Od kiedy dowiedziałem się o istnieniu tego miejsca, chciałem je zobaczyć. Skorzystałem z okazji i w ostatnią sobotę odwiedziłem Nikiszowiec. W księdze pamiątkowej wyłożonej w tamtejszym punkcie Informacji Turystycznej widnieje wiele entuzjastycznych opinii. Przyjeżdżają tu turyści, oglądają i podziwiają, choć to przecież niby tylko „zwykła” górnicza osada.

Nikiszowiec to dzielnica Katowic. Wybudowano ją na początku XX wieku jako zaplecze dla położonej obok kopalni. Rolę tę pełni do dziś.

Wcześniej tylko słyszałem o tym miejscu. Jadąc tam nie do końca wiedziałem czego się spodziewać. Nie miałem wyobrażenia jak może wyglądać. Pewnie dlatego pierwsze wrażenie było piorunujące. Jakbym się przeniósł do innego świata! Zaparkowaliśmy samochód przy pierwszej kamienicy i weszliśmy w uliczkę. Weszliśmy tak, jak się wchodzi do bajki.

Zastanawiam się teraz, co mnie tak urzekło. Przecież widziałem mnóstwo atrakcyjnych turystycznie miejsc. Co tak niezwykłego jest w Nikiszowcu?

Myślę, że decyduje wyjątkowe połączenie kilku elementów.

Jest to miejsce malownicze. Mury budynków same układają się w kadr. To tak, jakby ktoś na potrzeby turystów celowo zbudował dekoracje.

Albo jakby to były domki-zabawki, z wielkim kunsztem stworzone urokliwe, malutkie cudeńka. A przecież to najprawdziwsze domy, żyją w nich ludzie; patrzą przez otwarte okna, można z nimi porozmawiać, nie unikają kontaktu, wydają się bardzo przyjaźni. Wchodzimy w bramę i trafiamy na przestronne, pełne zieleni podwórko; a na nim plac zabaw i sporo dzieci.

Jest to dzielnica zabytkowa i piękna, a jednocześnie żywa. Wartość ma taką, że można by ją w całości przenieść do muzeum. Zamknąć, zabezpieczyć i pokazywać zza szyby. Albo zamienić w coś w rodzaju praskiej Złotej Uliczki czy innych tego typu słynnych miejsc. Niby ciekawych, ale już sztucznych bo muzealnych. Pozbawionych życia. Nikisz jest inny i dlatego wyjątkowy!

O atrakcyjności miejsca decyduje też skala zachowania zabytku. Tu mamy nie jeden dom czy dwa, ale całą dzielnicę! Bez żadnych wstawek, socjalistycznych bloków czy współczesnych „plomb”. Mamy całą dzielnicę w jednym stylu, w zasadzie jednakową. Pasuje tu wszystko, od kościoła, przez pocztę i salon fryzjerski „Teresa” po piekarnię i założony w 1919 roku salon fotograficzny.

Wizyta tam jest trochę jak podróż w czasie. To jak wspomnienia z dzieciństwa, które powróciły przywołane zapachami z piekarni. Na ścianach kamienic, nawet od strony głównego placu dzielnicy, nie ma krzykliwych szyldów i reklam. Inna epoka i inna estetyka, a jednocześnie przecież to dziś, 2010 rok. Niezwykłe!

Tak sobie myślę, że niejedno tego typu miejsce mogliśmy mieć w Polsce. Jeszcze niedawno istniały. Trochę naruszone zębem czasu, trochę uszkodzone ekspansją nowego budownictwa, ale były. Niestety, władze lokalne nie dostrzegały ich wartości i nie udało się ich uratować. W Białymstoku to mogło być piękno drewnianej architektury Bojar i ulicy Młynowej. Jeśli nie ma już takich dzielnic, to ratujmy pojedyncze domy i fragmenty ulic!

Nie wiem kto, dlaczego i w jaki sposób sprawił, że Nikiszowiec przetrwał, ale brawa mu za to! Dziś to turystyczny punkt obowiązkowy. Może być wizytówką Katowic i całego Śląska. Polecam.

Zobacz też: Turystyczna Polska Wschodnia.