Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Etiopia – część 3

Wyjeżdżamy ze stolicy. Kierujemy się w nieznane. Ponad tydzień spędzimy na południu Etiopii, tam gdzie nie ma dróg, gdzie nie ma elektryczności, tam gdzie często telefony komórkowe nie łapią już sieci. Jedziemy samochodami terenowymi. Razem z nami ciężarówka wioząca nasze namioty, kuchnię polową i kucharza. Tam, gdzie zmierzamy, musimy być samowystarczalni. (Artykuł: Etiopia. Plemiona Południa).

Jeszcze jesteśmy na zatłoczonych ulicach Addis Abeby. Zamyśliłem się. Przyklejony do szyby samochodu, dopiero teraz, tak naprawdę, zdałem sobie sprawę, w jak dziwnym miejscu jesteśmy. Etiopia jest krajem niezwykłym. Kiedy świętowano tam rok 2000, u nas był już rok 2008. Etiopski kalendarz młodszy jest o 7 lub 8 lat – to zależy od tego, który miesiąc bierzemy pod uwagę. Nowy rok zaczyna się tam we wrześniu. Chyba jeszcze ciekawsze jest to, że rok w Etiopii ma 13 miesięcy! Ludność tego kraju do niedawna niemal zupełnie odizolowana od reszty świata pozostała przy swoich tradycyjnych wierzeniach, zwyczajach i sposobach definiowania rzeczywistości. W ten sposób kalendarz rodem ze starożytnego Egiptu przetrwał tu do dnia dzisiejszego. Kolejne reformy i innowacje wprowadzane w Europie, do Etiopii już nie docierały. Było zbyt daleko i nie bardzo po drodze. Dotyczy to zresztą wielu innych rzeczy. Na przykład niewolnictwo zlikwidowano tu ostatecznie dopiero w latach 60. XX wieku.

Wyjeżdżamy z Addis. Tuż przy drodze ogromne, ciągnące się hektarami, szklarnie. To głównie włoskie inwestycje. Uprawa kwiatów. Stąd samolotami wędrują do Europy.

Droga przez etiopskie miasto

Mój pierwszy obrazek etiopskiej prowincji, to droga przebiegająca przez miasteczko. Jeszcze niedaleko Addis, ale już rzuca się w oczy to, co uznałem za kwintesencję Afryki. To wrażenie totalnego bezładu. Każdy buduje jak chce, z czego chce i gdzie chce. Nikomu nie zależy aby wziąć to w organizacyjne ramy. Żywioł życia. Zrobiłem zdjęcie. Jest moją ulubioną fotografią. Tak widzę Afrykę.

W tym wszystkim masa ludzi. Wszędzie ludzie. Jeśli tylko dojedziemy do wsi lub miasteczka, to czekają na nas tłumy. Według prognoz demograficznych w roku 2050 Etiopia ma stać się dziesiątym najliczniejszym krajem świata! Od kiedy dowiedziałem się o tym, przekazałem tę informację wielu osobom. Chyba wszyscy reagowali ze zdziwieniem. Jak to, Etiopia? Kraj kojarzony z głodem ma tak wielki wzrost populacji? Jedno to niedowierzanie, drugie obawa. Jak będzie wyglądał świat? Co stanie się z tak ogromną masą ludzi? Jakie stoją przed nimi perspektywy? Czy Afryka ich wyżywi? Co się stanie kiedy zapukają do bram Europy?

Za nieco ponad czterdzieści lat Etiopia ma liczyć 173 mln mieszkańców. Dziś ma około 70 – 80 mln, dokładnie ile, nie wiadomo. Zatem w ciągu jednego pokolenia nastąpi ponad dwukrotny przyrost. Wszystko to w kraju, gdzie ogromna większość mieszkańców żyje za równowartość 100 dolarów rocznie, a rzeczą naturalna są nawiedzające kraj, średnio raz na dziesięć lat, klęski głodu.

Na południu Etiopii

Szybko zapominam jednak o demograficznych analizach. Przy pierwszym spotkaniu z żyjącymi tu plemionami wszystko inne bladnie. Tutejsze ludy są jednym z najciekawszych cywilizacyjnych fenomenów Afryki. Najmniejsze liczą kilkuset mieszkańców, największe kilkadziesiąt tysięcy. Granice kulturowe i językowe między nimi ciągle są bardzo wyraźne. Mimo tego, że często ich wsie leżą tuż obok siebie nie widać między nimi większych wzajemnych wpływów. Bywa, że przejeżdżając kilkanaście kilometrów znajdujemy inaczej zbudowane domy, inne uprawy, odmienne stroje i, co najciekawsze, inny język. To istna mozaika kultur.

Idą w ruch aparaty. Robimy setki, tysiące zdjęć. To wszystko jest tak atrakcyjne, tak wciągające, że łatwo zgłupieć i szaleć z aparatem bez umiaru. Chcemy sfotografować każdą twarz, każdą wieś, każde plemię… Nocą ładujemy baterie do aparatów dzięki generatorom prądu. Idziemy spać. Tuż przed wschodem słońca budzą nas małpy, niemal zaglądają nam do namiotów. Chwytamy aparaty. Kolejne zdjęcia. Kucharz zaparzył właśnie wspaniałą kawę. Zaczyna się nowy, afrykański dzień.

Wycieczka do Etiopii

PS. Przez najbliższe dni będę zwiedzał Kretę. Do zobaczenia za tydzień!

Zobacz też: Etiopia, niezwykły kraj Arki Przymierza.

Poprzednie

Etiopia – część 2

Następne

Kreteńskie smaki

Komentarz: 1

  1. ~Edi

    i nic o Rastafarianach ??? oj Krzysiu niepoprawny – odechciało mi się czytać o innych wyprawach … 🙁

Pozostaw odpowiedź ~Edi Anuluj pisanie odpowiedzi

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén