Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Tag: hotele

Hotel w Suwałkach

Jeden z najładniejszych w Polsce. Uwiódł mnie i dlatego zostałem hotelarzem. Co prawda tylko na ćwierć gwizdka, dalej moim podstawowym zajęciem są egzotyczne wycieczki, ale jednak… Coś tam konsekwentnie przy nim robię. To Loft 1898 – najpiękniejszy hotel na Suwalszczyźnie.

Otwarty został wiosną tego roku, a już ma mnóstwo fantastycznych opinii. Na Booking.com ocena 9,5 na 10! Z oznaczeniem „wyjątkowy”! Więcej opinii tu.

Od wielu lat zajmuję się turystyką i jeżdżę po świecie. Naoglądałem się hoteli. Większości nie pamiętam. Podobne jeden do drugiego, poginęły w pamięci. Tym bardziej doceniam obiekty wyróżniające się i ciekawe. Takie, które dają coś więcej niż wygodne łóżko i śniadanie na czas. Co to może być? Szczególne położenie, oryginalna architektura, pomysł na wystrój, wyjątkowa kuchnia…

Pokój w hotelu Loft 1898

Pokój w hotelu Loft 1898

Skąd się wziął nasz hotel? Pod koniec XIX wieku wzniesiono tu carskie koszary. W dwudziestoleciu międzywojennym stacjonował w nich słynny 2. Pułk Ułanów Grochowskich. Więcej na ten temat w artykule: Historia Hotelu Loft. W PRL-u dalej był to teren wojskowy, później popadł w ruinę.  Jeszcze kilka lat temu przedstawiał opłakany widok. Dziury zamiast okien, zniszczony dach, w środku wyrosły młode drzewa. Odwiedzający Suwałki pasjonaci ze Stowarzyszenia Ułanów Grochowski już się pogodzili, że zabytkowy i drogi im obiekt zniknie z mapy miasta, kiedy ku ich zaskoczeniu inwestycja ruszyła. Po kilku latach prac udało się zamienić mocno podniszczony budynek w piękny hotel. Co ważne, zachowano możliwie dużo z oryginalnej substancji budynku. Widać to już z zewnątrz. Wyczyszczenie i odrestaurowanie ceglanej elewacji wiązało się ze sporym wysiłkiem.

Architektura

Uratowano zabytkowe mury, wzbogacając je o nowoczesne elementy. Dzięki temu powstał obiekt o wyjątkowej architekturze. Gościom hotelowym bardzo podobają się loftowe wnętrza i ich ciekawy wystrój. Uwagę zwracają duże fototapety z przedstawieniami najpiękniejszych miejsc Suwalszczyzny. Zobacz pokoje.

Kuchnia

Integralną częścią hotelu jest restauracja Tatarak. Ściśle nawiązuje do specyfiki regionu. To miejsce, w którym można odkryć dawne smaki Suwalszczyzny i rozsmakować się w potrawach typowych dla północno-wschodniej Polski. Specjalnością restauracji  jest kuchnia „fusion”, której zasady, polegające na łączeniu tradycji z nowoczesnymi trendami w gastronomii, doskonale komponują się z wyjątkowym charakterem hotelu. Więcej o restauracji Tatarak.

Gdzie leżą Suwałki?

Tuż za Augustowem, a to miasto zna chyba każdy. Jest jedną z wakacyjnych stolic Polski. Latem bywa tu bardzo tłoczno. Nadal działa sława sprzed lat („Beata z Albatrosa”), ale doszły też nowe, udane działania promocyjne. Zaangażowanie radiowej „Trójki” czy imprezy typu „Pływanie na byle czym”. Augustów słusznie cieszy się tak dużym powodzeniem.

Warto pojechać dalej, 30 km za Augustów. Tam, gdzie ludzi znacznie mniej, gdzie piękne okolice i wspaniała przyroda. Zaprasza przyjazny turystom Wigierski Park Narodowy oraz urokliwy Suwalski Park Krajobrazowy. Rzeki, lasy i jeziora. Mnóstwo ścieżek rowerowych i tras kajakowych. Do tego naprawdę wyjątkowa kuchnia! Sięgająca pamięcią do czasów Wielkiego Księstwa Litewskiego (połączenie wpływów litewskich, białoruskich, tatarskich i karaimskich).

Poza tym, co koniecznie należy podkreślić, Suwałki znajdują się po drodze na Litwę, Łotwę i do Estonii. Stąd już tak blisko do Wilna, że stolicę Litwy da się zobaczyć w ciągu jednodniowej wycieczki. Właśnie o tego typu atrakcje można wzbogacić pobyt na Suwalszczyźnie. Niezależnie od tego czy będą to wakacje czy tylko dłuższy weekend. Tak samo konferencje, szkolenia i sympozja. Byliście już w Białowieży i na Mazurach? Nie chcecie powtarzać wytartych szlaków? Zapraszamy do nas! Będzie nie mniej ciekawie i bardzo elegancko. A do tego zorganizujemy pełną atrakcji wycieczkę na Litwę.

More info about Suwałki Region (Suwalszczyzna) on our website in English: Poland Tour Operator, Suwalki Region.

Ile gwiazdek, tyle szczęścia

Za chwilę pełną parą ruszy wakacyjny sezon. A wraz z nim faza na poszukiwanie „najlepszych ofert”. Klienci wezmą udział w intensywnym objeździe biur podróży. Od jednego do drugiego. Istne tour de oferta. W nadziei, że może w tym kolejnym mają coś bardziej atrakcyjnego. Raczej nie mają. W Polsce jest mnóstwo biur agencyjnych, tzn. takich, które są wyłącznie sklepami. Sprzedają produkty touroperatorów, głównie tych największych, powszechnie znanych, takich jak Itaka czy Rainbow. W ofercie prawie wszyscy mają te same produkty, identyczne wycieczki i wakacje. Co więcej, ceny też jednakowe, ponieważ agenci nie mogą udzielać rabatów. Zabraniają tego umowy z organizatorami. Za złamanie tych warunków grożą kary finansowe oraz zerwanie współpracy. Do tego agenci, w olbrzymiej większości, pracują na tym samym systemie informatycznym. Jest to program MerlinX, który porównuje oferty olbrzymiej większości polskich touroperatorów. Dlatego bieganie od agenta do agenta nie ma sensu.

Taka promocja

Taka promocja

Czym zatem mogą różnić się sklepy z wakacjami? Jakością obsługi, umiejętnościami kontaktu z klientem i wiedzą na temat krajów i hoteli. Dobry agent dobrze doradzi.

Właściwie to siadłem do pisania tego tekstu z inną myślą. Chodzi o kwestię postawioną w tytule postu. Od jakiegoś czasu fenomen poszukiwania „najlepszych ofert” zajmuje mnie na tyle, że wszedł w obręb dociekań natury niemal filozoficznej.

Mamy oto cały segment turystyki, w którym wybieramy i kupujemy szczęście. A przynajmniej jego obietnicę. Trzy gwiazdki – małe szczęście, pięć gwiazdek – wielkie szczęście. W równaniu tym są jeszcze fazy przejściowe, niepewności, odcienie, większe lub mniejsze przechylenia w jedną lub drugą stronę. I duża porcja stresu. Bo przecież, jeśli płacimy za coś tak istotnego jak szczęście, to wybieramy bardzo starannie, z uwagą, żeby to było szczęście możliwie największe. Są klienci, którzy podchodzą do wyboru wakacji, jak do kupna domu czy innej inwestycji na całe życie. Śmiertelnie poważnie.

Stać nas na pięć gwiazdek. Zatem przeprowadzamy casting wśród hoteli. Oceniamy co tylko się da. Nie tylko położenie, plażę, basen i jedzenie. Co jeszcze? W jakich godzinach jest all inclusive, jak duże są pokoje, jaki wystrój łazienek, jakie kanały w TV, animacje… Ostatnio jeden z klientów przyniósł kilkustronicowy elaborat w formie tabeli, w której według wykreślonych przez niego kryteriów pogrupowane były hotele. Ile czasu mu to zajęło? Kilka godzin. Po co? Taka forma rozrywki? Może.

Ale chyba bardziej prawdopodobny jest strach. Tyle, że nie przed skandalicznie słabym hotelem, paskudnym jedzeniem i zmarnowanymi wakacjami. Nie! Raczej obawa, że nasz sen o szczęściu się nie spełni. To byłoby zbyt bolesne. To ten specyficzny strach motywuje nas do poszukiwań. Do wędrówki od biura do biura i sprawdzania wszystkiego w internecie.

W takiej konstrukcji hotel nie jest miejscem, w którym mamy odpocząć po dniu pełnym wrażeń wynikłych z pobytu w kraju o ciekawej kulturze i historii. Nie jest jednym z elementów infrastruktury, której potrzebujemy do odbycia podróży (jak samolot, autokar, walizka i ubezpieczenie turystyczne). Nie jest środkiem prowadzącym do celu. Jest celem samym w sobie! Oto hotel stał się fetyszem. Obrazem szczęścia, synonimem realizacji, prestiżu i znaczenia.

Świadomie wybieram inną turystykę. Aktywną, kulturową, z jakimiś aspiracjami. Sensem podróży jest poznanie. Czegoś więcej niż hotelowy basen.

Jutro ruszam do Albanii.

 

Kreteńskie smaki

„Co masz zrobić dziś, zrób pojutrze, będziesz miał dwa dni wolnego”. W ten sposób przywitał nas rezydent na Krecie. Słowa te mają być kluczem do zrozumienia mentalności Greków. Być może. Trochę tego doświadczyliśmy. Mam na myśli filozofię życia opartą raczej na spokojnej kontemplacji niż na nerwowej bieganinie.

Kreteński stół

Kreteński stół

Kiedy kilkadziesiąt lat temu zrobiono porównawcze badania populacji z różnych części Europy, okazało się, że mieszkańcy Krety żyją najdłużej. Może decydowało o tym właśnie to nastawienie. Specjaliści szukali źródeł gdzieś indziej. Długo głównym podejrzanym był pewien gatunek ślimaka stanowiący sporą część diety miejscowych. To właśnie on miał powodować, że Kreteńczycy nie zapadali na choroby układu krążenia. Później okazało się, że to raczej rośliny, na których żerują ślimaki. Zawierają podobno substancje zbawienne dla ludzkiego organizmu.

Smacznie i ładnie

Ładnie i smacznie

No właśnie, kreteńska kuchnia. Bardzo mi odpowiada. Wspaniała gatunkowo oliwa. Oliwki mniejsze i lepsze niż te znane chociażby z Hiszpanii. Do tego pyszne sery, a – jeśli ktoś lubi – również ogromny wybór owoców morza. W Heraklionie znalazłem lokalną restauracyjkę przy porcie. Żadnych turystów, sami miejscowi. Pełna sala, trudno o wolny stolik. To znak, że warto tam usiąść. Co zjadłem, to zjadłem, ale napatrzyłem się też sporo na to, co zamawiali moi sąsiedzi. Widać, że Kreteńczycy uwielbiają dobre jedzenie. Zamawiają kolejno różne gatunki ryb, ośmiornice, małże, kalmary, ślimaki, krewetki… Wszystkiego próbują. Siedzą długo przy stoliku, rozmawiają delektując się potrawami i winem. Uczta zamiast zwykłego pośpiesznego lunchu.

Za to w zdumienie wprawiła mnie obsługa. Mniej więcej wiedziałem czego powinienem się spodziewać, ale nie sądziłem, że aż tak. Na prośbę o polecenie czegoś dobrego, kelner rzuca menu i mówi: „Przeczytaj i zamów”. Nie ma czasu na pogaduszki? Nie chce mu się? Nie ma motywacji ponieważ w restauracji i tak tłum ludzi? A może to taki styl pracy, takie podejście do obowiązków? W hotelu i restauracji nastawionej na turystów takie zachowanie byłoby niedopuszczalne, ale w miejscowej tawernie, to wygląda jak standard.

Pojechałem obejrzeć hotele (zobacz artykuł: Ile gwiazdek, tyle szczęścia). Przez tydzień widziałem ich sporo. Rozmawialiśmy z ich właścicielami, menadżerami. Pytali o to, jakie obrazki z Grecji pokazuje polska telewizja. Zależało im na tym abyśmy zobaczyli, że problemy rządu w Atenach nie mają żadnego wpływu na sytuację na Krecie. I, w turystyce, rzeczywiście tak jest. Kreta to enklawa. Pełna wesołych wczasowiczów i żyjąca własnym życiem. W wielu hotelach komplet gości i rezerwacje już na całe lato. Nastroje optymistyczne, mówią, że sezon zapowiada się lepiej niż w roku poprzednim.

Pytani o politykę nie przebierają w słowach. Obwiniają kolejne greckie rządy. Ale nie tylko. Staliśmy osłupiali słuchając jak jeden z menadżerów za całą sytuację obwiniał europejskich dziennikarzy, którzy rozpętać mieli antygrecką propagandę. Ciekawe podejście do problemu…

Greckie oliwki są najlepsze

Greckie oliwki są najlepsze

Nie znam się na makroekonomii, natomiast jeśli chodzi o turystykę, to kilka rzeczy jest pewnych. Grecy przyzwyczajeni do tego, że turyści i tak przyjeżdżają, zaniedbali rozwój infrastruktury. Zostali w tyle za innymi wakacyjnymi potęgami. Klasą hoteli i towarzyszącymi im atrakcjami typu baseny i aquaparki, przebici zostali chociażby przez Turcję i Egipt.

Żyją czerpiąc z wielkiej sławy swego kraju. Każde dziecko uczy się historii Grecji. Dla turystyki to fantastyczna, bezpłatna reklama. Jedziemy tam m.in. po to by oglądać starożytne zabytki. Na Krecie oczywiście pozostałości pałacu w Knossos. Kto nie zna mitu o Minotaurze, labiryncie czy Dedalu i Ikarze?!

Na Kretę przyciągają też malownicze zatoczki i porośnięte oliwkami góry, wyśmienita kuchnia i możliwość zwiedzania wyspy na własną rękę. Samochód wynająć można już za 25 euro dziennie. Jeździ się pewnie i bezpiecznie. Najwięcej jest turystów ze Skandynawii, Niemiec, Francji i Anglii. Polaków jest mniej, Rosjan bardzo mało.

Kreta to atrakcyjny cel wakacyjnych wyjazdów. Z całą pewnością, również w tym roku, przyjedzie tu mnóstwo turystów. Wygląda na to, że grecki kryzys nie będzie miał żadnego znaczenia.

Szukasz wycieczki szytej na miarę? Zapraszamy do naszego autorskiego biura: Krzysztof Matys Travel

Zobacz też artykuł: Wakacje all inclusive.

Hotel Bristol

Spędziliśmy z żoną miły weekend w hotelu Bristol w Warszawie. Hotel pięknie położony, przy Krakowskim Przedmieściu, obok Pałacu Prezydenckiego. Może nie wszystko odpowiada jego pięciu gwiazdkom, ale za to jaki klimat, architektura, wystrój i, przede wszystkim, niezwykła historia. Oddany do użytku na początku XX wieku (współwłaścicielem przedsięwzięcia był Ignacy Jan Paderewski) gościł wiele znanych postaci. Bywali tu m.in. Maria Skłodowska-Curie, Jan Kiepura, Edward Grieg, Richard Strauss i Enrico Caruso. Tu Józef Piłsudski zainaugurował pierwszy parlament w porozbiorowej Polsce. Budynek hotelu cudem ocalał z hekatomby Powstania Warszawskiego. Po wojnie znacjonalizowany i przejęty przez Orbis, był zarezerwowany wyłącznie dla obcokrajowców. Dziś należy do sieci Le Meridien.  Zachodni inwestor uratował hotel; odrestaurowano go po zniszczeniach jakich doznał… w schyłkowym okresie PRL-u. Oto znamienny fragment z hotelowej broszury:

 

W listopadzie 1981 roku, dokładnie 80 lat po otwarciu, ten wspaniały, stary gmach został zamknięty. Wielki Bristol dumnie przetrwał I wojnę światową, wojnę polsko-bolszewicką 1920 roku, kryzys gospodarczy, II wojnę światową – w tym obronę Warszawy w 1939 roku i Powstanie Warszawskie 1944 roku – by ostatecznie ulec centralnie sterowanej gospodarce władzy ludowej.

 

W 1993 roku uroczyście hotel otworzyła Margaret Thatcher.

Zażywając hotelowych luksusów myślałem o historii. Wybudować dziś hotel, to żaden problem. Sheraton, Hilton, Marriott…, sieci wznoszą kolejne gmachy (a czasami gmaszyska). Ale mieć hotel z duszą, z tak wspaniałą tradycją, to bezcenne.

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén