia. Znajduję tu m.in. ranking 10 najlepszych szkół wyższych o profilu turystycznym. Wiadomo, wszystko zależy od przyjętych kryteriów. Ważne jest co tak naprawdę oceniamy. Ranking stworzony przez „Wiadomości Turystyczne” dużo, bo aż 50 ze 100 punktów, przyznaje za „przygotowanie zawodowe” – w tym m.in.: za praktyki (krajowe i zagraniczne) i dodatkowe kursy. Znalazło się tu też miejsce dla bardzo ważnego kryterium, jakim są zajęcia prowadzone przez praktyków (kto lepiej przygotuje do zawodu, jeśli nie oni?). W sumie, wygląda to na rzeczową i merytoryczną ocenę. Szkoda tylko, że nie ma tu najważniejszego wskaźnika – mierzącego sukcesy zawodowe absolwentów. Brak takich danych to problem całego polskiego szkolnictwa. Nie zbiera się ich i nie publikuje. Gdyby się to robiło, wiele pseudoszkół czy bardzo słabych kierunków straciłoby rację bytu.

 

Oto najlepsza dziesiątka zdaniem „Wiadomości Turystycznych”:

  1. Wyższa Szkoła Turystyki i Hotelarstwa w Gdańsku
  2. Wyższa Szkoła Gospodarki w Bydgoszczy
  3. Wyższa Szkoła Turystyki i Ekologii w Suchej Beskidzkiej
  4. Wyższa Szkoła Handlowa we Wrocławiu
  5. Wyższa Szkoła Bankowa we Wrocławiu
  6. AWF im. B. Czecha w Krakowie
  7. Wyższa Szkoła Bankowa w Gdańsku
  8. Górnośląska Wyższa Szkoła Handlowa im. W. Korfantego w Katowicach
  9. Wyższa Szkoła Bankowa w Toruniu
  10. Wyższa Szkoła Ekonomiczno-Turystyczna w Szczecinie

Co zastanawia mnie w tym rankingu? Ilość zdobytych punktów. Pierwsza na liście uczelnia ma ich 79,5. Ostatnia z najlepszej dziesiątki tylko 56,5. Na 100 możliwych! W takim razie jaki poziom kształcenia i przygotowania zawodowego mają te uczelnie, które znalazły się poza pierwszą dziesiątką? Otóż są takie, które uzyskały 8, a nawet 7 punktów! I funkcjonują. Niesamowite.

 

Różnice między absolwentami różnych turystycznych uczelni są olbrzymie. Wiem to, ponieważ spotykam się z nimi na prowadzonych przeze mnie kursach. Dobrze, że powstają rankingi. Będą pomocne. Niech maturzyści korzystają z nich przy wyborze uczelni. Często słyszę od studentów, że czują się oszukani. Że kusząca nazwa szkoły czy kierunku wprowadziła ich w błąd. Że studiują niby turystykę, a uczą się rzeczy słabo z nią związanych i wyłącznie teoretycznie. Cóż mogę wtedy powiedzieć? Trzeba świadomie i z rozmysłem wybierać uczelnię. Warto czytać rankingi

Szkolenie: Specjalista ds. turystyki. Pracownik biura podróży

Praktyki studenckie

Zaczął się sezon na praktyki. Studenci i uczniowie biegają po biurach podróży i próbują załatwić sobie ich odbycie. Z mojego punktu widzenia jest to przedziwna sytuacja. W programach nauczania są zajęcia praktyczne (i bardzo dobrze!), ale szkoły nie zapewniają możliwości ich realizacji!! Nie pomagają i nie tworzą ani sposobności, ani potrzebnych mechanizmów. Uczeń zostaje wrzucony na głęboką wodę, sam musi znaleźć biuro, które z łaski go przygarnie. I tu pojawiają się interesujące zagadnienia, o których warto wspomnieć ponieważ taki stanu rzeczy ma daleko idące konsekwencje.

  • Praktyki powinny być płatne. A nie są! Uczelnia każe studentom odbyć te zajęcia. I tyle. Nie ma na to żadnych funduszy. Zatem, właściciel biura podróży, ma kogoś przyjąć i uczyć za darmo! Kilka razy opiekowałem się praktykantami, więc wiem z jakimi obciążeniami to się wiąże. Jeśli cała ta impreza ma rzeczywiście służyć dobrej sprawie, czyli przygotowaniu młodego człowieka do zawodu, to ze strony biura generuje same straty. Ktoś musi poświęcić czas, ktoś musi pokazywać, nadzorować, tłumaczyć… W imię czego? Miałem zajęcia praktyczne i w szkole średniej i na studiach. W pierwszym przypadku, szkoła miała stałą współpracę z zakładem pracy, sprawdzone mechanizmy i doskonałych nauczycieli zawodu. Dzięki temu byłem profesjonalnie przygotowany. Efekt? Wszyscy z branży wiedzieli, że absolwenci tej szkoły są najlepsi. Na studiach podobnie. A pokazujący nam praktyczną stronę zawodu opiekunowie otrzymywali za to wynagrodzenie. Inaczej po prostu się nie da! W głowę zachodzę kto wymyślił, że to może działać inaczej! Zatwierdzający programy nauczania i nadzorujący jego jakość tolerują iluzję. Wiedzą, że tak jest, ale udają, że nie widzą. Dzięki temu jesteśmy potęga edukacyjną (tak dużo młodych ludzi studiuje) ale kształcimy na skandalicznie niskim poziomie. Bez sensu i bez celu.
  • Jest więc tak, a nie inaczej. Przychodzi praktykant do biura i co robi? Myje okna i podłogi, stempluje katalogi, wynosi śmieci, robi kawę. Tyle i niewiele więcej. Na pewno nic z sedna zawodu. Nikt nie odkryje przed nim prawdziwych tajemnic. Dlaczego miałby to zrobić? Za darmo ma kształcić swoją potencjalną konkurencję? Halo, ktoś tu czegoś nie rozumie. Albo liczy na naiwnych. Kiedyś byłem naiwny. Na początku swojej działalności przyjmowałem praktykantów i nawet czegoś uczyłem. Teraz nie ma mowy. I nie chodzi tylko o pieniądze. Rzecz w tym, że cały mechanizm postawiony jest na głowie. Uczelnia nawet się nie pofatyguje, żeby spytać czy byłaby taka możliwość, czy biuro by zechciało. A przecież tyle pożytecznych rzeczy można razem zrobić. Na przykład spytać właścicieli jakich pracowników potrzebują i dostosować kształcenie do wymogów rynku pracy. Wydaje się, że takie działania powinny być czymś zupełnie oczywistym i podstawowym. A przecież nie są! Dlaczego? Nie potrafię odpowiedzieć.
  • Jest też jeszcze inna możliwość. Praktykant nie robi nic. Wiem, że część biur załatwia sprawę bardzo prosto: student płaci 50 czy 100 zł i ma praktyki zaliczone. Nie musi wcale pojawiać się w biurze. Bywa, że wystarczy butelka lepszego alkoholu i czekoladki. Skandaliczne? Odruchowo wydaje się, że tak. Ale po głębszym zastanowieniu dostrzegłem też drugą stronę medalu. Skoro i uczelnie, i ministerstwo tak do tego podchodzą, to na co liczą? Naprawdę myślą, że ktoś za darmo nauczy studenta tego, czego szkoła wyższa nie zrobiła przez kilka lat?! Moje zdumienie sięgnęło zenitu kiedy dowiedziałem się, że osoba nadzorująca zajęcia praktyczne na jednej z uczelni zdaje sobie sprawę, że taka praktyka funkcjonuje. Ona to wie, studenci wiedzą, że ona wie, itd. Wszyscy są zadowoleni.
  • Kilkakrotnie rekrutowałem pracowników. Wiem, że to droga przez mękę. Głównie dlatego, że zgłaszają się młodzi absolwenci. Skończyli kierunek o szumnej nazwie turystyka i rekreacja, ale nie umieją niczego, co mogłoby się przydać w pracy. Jakim cudem? Po trzech czy pięciu latach studiowania? Jak to możliwe? By znaleźć odpowiedź wystarczy spojrzeć w program nauczania i przeczytać listę wykładowców. Temat jest mało wdzięczny, więc nie będę go rozwijał. Dość powiedzieć, że za pieniądze pochodzące z podatków przedsiębiorcy kształcony jest student, a kiedy przedsiębiorca chce zatrudnić pracownika, to takiego studenta musi sam wszystkiego nauczyć. Widzicie w tym jakiś sens?!

    Zobacz też: Praca w biurze podróży – informacje zawodowe

    …………………………………………………………………………………………….
    Czy mamy chory system? Oczywiście tak. Zapewne nie tylko w przypadku edukacji turystycznej. Ale najgorsze jest, że to akceptujemy. Milczenie oznacza zgodę. Nie chcę się dalej na to godzić. Stąd mój dzisiejszy tekst.

Szkolenie: pracownik biura podróży

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén