Blog Krzysztofa Matysa

Podróże i coś więcej.

Kulinarne przeboje

„Jeśli w czasie posiłku podają ci jakiś miejscowy rarytas, ważne jest, by go przyjąć, nawet jeśli zbiera ci się na wymioty na sam widok złowrogiego oka kozy na twoim talerzu” pisze Mark McCrum w książce pod tytułem Jak uniknąć gaf w obcych krajach. Dalej autor wymienia takie dania, jak gotowane larwy os, genitalia indyka, mrówki w czekoladzie, gulasz z kota czy zupę z penisa kozła. Jak widać dobór potraw nastąpił według kryterium szoku kulturowego. Jedząc coś takiego zmagamy się z uprzedzeniami. Natomiast walory smakowe mogą być niczego sobie.

Tarasun – bimber z… mleka! Specjalność ludów Syberii. Więcej o tym tu: Bajkał kulinarnie.

Gorzej jeśli i jedno i drugie, delikatnie mówiąc, nie należą do najbardziej atrakcyjnych. Przypominam swoje doświadczenia. Na pierwszym miejscu postawiłbym chyba etiopską indżerę, czyli coś w rodzaju kwaśnego i mokrego placka. Wyglądem przypomina wywrócony na wierzch krowi żołądek, a w smaku jest jeszcze gorsza. W sporej części Etiopii jest podstawowym daniem, pełni rolę chleba, ale jada się to na śniadanie, obiad i kolację. Często, w tanich jadłodajniach nie ma nic innego. I tu turysta ma problem. Nie chce, ale musi. Wśród Polaków odwiedzających ten piękny kraj ugruntowało się powiedzenie: indżera – mokra ściera. Muszę przyznać, że w pełni zasłużone. Więcej na ten temat: Etiopia.

Indżera z dodatkami. Sosy są pyszne, do  smaku placka trzeba się przyzwyczaić.

A z rzeczy, które jadłem ostatnio, to gotowane wnętrzności barana. Wszystkie! W jednym wielkim kotle. Najpierw pije się rosół, później je pozostałe części. Już sam widok jest niesamowity i…. niezbyt zachęcający. A zapach? No cóż, pachnie zawartością jelit. I  baranim łojem. Takie cuda w Kirgistanie.

Autor wspominanej książki podaje przykłady „ciekawych” potraw z różnych strona świata. Niestety nie pojawia się nic z Polski. W ogóle nasz kraj wymieniony jest chyba tylko ze dwa razy, zawsze przy okazji wódki. Czy rzeczywiście w naszej narodowej  kuchni nie mamy nic, czym moglibyśmy wprawić w zakłopotanie zagranicznego turystę?

Zastanawiam się nad tym i przychodzą mi do głowy następujące potrawy:

• Tatar – ponieważ nie wszędzie jada się surowe mięso. A często towarzyszy mu dodatkowo surowe jajko! Brr…

• Śledzie – słone i dziwne z wyglądu i dotyku. Słyszałem opowieść o studencie z Afryki, który pobyt w Polsce rozpoczął od próby usmażenia śledzia. Długo nie chciał dać się namówić na ponowne skosztowanie tej ryby.

• Kiszone ogórki i kiszona kapusta. W wielu miejscach świata kwaszone oznacza zepsute.

• Podpiwek. Na Podlasiu nadal pijemy. Ale nie taki kupowany czy rozrabiany ze sklepowego koncentratu. Prawdziwy, swojski. Ostatnio, miałem przyjemność gościć ludzi, którzy nigdy wcześniej nie próbowali tego specjału. Byli bardzo mili, ale widziałem, że szło im to dość opornie.

Tradycyjna kirgiska potrawa. Gotowane wnętrznaości barana

Tradycyjna kirgiska potrawa. Gotowane wnętrzności barana

• A skoro przy trunkach jesteśmy, to oczywiście bimber. Ten w najgorszym wydaniu, rozpoznawalny po zapachu nawet przy ostrym katarze. Nieprzyzwyczajonych zwala z nóg i ostro poniewiera. U nas, na Podlasiu zwany „duchem puszczy”. W dobrym wydaniu, to naprawdę porządny trunek. I oczywiście turystyczna atrakcja, nielegalna oczywiście. Więcej w artykule: Samogon z Podlasia.

• Kiszka ziemniaczana, czyli tarte kartofle upchane w świńskie jelito grube. Nasz specjał regionalny. Smakuje nieźle. Pod warunkiem, że się nie uczestniczyło w myciu kiszek. Kiedyś pomagałem w tym mojej babci. Zapach pamiętam do dziś.

• Aha, no i oczywiście, to, co na ciepło w trakcie świniobicia. Kiedyś bardziej popularne, dziś już mało kto zna ten smak, choć na Litwie, na przykład, ciągle funkcjonuje – do kupienia nawet w sklepie. Podsmalone świńskie uszy i ogony. Do chrupania zamiast chipsów. Zagryzka do piwa. A jako danie główne smażony mózg. Smacznego, na zdrowie! Ja dziękuję.

Macie jakieś pomysły? Doświadczenia, historie do opowiedzenia? Zapraszam, stwórzmy listę kulinarnych przebojów.

Zobacz artykuł o wyjątkowej kuchni gruzińskiej.

……………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………………..

Autorskie biuro podróży Krzysztof Matys Travel. W trakcie  naszych wycieczek poznajemy najciekawsze lokalne smaki. Zapraszamy!

Poprzednie

Nikiszowiec

Następne

Wybory all inclusive

Komentarzy: 20

  1. ~beczarna

    hehe, jadłospis niezły… ja bym dorzuciła jeszcze czerninę, jako dziecko uwielbiałam, dopóki się nie dowiedziałam, że mama dodaje do niej krew z kaczki… od tego czasu już nie tknęłam…:)

  2. ~Blanka

    a ja jadlam ostatnio smazoenego sledzia – w Szwecji to rarytas:)musze przyznac ze smakowal znakomicie:)

    • ~horszit

      bez wódki i wymieszania w paście ziemniaczanej z dużą ilością cebuli to nawet kot tego nie dźwigniezatem gratuluję

  3. ~Wojowniczka, www.wojnykuchenne.blog.onet.pl

    Ja bym dodała oczywiście nasz oscypek i bundz czyli sery regionalne Podhala. A także żurek na zakwasie żytnim oraz kwaszony barszcz czerwony na Wielkanoc jaki np. robi się u mojego męża w domu rodzinnym.

  4. ~Morgana

    Dla mnie jedzenie jest kosztowaniem, delektowaniem się- a nie objadaniem. Liczy się zarówno smak potrawy, jej aromat, wygląd. A wszystko estetycznie podane, udekorowane.Ja gotuję od dawna, lubię w kuchni eksperymenty- sama napisałam ( nie wydalam jeszcze) książkę kucharską.Moje smaki, to ostro- kwaśne. Nie lubię za to słodyczy.Lubię smakować nowe potrawy. Moim daniem popisowym jest bigos staropolski z winem czerwonym, jałowcem, powidłami. Moi goście lubią moje ciasta, sałatki, nalewki. A ostatnio chleb robi furorę- taki na zakwasie.Ale się rozpisałam…Pozdrawiam serdecznie.

  5. ~Krzysztof Matys

    Dostaję trochę maili z propozycjami potraw, a nawet dokładne przepisy. Jedna z pań przysłała przepis na OZÓR WOŁOWY PEKLOWANY GOTOWANY. Coś niesamowitego! Dziękuję pani Ewo!Zacytuję sam początek: „Ozór wyszorować szczotką , dokładnie opłukać w wodzie , wyciąć gruczoły ślinowe , które znajdują się z obu stron , przy nasadzie ozora …”

  6. ~santorini

    Panie Krzysztofie,jak to się mówi – co kraj to obyczaj 🙂 .Na pewno w polskiej kuchni znaleźć można przynajmniej kilka specjałów, które przybyszom mogłyby odwrócić żołądek na drugą stronę już na samą tylko myśl o nich… Myślę, że spokojnie do tej kategorii potraw zaliczyć można: czerninę, móżdżek, nereczki, płucka, flaczki i generalnie większość podrobów. Ale to kwestia smaku i przyzwyczajenia, bo ja osobiście przepadam za dobrze przyrządzonym, delikatesowym w smaku móżdżkiem (od kilku lat jest nieosiągalny w polskich sklepach, niestety…), flaczkami (jadam tylko własnej roboty! i z mnóstwem starannie dobranych przypraw), czy nerkami (których jednak nie lubię przyrządzać). Nigdy nie próbowałam (bo nie jestem w stanie wziąć do ust) czerniny, chociaż np. kaszankę czasami zjadam ze smakiem. Podobnie rzecz się ma z płuckami – znam amatorów, ale dla mnie nawet spróbowanie czegoś takiego jest absolutnie nieosiągalne…Z obcych potraw do delikatesów należy podobno jadany na żywo (!!!) mózg małpy (Chiny), psie mięso (!!!) (Chiny), wszelkiego rodzaju owady (w różnych częściach świata), czy zachwalany mi kiedyś w Bułgarii (w końcu bliższej nam kulturowo niż Chiny) łeb krowy z podkreśleniem, że najlepsze są oczy………………….. Z mniej szokujących „atrakcji” smakowych wymieniłabym napoje podawane na ulicznych straganach w Indiach w tylko płukanych na zimno szklankach (po kolejnych użytkownikach…). Sam „zapach” bijący z takiej szklaneczki potrafi zabić co wrażliwszego osobnika, a i ugasić „jak ręką odjął” dojmujące pragnienie…Pozdrawiam

  7. ~jola002

    A ja pamietam z dziecinstwa smak możdzku , zrobiony przez babcie .Był naprawde pyszny , teraz za żadne skarby nie odwazylabym sie zjesc tego rarytasu z dziecinstwa , na sama mysl dostaje odruchow wymiotnych .

  8. ~alinn

    Indżera jest niezła, tylko trochę jej za dużo…

  9. ~p

    jako obcokrajowiec stwierdzam, że na pierwszym miejscu z wszystkich potraw co najmniej odpychających są flaki.

  10. ~MissIncognito

    Uruchomił Pan moją wyobraźnie! To temat wprost wymarzony dla mnie! Moim zdaniem należy do listy dopisać ser smażony – ten twaróg przesmażony po zgliwieniu, wie Pan? Nawet w Polsce nie każdy lubi… Ja wprost przepadam! No w sumie to tak jak z limburgerem, prawda? Będę myśleć dalej!

  11. ~k4

    morski ogórek przebija wszystko ! [Strzykwa,Trepang]pozdrawiam………http://podwodni-lowcy.phorum.pl/

  12. ~smak podróży

    smalec! Idea jedzenia tłuszczu ze skwarkami? I z jabłkiem? Dla mnie pycha, dla obcokrajowców podejrzewam, że nie do przełknięcia

    • ~LA

      Ostatnio rozmawiałem z Anglikiem który był zachwycony polskim jedzeniem, zwłaszcza chleb ze smalcem przypadł mu do gustu

  13. ~anula

    Krupnioki na Śląsku (kaszanka) najlepiej w szczewie czyli w świńskim jelicie. Czyli kasza zmieszana ze świeżą krwią z zabitej świni, doprawiona i przegotowana lub przesmażona. Najlepsza jest w jelicie pieczona na grilu, pychota.

  14. ~piotrek

    no gustów sie nie komentuje . Mnie indżera bardzo smakowała innym uczestnikom naszej wyprawy też choć mniej – jadłem ją przy kazdej okazji z różnymi dodatkami, oczywiście rękoma / obiema – jedną trzeba było odganiać muchy /

  15. I kolejna pozycja w menu:

    Senegal

    1. Świeżo złowione ryby, niepatroszone, które leżąc 2-gi dzień na blatach stołów targowych, same się uwędziły, obeszły muchami i ich larwami.
    Odór nie do opisania.

    Aha, trzeba za to zapłacić.

  16. ….jeśli chodzi o piadina z Emilia-Romania… to co myślisz o słowiańskich podpłomykach?

Pozostaw odpowiedź ~smak podróży Anuluj pisanie odpowiedzi

Działa na WordPress & Szablon autorstwa Anders Norén