Co wiemy o herbacie? O jej historii, o drodze jaką pokonała, by w końcu na trwale zagościć na naszych stołach? Na początku wcale nie było łatwo. Szczególnie w Polsce, gdzie większą popularność zyskała dopiero od czasu masowej produkcji cukru. Bez tego dodatku herbata jakoś nam nie smakowała. W okresie, kiedy herbata zyskiwała na popularności w Europie, bardzo negatywnie wyrażało się o niej wielu luminarzy polskiej kultury. Wyśmienity znawca roślin, ksiądz Krzysztof Kluk, w wydanej w 1786 r. pracy pisał tak: „Gdyby Chiny wszystkie swoje trucizny przysłały, nie mogłyby nam tyle zaszkodzić, ile swoją herbatą”.

 

Herbaciane wspomnienia mam z kilku krajów.

 

Najwcześniejsze z Egiptu. Kair był pierwszym pozaeuropejskim miastem, w którym zagościłem. Tamtejsze smaki mocno utkwiły mi w pamięci. Studiowałem tam, za sąsiadów miałem kairczyków i tak jak wszyscy dookoła, piłem olbrzymie ilości mocnej herbaty. Właściwie nie było wyjścia. Jeśli chcesz naprawdę wniknąć w kraj, jeśli chcesz go zrozumieć i poczuć, musisz jeść i pić to, co wszyscy. W bezalkoholowej kulturze, kiedy szwagier odwiedza szwagra, to na stole ląduje właśnie herbata. No, może jeszcze fajka wodna.

 

Standard jest taki: bardzo mocna, czarna i obficie posłodzona. Podawana jest w niedużych szklankach. W upalne dni, orzeźwia i daje energię do działania. Udanie zastępuje śniadanie. Kawiarnie i palarnie fajek są bardzo powszechne i często otwarte przez całą dobę. Bez trudu znajdzie się je na każdej ulicy, w każdym zakątku miasta. Lubię to, że niemal o każdej porze (nawet o 5 rano) można napić się kawy, herbaty lub coś zjeść.

 

Napój ten jest niezbędnym elementem spotkań. Nawet stomatolog, do którego chodziłem, przed wierceniem zęba częstował herbatą. Oczywiście diabelsko słodką.

 

Najpopularniejsza marka to El Arosa; charakterystyczne żółto-czerwone opakowania z wizerunkiem dziewczynki zna każdy Egipcjanin. W środku mocno rozdrobniony susz. Kraj pochodzenia – Kenia. Nie wszyscy wiedzą, że właśnie to państwo należy do światowej czołówki producentów herbaty.

 

Szaj, czaj i ćaj

 

To w Egipcie zacząłem odkrywać trasę światowej wędrówki herbaty. Pierwszym, inspirującym do dociekań faktem, jest podobieństwo nazw. Arabski szaj, to prawie jak rosyjski czaj. Jakiś czas później, w Indiach, znowu natknąłem się na podobnie brzmiący wyraz. Tyle, że tam wymawia się miękko – ćaj. Ewidentnie, herbata wędrowała po całym Wschodzie, w wielu językach zostawiając charakterystyczny ślad. Najdalej w naszą stronę, wprost z dalekiej Azji, termin ten trafił do Rosji. W Polsce za to przyjęła się zachodnia nazwa, od herbal tea.

 

Zupełnie inaczej pije się herbatę w Indiach. Tam dominuje masala ćaj, czyli herbata z przyprawami. Zaparza się ją wodą z mlekiem oraz dodaje mieszankę goździków, imbiru, cynamonu, kardamonu i pieprzu. Do słodzenia używa się cukru, ale też miodu lub melasy. Indusi są od niej uzależnieni. Szczególnie mężczyźni, muszą zacząć dzień od szklaneczki tego napoju. A jest to stosunkowo świeży nałóg. Indie zaraziły się herbatą od Anglików. Pod koniec XIX wieku brytyjskie Indie stały się największym jej producentem, a sto lat później, również głównym konsumentem.

 

Herbaciane pola Batumi

Wszyscy, którzy pamiętają PRL, znają to hasło. Rozsławiły je Filipinki w popularnej wtedy piosence (Batumi, ech Batumi…). Uprawy herbaty w gruzińskiej Adżarii były chlubą całego ZSRR. Po upadku Związku Radzieckiego, Gruzja przeżywała trudne czasy wojen domowych. Herbaciany przemysł upadł, a Polacy zapomnieli o dobrze znanym z poprzednich dziesięcioleci, gruzińskim granulacie. Jeszcze dziesięć lat temu pola wokół Batumi sprawiały smutne wrażenie. Dawne przetwórnie straszyły ruinami. Od kilku lat, po uzyskaniu przez Tbilisi, rzeczywistej władzy nad Adżarają, coś zaczyna się zmieniać. W gruzińskich sklepach pojawiła się miejscowa herbata. Całkiem dobrej jakości. W ten sposób wraca się tu do starych, jeszcze przedrewolucyjnych tradycji, kiedy Gruzja była najdalej na północ wysuniętym rejonem upraw herbaty, a tutejsze susze otrzymywały światowe nagrody.

 

Arabska herbata na pustyni w Petrze.

 

A w Polsce? Pierwsze wzmianki o herbacie pochodzą z XVII w. i związane są z dworem królewskim czasów Władysława IV i Jana Kazimierza. W tamtym okresie docierała do nas z Anglii. Ale na skalę masową nauczyliśmy się ją pić od Rosjan (okres zaborów). Stąd też zwyczaj podawania jej w szklankach (z metalowymi koszyczkami jak w rosyjskich podstakannikach) oraz z dodatkiem konfitur – rzecz obowiązkowa w szanującym się domu II Rzeczpospolitej. Najbardziej znanym admiratorem herbaty parzonej na rosyjski sposób, w samowarze, był oczywiście Józef Piłsudski.

 

To właśnie Rosja była pierwszym krajem w Europie, w którym przyjął się herbaciany napój. Importowano ją bezpośrednio z Chin. Długo nie akceptowano tu brytyjskiego produktu z Cejlonu. Uważano, że susz herbaciany traci na atrakcyjności w czasie transportu morskiego. Również z tego powodu, kiedy w drugiej połowie XIX w., po przemyceniu nasion z Chin, założono uprawy w Gruzji, kaukaska herbata łatwo zdobyła rosyjski rynek.

 

Jak jest dziś? Kto tam wie jaką herbatę pije, skąd przyjechała i kto na tym zarabia! Głowę daję, że większość miłośników napoju, delektując się naparem marki Tetley, nie ma pojęcia, iż właścicielem tej znanej na całym świecie firmy jest indyjski koncern Tata. W Indiach na pudełkach z herbatą widnieje już nowe logo łączące obie nazwy, dając miejscowym poczucie narodowej dumy. W Europie, tylko mały napis na odwrocie opakowania; tak na wszelki wypadek, żeby nie stracić przyzwyczajonego klienta.

Zobacz też artykuły: Kulinarne przeboje oraz Duch puszczy – samogon z Podlasia.